Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Wybory 2019. Iława może zostać na lodzie
Gonzalez: Czy inni nie zasłużył w Iławie na pomnik?
Gonzalez: Wszystkie grzechy Krzysztofa Sadowskiego
Olszewski: Miasto w sosie własnym do przeglądu
Kurpiecki: SoundLake, czyli festiwal muzyki dawnej
Gontarz: Panoramiczne spojrzenie sąsiedzkie z boku na Iławę
Chaburski: Piękno na uboczu, czyli Zwiniarz
Kurpiecki: O tym, co finansujesz, jeżdżąc widlakiem
Reich: Jak już się tam urządzi w niebie, to może odpocznie
Olszewski: Wilczy Szaniec doinwestowany, aż ciarki suną
Olszewski: Lubawa ma silne karty w ręku
Olszewski: Bookcrossing, co to? Stymulator głowy!
Kurpiecki: Uwaga – natura!
Olszewski: Kontrola, rzecz święta, wyjmuj dokumenta!
Kurpiecki: Niepoprawne myśli z kraju kiszonego śledzia
Olszewski: Gwiazda Karen Edwards zachwycona regionem Iławy
Olszewski: Słynny pan Macyra i inni w branży
Rochowicz: Zwyczaje swawolne
Olszewski: Gorzkie żale odjeżdżajcie!
Rochowicz: Sport i wartości w życiu Karola Wojtyły
Więcej...

opinie

2008-07-09

Barwy zdrady


Żyjemy w najpiękniejszym zakątku naszego kraju, a mimo to coraz częściej wyjeżdżamy stąd przy pierwszej nadarzającej się ku temu okazji. Jednak nie o spozierających na turystów dziurach w jezdni mam zamiar pisać ani o brakach w materii zaplecza hotelowo-rekreacyjnego naszego regionu, bo i po co (i ile można rozprawiać o rzeczach oczywistych!?). Proponuję spojrzeć na zagadnienie odmiennie, być może nietypowo, z „typowo” męskiego punktu widzenia.

Tomek Orlicz


Jak wieść gminna niesie, odrobina luzu ponoć jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a wszelkie podróże kształcą. Nie zapominajmy jednak, że statystycznie najwięcej zdrad małżeńskich „przytrafia się” w tak zwanym sezonie ogórkowym. Pamiętajmy o tym i zawczasu zainwestujmy w coraz bardziej przystępne cenowo, coraz wymyślniejsze, dyskretnie zminiaturyzowane systemy szpiegujące, które być może pozwolą nam nie oszaleć w gorączce coraz bardziej chorobliwej zazdrości i rozstrzygnąć na korzyść lub niekorzyść naszego partnera (partnerki). Być czy też nie być z moim kochaniem – oto jest pytanie!

Tegoroczne lato – straszące rolników kolejną katastrofalną posuchą i porażające większość kierowców galopadą cen na wyrastających jak grzyby po deszczu stacjach benzynowych – mimo wszystko powinno cieszyć nas perspektywą godnego wypoczynku na łonie natury, czy gdzie tam sobie wymarzyliśmy. Jak pokazują badania uczonych głów, choćby nie wiem co, człowiek musi sobie wypocząć i już. Żeby – dajmy na to – lepiej (wydajniej) pracował w przyszłości albo po prostu żeby mu się nie pokiełbasiło pod potylicą lub też żeby mu zbytnio myśli nie zmechaciły się od nadmiaru obowiązków na jakże ważnym stanowisku pracy.

Wiedzą o tym mądrzy przedsiębiorcy a i prosty robotnik przyzna, że kilka dni bujania w hamaku nie zabije go i że jakoś się wytrzyma spędzić te kilka dni z rodziną. Byle z piwkiem w garści i z wiernym psem u boku. Równie często jednak bywa i tak, że rodzina rozjeżdża się solo we wszystkie strony Polski czy też coraz częściej poza jej południowe rubieże w ciepłe, ociekające egzotyką krainy. Cóż począć, taki trend bogacącego się coraz bardziej społeczeństwa, które na dodatek bardzo szybko nabywa świadomość statystycznego obywatela Unii. I nikt nie powinien krytykować takiego postępowania naszych rodaków.

