Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice jawności
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2006-04-26

Co z tą Iławą?


Co dzisiaj zostało z dawnej Iławy? Twierdzę, że nic... Nic nie zostało z tego, co było 40 lat temu, mimo iż dzisiaj Iława jest dużo większym miastem i zamieszkuje w niej 3-krotnie więcej ludzi.


Wiesław Niesiobędzki: Czy to jawa czy sen...


Pamiętam dawnymi laty, gdy miałem przyjemność być jeszcze uczniem iławskiego Liceum Ogólnokształcącego, wtedy – na początku lat 60. – Iława, licząca około 15 tys. mieszkańców, tak naprawdę mieściła się w obrębie ulic: Dąbrowskiego, Niepodległości, Kościuszki, Mickiewicza, Bohaterów Stalingradu, Nowotki, 1 Maja, Wojska Polskiego, Ostródzkiej i Lubawskiej.

Dzisiejsze tereny osiedla Podleśnego – z całym obszarem położonym na południe od wiaduktu kolejowego, za wyjątkiem niewielkiego osiedla zamieszkałego przez rodziny kolejarzy przy ul. Skłodowskiej oraz kilku domów na końcu 1 Maja i przy ul. Hibnera, zamieszkiwanych przez rodziny pracowników Zakładu Karnego – były głównie nieużytkami, porosłymi chaszczami, przetykanymi gdzie niegdzie zagonami obsadzonymi ziemniakami, żytem czy warzywami przez mieszkańców pojedynczych starych poniemieckich ruder jedno- i wielorodzinnych.

Taka właśnie Iława miała też swoje odbicie w strukturze adresowej uczniów naszej klasy, bardzo zgranej od początku do końca: VIII, IX, X i XI „C”.

W ławach szkolnych przez cztery lata zasiadali, poza mieszkającymi w internacie Andrzejem Gadajem, Bolkiem Kozakowskim, Janką Kańską, Mietkiem Mazurkiem, Teresą Hołowaczyk, Bogusią Gadziała, Danką Górną, Haliną Sliwińską i dojeżdżającymi z Susza: Marysią Sepetowską, Teresą Mickiewicz oraz Wandzią Mioduszewską – był też mój brat stryjeczny Wiktor Niesiobędzki, mieszkaniec ul. Barlickiego.

Byli też, zamieszkujący ulicę Kościuszki, nieżyjąca już Ania Lisik i ś.p. Michał Kwiatkowski. Były mieszkanki ul. Dąbrowskiego – Ewa Gorzyńska, Jadzia Wiśniewska oraz Iza Łuczkowska. Na Bohaterów Stalingradu, a dzisiaj Królowej Jadwigi, mieszkała Ula Goertz i Tadek Katyszewski. Z dalekiej ul. Ostródzkiej na lekcje przychodziły Ala Pokojska i Ela Konowalska. Naszymi kolegami klasowymi byli też, przychodzący do szkoły z odległej ul. Skłodowskiej, Rysiek Zabłotny. Był, mieszkający jeszcze dalej, bo w bloku kolejowym koło dworca „Iława Główna”, Zenek Sendlewski. Był też mieszkaniec ul. Nowotki ś.p. Marian Sobięśniewski oraz mieszkający przy ul. Gdańskiej, na niewielkim wtedy Gajerku, Rysiek Miłoszewski. Była również Ola Jasiukowicz przychodząca do szkoły aż z Osiedla Lubawskiego.

Najwięcej zatem mieszkało nas w starej zabudowie miejskiej, ograniczonej od Zachodu brzegiem Jezioraka, na Północy i Wschodzie linią brzegową rzeki Iławki, no i linią torów kolejowych od Południa. Na tej przestrzeni ogniskowało się wtedy życie miasta – życie komunalne, polityczne, społeczne i kulturalne. Tu, a głównie przy ulicach Niepodległości i Kościuszki, mieszkańcy całej Iławy zaopatrywali się w sklepach PSS „Społem”, MHD i WPHW w potrzebne im artykuły spożywcze, odzieżowe, AGD, RTV.

Tu miały swoje siedziby miejskie i powiatowe organy władzy ludowej – polityczne i administracyjne, sąd powiatowy, prokuratura, komenda powiatowa i MO, i cała reszta.

