Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

kogel-mogel
Wakacyjne promocje w instytucie IMAGE
Woźnicki rozmawia z kierowcami (sierpień)
Gabinet Urologiczny Michał Borowik
Woźnicki rozmawia z kierowcami (lipiec)
Jak osiągnąć efekt „angielskiego” trawnika
Woźnicki rozmawia z kierowcami (czerwiec)
Powody do wymiany okna
Woźnicki rozmawia z kierowcami (maj)
Woźnicki rozmawia z kierowcami (kwiecień)
Wstydliwy kłopot? Nie bój się lekarza
Lekarz reumatolog: Nie musisz żyć z bólem!
Wiosenna metamorfoza ogrodu małym kosztem
Woźnicki rozmawia z kierowcami (marzec)
Woźnicki rozmawia z kierowcami (luty)
Market BricoMarche radzi jak odświeżyć stare meble
Woźnicki rozmawia z kierowcami (styczeń)
Na zajęciach dla pań ciężarnych
Dariusz Woźnicki rozmawia z kierowcami (50)
„Doktor Pijawka” w akcji!
Dariusz Woźnicki rozmawia z kierowcami (46)
Więcej...

kogel-mogel

2006-12-02

Wiesław & Jerzy, spółka dwóch jeży


Być inteligentnym, to bardzo męczące – przypomniał mi Stachu mój frazę Henri Bergsona, kiedy wspólnie przebijaliśmy się przez zadziwiającą replikę Wiesława Niesiobędzkiego w cudzym imieniu popełnioną i mnie w całości poświęconą. Nie oponowałem, w skrytości ducha nawet dodając, iż zaćmienie, przejściowe nawet, jest niebywałą brzydotą psychologiczną...


Andrzej Kleina


Dodał też Stachu (nie ukrywam, że zdania własnego na ten temat, jak w większości zresztą przypadków, nie posiadam), że polemika Wiesława Niesiobędzkiego jest niczym innym jak sublimacją tendencji sadystycznych, ekshibicjonistycznych, homoerotycznych, a winna co najwyżej zahaczyć o erotykę ruchową (może warto nad jeziorem pobiegać?).

Zademonstrował Niesiobędzki w wypowiedzi swej, jak zwykle zresztą, subtelną, pogłębioną, ale nad wyraz powolną inteligencję. Tak to jednak jest, jak się z „głowy własnej” tylko pisze, a nie z Nietzsche`go. Zademonstrował więc Niesiobędzki niebywałą otępiałość (oby przejściową) i zasmucające ubóstwo ekspresji werbalnej.

Zapoznając się z tekścikiem Niesiobędzkiego, miałem nieodparte poczucie deja vu. Ja to przecież znam... Znam te charakterystyczne frazy, będące z jednej strony odbiciem wieczystego przekonania Niesiobędzkiego o nadzwyczajnych swych możliwościach intelektualnych (kompleksem wyższości jednak niewłaściwi ludzie są namaszczeni...), będące de facto swoistą reakcją na przeżyty, polemiczny wstrząs pourazowy.

Ponad trzy lata temu, kiedy rozpocząłem współpracę z Jarkiem Synowcem i jego Kurierem, już po moim pierwszym tekście nie kto inny, jak Niesiobędzki właśnie, próbował wyznaczyć mi miejsce w szyku felietonistów Kuriera – tym samym, niemalże idealnie dziś powtórzonym tekstem. Będącym pustosłowiem w randze idiotyzmu (to nie obelga, lecz diagnoza to). Ale samorodni geniusze lokalni tak mają... Niezbyt bowiem dobrze znoszą bliźnich, którzy stają na ich drodze, bądź z jakichkolwiek innych powodów ich irytują.

Geniusze lokalni bywają bardzo nieszczęśliwi i nie mają cierpliwości dla innych, początkujących. Mogą być też socjopatami, a czasami psychopatami, którzy uważają, że mają prawo sądzić innych, a niekiedy nawet wykonać wyrok...

Próbował kilkakrotnie Wiesław Niesiobędzki – w tym moim raczkowania publicystycznego okresie – skrzyżować ze mną polemiczne oddechy. Jak się na mecie okazało, niezwykle słabiutko, oj jak nieudolnie...!