Wyjeżdżamy wspólnie z koleżankami na zakupy do Paryża albo równie ochoczo paką starych, zgranych kumpli śmigamy „w Węgry”, na riwiery Francji i równie gorącej Hiszpanii, wwiercamy się z gracją stałego bywalca salonów w nocne tryby życia Budy i Pesztu, chwytając z życia najtreściwsze kawałki (toż to przecie okazja jest nie z tej ziemi, bo Kubica znów ma realne szanse na podium, bo zdążyliśmy się uzależnić od pisku opon trzystukonnych bolidów, no i przede wszystkim, bo nas na to stać, co nie?!)... I, broń Boże, nie chodzi mi konkretnie o te nieszczęsne konie mechaniczne, które rzekomo pragniemy podziwiać pod maskami różnokolorowych bestii rodem z równie kolorowych stajni F1. Nie ten rodzaj jurności mam tu na myśli. Jakaś okazja zawsze się znajdzie i nie ma to tamto. Nie wypadło się przecież sroce spod ogona i coś się wymyśli. A potem wymyśli się jakieś z grubsza sensowne alibi.

Z punktu widzenia statystyki zdrada dopada niechcianym, nie naszym dzieckiem co dziesiątego ojca. Czyli jak by nie patrzeć na zagadnienie niewierności, mamy tu strzały do jednej bramki. Dlaczego? Mimo wszystko, choćbyśmy nie wiem, jak wymyślnie starali się grzeszyć w materii zdrady, nawet najbardziej wyuzdany bagaż męskich doświadczeń z naszej burzliwej przeszłości nie jest w stanie nam zaciążyć tak bardzo, jak właśnie owo nieszczęsne poroże nie naszego potomka. Niestety, praw natury nie przeskoczymy. Owszem, żyjemy w tak wspaniałych czasach, że sprawdzenie ojcostwa – choćby i anonimowo – nie powinno nam nastręczać najmniejszego problemu. Nie robimy tego jednak. Być może strach przed prawdą jest silniejszy od naszej samczej godności, którą z kolei próbujemy na siłę przypudrować staroświeckim, wzajemnym „zaufaniem partnerskim”?

Właśnie mija 13 lat od zaślubin z moją małżonką, która ledwie kilka dni wcześniej, niejako w związku ze zbliżającą się rocznicą, zaskoczyła mnie pewnym, na pierwszy rzut oka niewinnym, pytaniem. Owo pytanie, przyznaję, wciąż rezonuje mi w głowie swoistym niepokojem i skłania do refleksji, rzutując również na czytany przez was w tej chwili tekst. Brzmiało ono: „Powiedz mi, dlaczego właściwie nie zdradziłeś mnie do tej pory?” – tylko (aż?) tyle! Przyznaję, że gdy usłyszałem tak postawione pytanie, poczułem się doszczętnie pogruchotany. Owszem, w przeszłości – wstępując w progi małżeńskiego stadła – spodziewałem się doświadczyć różnych pytań, lecz chyba nigdy traktujących od tej strony zagadnienie wzajemnej wierności. Bardziej, że nigdy dotąd nie poruszaliśmy z żoną jako takiego tematu zdrady, wychodząc z założenia, że jeżeli się kochamy, rozumiemy itp., itd., to niejako automatycznie nie łamiemy siódmego przykazania i jesteśmy wobec siebie szczerzy.

I bardzo szybko doszedłem do wniosku, że jestem cholernym szczęściarzem, gdyż statystyka – owa okrutna, ślepa wyrocznia naszej przyszłości – zdołała mnie tym razem ominąć wielkim łukiem. Zastanawiam się tylko, na jak długo – na ile moje uczucie potrafi scalić moją jakże kruchą rodzinę? W końcu, powiedzmy to sobie szczerze, jestem tylko człowiekiem. Siedzę przy barowym stoliku w towarzystwie kochającej żony i buntującej się co rusz córki, popijam chłodne piwko i zaczynam rozglądać się za potencjalną partnerką mojej potencjalnej zdrady. Doliczywszy do czterech, zaczynam się modlić, aby wszystkie one pozostały jedynie w sferze potencjalnych kochanek, aby usunęły się w ciemną, niedostępną strefę akademickich statystyk. Muszę jednak pamiętać, że jestem tylko człowiekiem i z modleniem się także nie zawsze mi zbytnio wychodzi.

I tak sobie myślę, że chyba tego lata jednak nie wyjadę z miasta, czego i wam życzę. W sumie, jak by na to nie patrzeć, żyjemy przecież w najpiękniejszym zakątku Polski.

TOMEK ORLICZ

  2008-07-09  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
125730199


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.