Tu też, na tej niewielkiej stosunkowo przestrzeni, znajdowały się bardziej i mniej lubiane przez iławian restauracje „Hotelowa”, „Czapla” i „Kormoran”, kultowa kawiarnia „Marago” oraz bary „Jezioranka”, „Parkowy”, „Tramp”, „Krzyś”, „Zdziś” „Rybitwa”, a także usytuowana pod resztką murów obronnych Starego Miasta stylowa „Marina” – dzięki czemu zarówno w sezonie jak i przed sezonem czy też po sezonie ani turyści, ani miejscowi nie mogli narzekać na brak oferty towarzysko-gastronomicznej czy taneczno-rozrywkowej, bo każdy miejscowy czy przyjezdny, jeśli tylko chciał się rozsmakować w szaleństwach Iławy, mógł to uczynić.

Rzecz to oczywista była dla nas, młodzieży licealnej trzymanej wtedy twardą ręką przez dyrektora liceum Stanisława Hertla, że świat tego rodzaju uciech był siłą rzeczy niedostępny, ale też z drugiej strony nie stanowiło to dla nas zbyt wielkiej udręki.

Bo, po pierwsze, nikt nam nie mógł zabronić wstępu do ośrodków turystycznych na wyspie, koło plaży czy w lasku miejskim, gdzie w niewielkich domkach campingowych mieszkały cierpiące na brak towarzystwa ponętne turystki.

A po drugie mieliśmy swoje własne atrakcje, takie jak zimowiska, na które jeździliśmy do Karpacza za pieniądze kuratorium i wydziału oświaty; do Szklarskiej Poręby, Zakopanego czy w Bieszczady. Latem były obozy żeglarskie, harcerskie i wędrowne oraz spływy kajakowe organizowane przez szkołę, która zapewniała nam wypoczynek i rekreację pod opieką profesorów: Gierszewskiego, Trykacza, Kamińskiego, Węgorzewskiego, Wiśniewskiego itd.

Poza tym w mieście przy ul. Kościuszki był szeroko otwarty dla wszystkich Powiatowy Dom Kultury i tam miał swoją siedzibę klub młodzieżowy. W PDK odbywały się młodzieżowe wieczorki taneczne, organizowana była nauka gry na instrumentach muzycznych, uczono nas tańca towarzyskiego, budowy modeli lotniczych. Były zajęcia teatralne, recytatorskie, plastyczne.

Była też, zbudowana wysiłkiem wszystkich, a głównie dzięki niezmordowanej zapobiegliwości prof. Antoniego Gierszewskiego, Baza Sportów Wodnych. Tam, kto chciał, mógł zdobywać szlify żeglarza lub sternika a potem do woli pływać żaglówkami lub łodziami wiosłowymi.

Nasze życie żeglarskie zaczęło się od pływania na pięciu poniemieckich beemkach, potem zmagaliśmy się z wiatrem i falą na omegach i piratach. Najmłodsi zaś na kadetach. Po ukończeniu liceum żeglarstwo uprawialiśmy w klubie żeglarskim PTTK, posiadającym dwie Alfy: „Krasulę” i „Czeczenę” na przystani młodzieżowego ogniska ludowego (dzisiaj ośrodek „Omega”).

Co dzisiaj z tego zostało? Ano osądźcie sami, szanowni mieszkańcy Iławy. Ja bowiem twierdzę, że nic!

Nic nie zostało w Iławie z tego, co było 40 lat temu, mimo iż dzisiaj Iława jest dużo większym miastem i zamieszkuje w niej trzykrotnie większa liczba ludności, aniżeli wtedy.

Tam na dole, że tak powiem, patrząc z wyżyny Osiedla Podleśnego; tam w dolnym Starym Mieście, ponoć pełniącym funkcję centrum Iławy, nie ma nic, po co chciałoby się wyruszyć nam, mieszkańcom położonych za wiaduktem niegdysiejszych peryferii Iławy. Wszystko bowiem mamy tu na miejscu.

Są tu banki – trzy przy ul. Sobieskiego i jeden na Wiejskiej. Jest poczta, mnóstwo różnych większych i mniejszych sklepów, cztery markety (dwie Biedronki, Kaufland i Plus), cztery szkoły – dwie podstawowe, budowlanka i gimnazjum. Są przychodnie lekarskie, szpital powiatowy, targowisko, siedem aptek, urząd skarbowy, dworzec kolejowy. I tylko nie ma ani jednej dobrej kawiarni lub restauracji. Jednak tego cymesu brakuje też tam, na dole – w tym niby to centrum Iławy.