Przyznam, iż od zawsze jestem pełen podziwu i szacunku dla jego zapędów opisujących zamki, pałace i dwory. Szanuję jego przeszłość zawodową, ze szczególnym uwzględnieniem pracy bibliotekarskiej. Szanuję jego pęd ustawiczny do wiedzy, do samokształcenia, jego studia wieczorowe dla ambitnych archiwistów, jego ambicje też niemałe polityczne, władcze i samorządowe. Szanując go jako wybitnego przedstawiciela homo erectus, współczuję jego auto-destrukcyjnemu rysowi osobowości, który akurat w erystyce nie pozwala mu na pełne ukazanie swej charyzmy w właściwej samorealizacji Homo Sapiens – w jego czystej, ludzkiej postaci...

Ja wiem, że nie jest to proste, co teraz mówię, ale wcale to nie jest aż na tyle skomplikowane, ażeby twierdzić, jak czyni to Niesiobędzki, że moje wydumki myślowe mają charakter: (...) „tro komio, troele, deratyzacja wątków epistemologicznych, dekonfiguruje (...)” itp.

To właśnie on, Niesiobędzki, próbuje mnie obrażać, poczynając od nazwiska małą literą zaczętego. I tu już na nic się zda zmyłkowe, imitujące dobre wychowanie, przywoływanie frazy Norwida, powielonej przez Budkę Suflera, iż „należy się różnić pięknie”... Ten jeż, jaki jest, każdy widzi...

Z Niesiobędzkim nie można się różnić pięknie. Ten brat-łata, który poleciał poocierać się nawet o świat „iławki” na wernisaż lokalnej malarki (wmawiając sobie i otoczeniu, że knajpa „Yellow” to epicentrum świata), zdaje się znać tylko dwie kategorie, pośrednich nie uznając wcale: bata właśnie i cukierka. Czyli kary i nagrody.

Generalnie – rozmowa z Niesiobędzkim – to jak wyznanie miłości betoniarce. Przyczyną tej szczególnej trudności komunikacyjnej zdaje się być szczególny stan umysłu Niesiobędzkiego, który nazwać można umownie „sytuacją psychicznego niedostatku”.

Żadnych ponadnormatywnych właściwości intelektualnych nie posiadając, wykreował się Niesiobędzki (mało skutecznie) na lokalną ikonę intelektu. Oto potrafił ON nie tak dawno pouczyć maluczkich: „Chcecie wiedzieć o nim (Niesiobędzkim) więcej – bardzo proste, wystarczy w wyszukiwarce Google kliknąć jego imię i nazwisko, lub kupić w księgarni jedną z jego siedmiu książek i przeczytać zamieszczoną tam notę biograficzną”.

Przybyłem więc i zobaczyłem. I zwątpiłem!

Nie zobaczyłem bowiem intelektualisty (co to takiego?!). A to przecież nic w zasadzie specjalnego. To nie broszurki 30- czy nawet 50-stronnicowe. To po prostu sposób życia (nie, nie rzucanie lodów w autobusie przy dzieciach własnych i nie własnych), myślenia, wybór skali wartości, a także kilku, czy kilkunastu form, według których ludzie obcują ze sobą. I nie ma tam miejsca na chodzenie na „krzywy ryj” na wernisaże, żeby ktoś kielich li tylko gratis napełnił...

Nie zobaczyłem więc (dzięki wyszukiwarce) faceta z klasą. Nie widzę go i dzisiaj, śledząc okazjonalnie fora internetowe...

Po raz kolejny więc zauważam, iż najlepszym sposobem na rozpędzenie własnej melancholii, jest obcowanie z prozą Niesiobędzkiego. Ba, powiem nawet więcej, i nie widzę w tym specjalnego nadużycia.

Traktując dziennikarstwo Niesiobędzkiego jako umowny punkt odniesienia dla siebie, czyli ten iławski, lokalny wzorzec metra dziennikarskiego – ja nie muszę popadać w kompleksy. Tym bardziej, że zawód felietonisty to jeden z niewielu zawodów bodajże, które człowiek może rozpocząć w każdym wieku. Z jednym zastrzeżeniem: każdy rodzaj pisania jest dobry, za wyjątkiem nudnego.

Czy Niesiobędzki tej kategorii odpowiada? O tym muszą zadecydować czytelnicy...

Andrzej Kleina

  2006-12-02  

Wróć   Góra strony
125341899


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.