Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice jawności
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2005-07-27

Filia estemy Las Vegas


Takie nadeszły czasy, że wielu ludzi z Iławy w poszukiwaniu letniej rozrywki wyjeżdża każdego weekendu z miasta, bo to ościennie albo Dni Morza w Ostródzie, albo siatkówka plażowa w Starych Jabłonkach z udziałem światowej czołówki, tudzież kolejna bitwa pod Grunwaldem na tamtejszych polach z nieodmiennym zgonem von Jungingena.

Leszek Olszewski

Ponadregionalne media non stop awizują kolejne codzienne atrakcje na potrzeby rzesz wygłodniałych turystów, a Iława nie przewija się w tych informacjach wcale. Tak dzieje się od końca czerwca i – z wyjątkiem na tarkę – zostanie tak pewnie do września. Iława to jedyne miasto tej wielkości turystycznie nieobecne w mediach. Przyznajmy, jak najbardziej zasłużony to brak splendoru. Tak po prostu nas widzą z zewnątrz...

Ponieważ nie lubię znęcać się nad leżącym, pominę wpierw ofertę rozrywkową grodu na ten czas. Nie pominę natomiast reakcji ludzkich, jaką fakt ten budzi, bo gniew i zażenowanie tubylców oraz przyjezdnych są okazywane zbyt namacalnie.

Istnieje otóż obiektywnie zwarta grupa ludzi, którym wszystko pasuje, nawet wypłowiałe i mocno już stęchłe niedzielne amfiteatry, na które stadnie chadzają zwłaszcza emeryci i renciści odświętnie wydekoltowani. Ci to się zawsze cieszą, bo często latami stąd nie wyjechali, a jak wyjechali to do rodziny, więc perspektywa niedzieli „przy instrumentach” daje im poczucie kulturalnego zaspokojenia miary całkowitej. Gorzej sprawa ma się w wypadku tych „ludziąt”, co byli i bywają tu i tam w świecie, widzą czasem nowe mercedesy, czasem audi, a kolejne prezentacje iławskich trabantów i syren budzą w nich niesmak pomieszany z bezradnością. Tylko to na cały następny tydzień i za siedem dni znów podobny meeting do kolejnego niedzielnego terminu? Brrr, ale nuda, ale dół!

Podobną obserwację usłyszałem z ust ludzi z Warszawy, młodych i głodnych wrażeń, także koncertowych. Ci byli na czymś, co ich zamiast wzruszyć, rozśmieszyło, czyli jakimś występie ludowym trzy dni temu. Nie wiem skąd był zespół, ale spłakali się prawie od tych gwizdów i pokrzykiwań ze sceny – tak oto nieciekawie przyswajają to młodzi nie emeryci, i nie stąd. Ich opiekunka pytała potem panią w kiosku o inne imprezy na najbliższe dni, na co uzyskała kompletną odpowiedź, że nic się z pewnością nie planuje, co przyjęła dobywając z siebie jednej, gorzkiej litery: „A…”

Zorganizowane grupy mają z pewnością najgorzej, bo to niepełnoletni – ani wypić, ani w tę pogodę się plażować, wieczorami zaś w mieście cisza z pustką, to albo urządzić znudzony spacer po nic w górę lub dół miasta, lub też siedzieć w internacie dając upust mądrzejszym i głupszym koncepcjom bytowania. Najmniejszych szans na ponadnormatywne wrażenia, by po powrocie w rodzinne strony zażyć bliskich, że uczestniczyło się w tym czy tamtym, bo „tyle się w mazurskim kurorcie działo”...

Słyszałem też, jak inni zniesmaczeni imigranci wyrażali prawie euforię z okazji znalezienia jakiejś nieodległej kafejki internetowej. Zbiją jakoś – kalkulowali – wieczorne godziny tego dnia, a nazajutrz jadą do Malborka, bo tam turnieje rycerskie pod fajowskie godziny grania i wesołych biesiad, będzie zatem zupełnie inaczej niż tu, nuda na jakiś czas zamrze. To dało im niezbędne paliwo zdrowia psychicznego. Radośnie więc snuli plany... O której wyjeżdżają i co ubrać, by nie zmarznąć i nie przemoknąć...

Ciężko podobne epizody nawet mimowolnie wysłuchiwać. Łatwiej z pewnością z pozycji steranych organizatorów miejskich rozrywek uznać, że nic podobnego nie ma miejsca, przyznając, że robi się aż nadto któryś rok. Nadto, by szczęki co do sztuki poopadały wszystkim z wrażenia. W końcu te bite trzy godziny każdej niedzieli po południu, to optymalna dawka rozrywkowej adrenaliny, jeśli nie chce się, by „R”-ka pakowała kolejnych oniemiałych i padłych z wrażenia w kierunku na miejscowy szpital.

Najlepiej mają z pewnością ci, co nie oczekują w związku z pobytem w Iławie nic, oprócz obecności jezior, lasów, sklepów spożywczych i okazjonalnych jadło- i drinko-dajni. Owi to zapakują się na jacht, znikną za horyzontem, przycupną na nocleg to na jakiejś wysepce, i z letniej kanikuły mają wspomnienia modelowe, podparte fotkami i sekwencjami filmowymi (jeśli mają sprzęt). Ale i tym trafiają się dwa-trzy dni na miejscu i słucha się tu i tam kolejne psioczenie na miałkość Iławy w kontekście tutaj poruszanym.

Do tego kino ma urlop, ale to może i dobrze, bo jak ktoś przesiądzie się – licząc na odpowiedni dokument fabularny – z poziomu Cienema City czy Multikina na arenę spod czerwonego kościoła, system nerwowy oraz kręgosłup może to długo wspominać i na pewno nie w gwiazdki. Popularne są przecież wyjazdy tzw. iławian na kinowe hity do Trójmiasta czy Olsztyna. Ludzie wychodzą z gotówki, a wolą to, niż np. XXXV część „Gwiezdnych Wojen”.

Reasumując. Podstawowy obowiązek, jaki miasto ma wobec przyjezdnych, osobliwie latem (zapewnienie im urozmaicenia w spędzaniu czasu) – leży na łopatkach i czeka na rzucenie białego ręcznika. Dzieje się to we wstydliwym okresie, bo roku jubileuszu 700-lecia miasta. Świetnie dopełnia tego obrazu fakt podpinania pod to wszelkiej bylejakości, w rodzaju prawie że osiedlowych konkursów recytatorskich czy działkowego grillowania.

I rzeczywiście może jedynym antidotum na to wszystko jest zaszycie się w przyrodę i machnięcie razem z przyjezdnymi na całość ręką. Poza tym Ostróda, Stare Jabłonki czy Malbork niedaleko – jak nie tu, to ówdzie co tydzień na coś spraszają. Benzyna co prawda wycina cenowo rejony akceptacji, ale czego nie robi się, by nie gnuśnieć w szarości, oglądając dzień w dzień te same widoki i podobnych ludzi...

Skoro nie ma pomysłu na prywatyzację sektora kultury i oddanie jej w ręce menadżera, który wie jak przyciągnąć sponsorów, zorganizować serię imprez i dobrze na tym zarobić, to pretensji do kogoś mieć nie można. Bo jeżeli – czy coś zrobisz czy nie – zapłacą ci tyle samo, to po co zakasywać rękawy i zarywać pracą każdy letni weekend? Bez sensu.

Leszek Olszewski


  2005-07-27  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129969860


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.