I gdyby nie to, że latem trzeba tam, na dół, się wybrać, żeby dojść do plaży, na stadion albo na przystań – to tego całego centrum mogłoby wcale nie być. Bo, po co nam ono? Nudne, za spokojne i bez życia, gdzie poza okazałym ratuszem, uroczą, ale martwą starówką i pustym przez 9 miesięcy w roku amfiteatrem nic nie ma ciekawego i nic ciekawego się nie dzieje. Chyba, że za atrakcję rekreacyjno-turystyczną na europejską skalę uznamy bujniejsze z roku na rok trawy, chaszcze i krzaki porastające od lat 4-hektarowy teren nad Jeziorakiem, na którym kiedyś były: przystań Mazur-Toristu, restauracja „Czapla” oraz kawiarenki „Tawerna” i „Cafeteria”.

Można też, jako zjawisko zabytkowo-architektoniczne, propagować odrestaurowany ratusz, gdzie swoją siedzibę ma rada miejska oraz burmistrz nasz kochany – które to organy tak samo dobrze, albo może nawet lepiej mogłyby sobie nadal przy ul. Sobieskiego urzędować po sąsiedzku ze starostwem.

W samym zaś zabytkowym ratuszu, otoczonym tymi pięknymi parkingami i podjazdami, po jego modernizacji, remoncie i adaptacji, można by we współpracy z taką czy inną siecią hotelową elegancki hotel urządzić.

Już to widzę oczyma duszy mojej...

Na samym parterze, gdzie przed wojną była wytworna „Keller-Restaurant”, widzę w wyobraźni eleganckie restauracje i przytulne kawiarnie, po brzegi wypełnione gośćmi. Zabytkowe schody zewnętrzne wiodą do recepcji, gdzie o nocleg się ubiegają zjeżdżający nad Jeziorak zagraniczni turyści. W sali obrad rady miejskiej i sąsiednich mniejszych salkach, duża sala konferencyjno- balowa oraz saloniki bankietowe.

W licznych pokojach z widokami na Mały bądź Duży Jeziorak widzę zabytkowy kościół i fosę oraz tonące w zieleni miasto, (pokojach obecnie okupowanych przez biurka i komputery magistrackich urzędników). Widzę cieszące się powodzeniem turystów z kraju i zagranicy apartamenty oraz jedno i wieloosobowe pokoje z wygodami, jakie kto chce.

Przybywających do hotelu gości – widzę! – z recepcji na odpowiednie piętro podwozi szeroka winda ze szkła i stylizowanego aluminium (obecnie używana przez dbających o nasze miejskie dobro tatusiów Iławy). I fajno jest... Nad Jeziorakiem Europa kwitnie. Wszędzie słychać szelest zarabianych i wydawanych w Iławie pieniędzy, wszędzie widać uśmiechnięte twarze dobrze zarabiających iławian i dobrze się bawiących w Iławie gości.

Jawa to czy sen...? Dlaczego tak nie mogło i nie może być...? Wszak gospodarność i oszczędność to naczelne cnoty i zalety dobrych włodarzy miasta albo gminy wiejskiej. Po czym poznać, który włodarz jest dobry, a który zły?

Zły to taki, który marnotrawi budżet miasta na wydatki własne, bez nijakich skutków długofalowych. Dobry zaś włodarz, nad wydatkami na cele reprezentacyjne i potrzeby własnego urzędu, w każdej sytuacji przedkłada działania oraz inwestycje mające na celu wzrost gospodarczy, a do tego przynoszące zyski – tak miastu, jak jego mieszkańcom.

Jeśli więc tam – w tym dolnym, Starym Mieście – nic nie ma; ani hotelu żadnego, ani restauracji, ani kawiarni, placówki żadnej kulturalnej, kulturalno-rozrywkowej, czy artystycznej chociażby, i jeśli tam nic nie może być, to do licha z takim niby centrum miasta! I trzeba będzie w końcu je wyburzyć i zaorać, a następnie dokładnie zasypać grubą warstwą czystego piasku, żeby chociaż jakaś jedna plaża przyzwoita nad Jeziorakiem mogła powstać.

Co wy na to, szanowni iławianie? Co wy na to, szanowni goście zza miedzy i dalszych okolic świata? Jak wam się podoba życie w takim mieście?

Wiesław Niesiobędzki



Rok 1963. Na poligonie w Szczytnie. Od lewej: Wiesław Niesiobędzki, Zenon Sendlewski i śp. Michał Kwiatkowski.


  2006-04-26  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129994675


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.