Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2006-03-29

Co może sieć


Znajomości internetowe mają swój urok, o ile nie zahaczają o sferę szukania partnera życiowego, bo tu rzeczywiście lepiej chyba penetrować realia niźli ulec złudzeniu pseudonimu np. „sexylala_24”. Ta to lala potem może okazać się bladolicą anorektyczką w okularach o szkłach grubości dna słoika i intelekcie oscylującym wokół zaspokajania potrzeb organicznych i jest nerwowo. Chociaż wyjątki się zdarzają – nie przeczę.


Leszek Olszewski


Mój znajomy kiedyś trochę rutynowo popił, a że siedział w kafejce internetowej, błyskiem nawiązał znajomość z jakąś podłączoną do sieci iławianką, z którą za godzinę się umówił, dając jej swój, a zyskując jej numer telefonu. Był pod ogromnym wrażeniem czaru i erudycji poznanego świeżo dziewczęcia i z nieskrywanym stresem oczekiwał godziny 21:00, o której to mieli spotkać się na iławskim Starym Mieście w okolicy zegara słonecznego.

Było zimno, padał śnieg, ale chłop kwadrans wcześniej twardo udał się na szlak szczęścia, wiedząc jedynie, że koleżanka ma być wysoka i charakterystyczna, stąd w zakładanej pustce wieczornej miał ją namierzyć bezbłędnie. Marzł, ale szedł pełen wiary w swą szczęśliwą gwiazdę. Po powrocie cieszył się jak dziecko – tyle tylko, że przedmiotem euforii był fakt, że on ją rozpoznał, a ona go nie, bo w porę uciekł między bloki. Opił to, a potem opowiedział szczegóły.

Wysoka panna rzeczywiście była, bo mierzyła ok. 190 cm do tego waga owej oscylowała wokół 110 kg, na co kolega nie był widać przygotowany, bo gdy dostrzegł ją na wysokości kiosku z prasą i, będąc również dostrzeżonym, postanowił – jak przypadkowy przechodzień – udać się dolnym pasażem w kierunku apteki i tam zniknąć na tyłach. Przyspieszył więc kroku i to go uratowało.

Chwilę bowiem po tym jak zniknął jej z horyzontu, usłyszał w kieszeni swej kurtki głośny – jak ryk niezaspokojonej samicy słonia – sygnał swojej komórki, który zanim wyciszył minęła wieczność. To ona dzwoniła pytać zapewne gdzie jest i ile się spóźni, ale on był na tyle daleko, że nie mogła usłyszeć alarmu i skojarzyć go z przechodzącym przed chwilą samotnikiem. Telefonu naturalnie nie odebrał i do dzisiaj znajomości między zainteresowanymi nie udało się zadzierzgnąć. Za co kolega jest gotów dawać na msze mimo ateistycznej konstrukcji duszy.

Historię tę przytoczyłem ku przestrodze, że jak już kogoś poznać, to nie zastanawiać się jak wygląda i czy ma zgrabne pośladki a raczej postawić na interesujący intelektualnie przebieg kontaktów. Do mnie doczepił się jakiś czas temu ksiądz internauta ze Szczecina, który prowadzi swą misję ewangelizacyjną nie tylko – widać – za pomocą ambony i zachrystii, za co mu chwała. Ale tylko za to. Mózg ma bowiem nie dość, że sprany – to jeszcze strasznie ciasny. Gejów by leczył, grzeszników wbrew woli nawracał, apeluje w ogóle o cierpienie, wyrzeczenia i biczowanie się przynajmniej raz w tygodniu, by demony z tonu spuścili (że posłużę się mową Kresów).

Droczę się z nim któryś miesiąc podziwiając jednak odporność duchownego – bo trochę mi się zwierza – na falę niezrozumienia jaka go spotyka, przybierając czasem werbalnie agresywne formy. Pisze on bowiem „wiadomości powitalne” do modelek, jakiś hostess, agencji towarzyskich, periodyków erotycznych – oferując wszystkim pomoc i Drogę Prawdy miast szlaku permanentnego zepsucia. Wkłada wszystkich do jednego worka i będzie wybawiał.

I – co ciekawe – nie ustaje w propozycji, nawet jeśli ktoś odpowie mu grzecznie, że docenia dobre chęci, ale z nawrócenia na bicze raczej nie skorzysta. Następny monit spotyka się już zwykle z mniej uroczą ripostą i tak ksiądz dźwiga swój krzyż dzielnie któryś rok. Świetnie też kieruje dyskusją, gdy nie chce odpowiedzieć na kłopotliwe pytanie zręcznie schodzi z tematu i peroruje na temat sąsiedni – słowem: polityk dużo lepszy niż chłopaki w Warszawie, których oglądacie w TV.

Chociaż czasem da się zapędzić w kaczy róg. Kiedyś zwierzył mi się jakiej to fajnej i drogiej gitary właśnie nie kupił, bo prywatnie jest fanem Knopflera i Keitha Richardsa. Na szybkie pytanie skąd wziął kilka tysięcy złotych chwilę pomilczał, po czym odparł, iż rodzina mu przysłała, bo kochają jego muzyczne pasje. Wcześniej bowiem zapewniał o swoich skromnych finansach i pustelniczych nawykach bytowych, chociaż mimo młodego wieku doczekał się już probostwa ze sobą w roli głównej.

I tak znając się wzajemnie tylko z imion przekomarzamy się z tygodnia na miesiąc, przy czym w kwestii imion, ja podałem fałszywe, bo kilka mi się bardziej podoba od mojego. On zaś nie skłamał, podpierając się adresami sieciowymi swego królestwa i zdjęciami jak np. trzyma ręce rozłożone w okolicach ołtarza, na innym stoi przy tapczanie i brzdąka w gitarę, tudzież siedzi w jury parafialnego konkursu o życiu błogosławionej Hiacynty z Las Vegas.

Doświadczenie więc traumatyczne – kontakt z takim człowiekiem, jak i każdym innym przypadkiem wołającym lub nie o pomoc gdzieś z głębi sieci. Oto jeden z setek plusów komunikacyjnych stania się członkiem globalnej społeczności skupionej przed monitorem osobistego komputera. Do której – wiem z dobrych źródeł – akces zgłasza coraz więcej ludzi relatywnie niemłodych. Świadczy o tym inicjatywa Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Iławie, który seniorów w tej chwili zagłębia nie chociażby w tematykę porad kulinarnych, a m.in. w arkana komputerów i internetu.

Rzeczy relatywnie prostych, ale wiedza tu nie spłynie komuś z niebios jak manna jakiś czas temu. Wielka uniwersytetowi chwała za to, bo na naukę za późno jest generalnie w grobie i tu chylę czoło przed inicjatywą, która swe ujście znajduje w murach wyższej szkoły podstawowej imienia Włodkowica.

Oby – na przekór pseudohitowi Karczmarskiego – mury w tym wypadku nie runęły przed końcem sezonu wykładowego i egzaminami, zwłaszcza z praktycznej znajomości tematyki. Warto – piszę to zwłaszcza do przedstawicielek płci pięknej – po wszystkim nawet dama z 80. wiosnami na karku będzie sobie mogła śmiało wpisać na czacie pseudonim „sexylala_24” i może drugi raz skusić mojego znajomego by wyszedł na Stare Miasto...

Leszek Olszewski


  2006-03-29  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
130008091


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.