Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Wybory 2019. Iława może zostać na lodzie
Gonzalez: Czy inni nie zasłużył w Iławie na pomnik?
Gonzalez: Wszystkie grzechy Krzysztofa Sadowskiego
Olszewski: Miasto w sosie własnym do przeglądu
Kurpiecki: SoundLake, czyli festiwal muzyki dawnej
Gontarz: Panoramiczne spojrzenie sąsiedzkie z boku na Iławę
Chaburski: Piękno na uboczu, czyli Zwiniarz
Kurpiecki: O tym, co finansujesz, jeżdżąc widlakiem
Reich: Jak już się tam urządzi w niebie, to może odpocznie
Olszewski: Wilczy Szaniec doinwestowany, aż ciarki suną
Olszewski: Lubawa ma silne karty w ręku
Olszewski: Bookcrossing, co to? Stymulator głowy!
Kurpiecki: Uwaga – natura!
Olszewski: Kontrola, rzecz święta, wyjmuj dokumenta!
Kurpiecki: Niepoprawne myśli z kraju kiszonego śledzia
Olszewski: Gwiazda Karen Edwards zachwycona regionem Iławy
Olszewski: Słynny pan Macyra i inni w branży
Rochowicz: Zwyczaje swawolne
Olszewski: Gorzkie żale odjeżdżajcie!
Rochowicz: Sport i wartości w życiu Karola Wojtyły
Więcej...

opinie

2008-08-06

Bohater, który odszedł w niepamięć


Tak rzadko szkicujemy świat nas otaczający esejem własnych przemyśleń, metaforą uczuć, oksymoronem nękających nas obaw, beznamiętnie zawierzając temu, co o naszym świecie opowie nam nasz płaszczak telewizor. Zapominamy o naszych wnętrzach, o tym wszystkim, co bezapelacyjnie powinno być w nas lepsze, nieskażone żadnym rodzajem propagandy żarłocznego fałszu. Nie sądziłem jednak, że tak łatwo potrafimy zapomnieć, kiedy niekoniecznie zapominać trzeba…


Tomek Orlicz


Tak właśnie to wygląda, Jarku. Zjawiasz się na nowo w Lubawie tak niespodziewanie – w przeddzień zmagań w Pekinie takich sportowców jak ty. I pytasz o świat dzisiejszy, o olimpiadę w Seulu w 1988 roku, że miałeś tam jechać... że miałeś tam szansę na złoty medal. Dlaczego pytasz o to akurat mnie – człowieka, który na sporcie zna się tyle, co nic? Może wszystkiemu winne jest to zaćmienie słońca, zakrycie gwiazdy, która wtedy – 21 lat temu – również i tobie tak nagle, niespodziewanie przestała świecić.

Śmiertelne zaćmienie. I mostek, który przeprawił cię na tamten brzeg życia. W hałasie pojedynczej detonacji pęknięcia kości, zbyt gwałtownej eksplozji życia. Zdemolowałeś to wszystko, co wydaje się naturalne i tradycyjne – swą karierę, przyszłość...

Ludzie zapomnieli o tobie, Jarku, zapomniało miasto całe pod bacznym okiem trzech wież kościelnych i dwóch kominów naszych fabryk. Nie pragnie twego imienia żadna ulica, żadne stowarzyszenie czy choćby park rekreacji. Nie ożyłeś na ustach tutejszej młodzieży takim życiem po życiu, jakim za oceanem ożył James Dean, twój zodiakalny bliźniak. To miasto nigdy nie przyjmie nonkonformizmu, nigdy nie uzna praw Zeusa, który zazdroszcząc ci twego talentu i urody Apolla, uwiódł cię aż po śmierć. Nie zna cię nikt w tym mieście. Tak samo, jak nie chcą jego mieszkańcy znać żydowskich macew czy poniemieckich grobów – deptanych w tę i z powrotem spacerowym krokiem rencistów, emerytów, styranych życiem matek z dziećmi, psów, kotów i meneli. Opętani świętokradczym zapomnieniem. Bo tak jest wygodniej. Bo nie trzeba odpowiadać na niewygodne pytania historii...

Pytasz o nazwiska, o Andrzeja Wrońskiego, o Gołotę, o złote krążki uznania... A ja zastanawiam się, jak bardzo zmieniłbyś to miasteczko, gdybyś odszedł nieco później, gdybyś zdecydował się to zrobić po olimpiadzie w Seulu. I nie śmiem o to zapytać miasta.

W chwili twej śmierci, kiedy stanąłeś na mostku, nie potrafiąc dostrzec, gdzie niesie swe wody szemrzący pod twymi stopami Hades, coś w Lubawie się zatrzymało, zamarzło na wieki w atmosferze czerwcowej nocy. I zawisło nad Twoim miastem jak fatum czarnej przepowiedni, która do dzisiaj krąży nad pokrzywionymi, smołowanymi tą czernią dachami naszych domów, nad czernią naszych myśli.

Pytasz o olimpiady minione i o tę w Chinach, jakie mamy szanse w Pekinie, a ja za wszelką cenę chcę wynegocjować od ciebie zdjęcie klątwy. Tak, Lubawa się rozrasta, ożywa kolejnymi dzielnicami, kolorem nowej kostki brukowej, nowymi kawiarniami i sklepami. I puchnie jak ropień niechcianej rany. Spod rozrastających się we wszystkie strony płaszczyzn bajecznie kolorowych reklam już prawie nie widać okopconych tynków socjalizmu. A jednak kolejne pokolenie dopytuje się każdego dnia o stare serce tego miasta, o czerń jego klątwy, o czającą się w mroku brzydotę, która wrosła korzeniami w strukturę Lubawy i bezlitośnie wysysa z niej najprzedniejsze soki.

Nie znam cię, Jarku. Jak reszta tego miasta. Nigdy cię nie znałem. Może jestem szalony, twierdząc, że potrafiłbyś opowiedzieć młodym ludziom o Lubawie, w którym punkcie świata znajdują się teraz, że być może znaleźli się na Twoim grobie, lecz że nie potrafią tego dostrzec...

Tak, mamy wybitnych sportowców, młodych, gniewnych. Co rusz spływają z kraju i ze świata informacje o sukcesach naszych, o sprinterze Szymonie Jaworskim, o równie młodym herosie Adamie Domazerze... Nie pytaj jednak, czy oni cię znają. Nie odpowiem. Dodam jedynie, że powinni pamiętać. Ktoś kiedyś stwierdził, że w szaleństwie może się kryć metoda, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że życie i umieranie innych może uczyć nas, jak powinniśmy żyć my...

Podobno zapomnienie kosztuje najwięcej. Gdy pragniemy zapomnieć o kimś umarłym, im bliżej znaliśmy go za życia, tym trudniej nam owo zapominanie przychodzi. Nie radzimy sobie ze śmiercią w pojedynkę. Jednak jako społeczność potrafimy bardzo szybko, niezwykle precyzyjnie zapominać. Wepchnęliśmy cię bardzo głęboko w niepamięć naszych sumień. Nie wiem nawet, w którym miejscu zaginąłeś – która część Lubawy widziała cię jako ostatnia, gdyż nie przyozdabia tego miejsca żadna płyta pamiątkowa, lampka ni kwiatek... A jednak, ilekroć usiłuję okiełznać moje miasto, czuję obecność rodyjskiego kolosa nonkonformisty. I wciąż widzę twarz młodzieńca, który ufnie spogląda ze zdjęcia w przyszłość...

Okradani ze wspomnień, wpatrzeni ślepo w przyszłość nie zapominajmy o naszych bohaterach dnia wczorajszego. Nie zapominajmy też o tym, jak mógłby wyglądać świat wokół nas, gdyby takich ludzi jak Jarosław Zieliński nie zabrała przedwcześnie śmierć. Zwłaszcza dzisiaj – w przeddzień zmagań młodych ludzi w atmosferze ducha olimpijskiego.
Trwajmy w pamięci!

TOMEK ORLICZ

JAROSŁAW ZIELIŃSKI był wybitnie uzdolnionym zapaśnikiem.

W okresie dwóch lat swej kariery osiągnął wiele sukcesów na sportowych arenach: VI miejsce w Mistrzostwach Europy Juniorów – Barcelona 1985 r., I miejsce w Ogólnopolskim Turnieju – Elbląg 1985 r., II miejsce w Międzynarodowym Turnieju w NRD – 1985 r., I miejsce w Międzynarodowym Turnieju im. Wł. Bajorka – Kraków 1985 r., I miejsce w finałach Ogólnopolskiej Spartakiady Młodzieży – Wrocław 1985 r., I miejsce w Turnieju Przyjaźni – Katowice 1985 r. Od września 1986 r. przeszedł do najsilniejszego zapaśniczego klubu w Polsce „Siły” Mysłowice. Osiągnął wtedy: II miejsce w Międzynarodowym Turnieju – Warszawa 1986 r., III miejsce na Spartakiadzie Młodzieży – Wałbrzych 1986 r., I miejsce w Mistrzostwach Polski Juniorów – Radom 1987 r.

Zmarł 4.06.1987 roku, w wieku 20 lat.

  2008-08-06  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
125730265


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.