Co to jest gazeta? Krój czcionki, sposób łamania, gatunek papieru? W powiązaniu z typem i rodzajem odbiorcy? To też, ale przede wszystkim są to ludzie, którzy w niej piszą. Ich horyzonty, wiedza, wyobraźnia, wrażliwość, smak i milion innych rzeczy.
Andrzej Kleina
Z nóg zwalił mnie tekst opublikowany w „Gazecie Romana” – nadgorliwej tubie lubawskiego magistratu, będącej nieformalną własnością Romana Krauze, którego z tego również powodu uczyniono dyrektorem lubawskiego MOK-u.
Tekst pt. „Tym panom już dziękujemy” zaintrygował mnie niezmiernie nie dlatego, że próbuje w kategoriach rozliczeniowych zmierzyć się z poprzednią ekipą magistratu. On mnie zaintrygował dlatego właśnie, że dowodem wprost jest na to, że inteligencja nie każdemu we właściwych proporcjach jest dana. Przypływ finezji poczułem, kiedy z niezwykłą lekkością myśli za bary się brałem. I lekkość ta, wcisnęła mnie w glebę. Poległem pod jej wpływem.
Tekst przypomina czytelnikom, iż – utworzoną na bazie zlikwidowanego MZGKiM – Lubawską Spółką Komunalnę wyceniono na 1 milion 502 tysiące złotych. Nie mówi natomiast tego, że sprzedano ją osobie fizycznej za 800 tysięcy złotych na wieloletnie raty. I to jest pierwsza manipulacja.
Sąd pierwszej instancji, i to jest fakt, wydał wyrok, iż miasto musi uzupełnić aport spółki o kwotę 120 tysięcy złotych. Nie jest natomiast faktem, że miasto jest „biedniejsze o 120 tysięcy złotych”. Jest to druga manipulacja, ponieważ wyrok nie jest prawomocny. Przed miastem sprawa apelacyjna, a w odwodzie kasacja. Problem wszakże polega na tym, iż magistrat sprawia wrażenie jakoby zależało mu na przegraniu tej sprawy.
Zdaniem Mariana Licznerskiego, społecznego zastępcy burmistrza Lubawy minionej kadencji, uczestnika rozprawy przed sądem pierwszej instancji, nota bene prawnika z wykształcenia, woli wygrania magistrat nie wykazuje... Jeśli jest to prawdą, to minorowe nastawienie rzutować będzie bezwzględnie na jakość obrony interesu miasta.
Pomijam, co naturalne, aspekt moralny tej sprawy, sądy jednak wydają wyroki, a sprawy moralne pozostawiają do oceny etykom. O ile magistrat ma przekonanie, że pieniądze się LSK należą, to błędem aktualnej ekipy jest dopuszczenie do procesu. A skoro już się toczy, to należy uczynić wszystko, żeby go wygrać.
Dziwne w sprawie tej jest i to niezmiernie, iż sprzedaż spółki za połowę ceny nie skutkuje też procesem o połowę wartości aportu nieszczęsnych kotłowni, czyli o kwotę 60 tysięcy złotych. Zastanawia mnie i to też, że nikt nie wpadł na pomysł, ażeby spróbować zaproponować LSK ugodę na poziomie 60 tysięcy złotych.
Powiada dalej „Gazeta Romana”, iż „bulwersującym w sprawie jest fakt, że Jarosław Maśkiewicz i Marian Licznerski nadal pełnią funkcje publiczne. Mimo, że narazili miasto na poważne straty finansowe nadal pozostają bezkarni”.
Sformułowanie to, będące kategorią aksjologiczną, jest dowodem na to, iż wypowiadający czerpie radość niezwykłą z beztroski, jaka bywa udziałem ograniczonych umysłów. Obawiam się, że dla jego umysłu, pogrążonego w ciemności, nie ma już przebudzenia. Innymi słowy jest to trzecia manipulacja gazety, bo sformułowanie „poważne straty finansowe” jest nadużyciem, natomiast dalece idąca implikacja o bezkarności, jest bezceremonialnym zamachem na dobra osobiste.
Niezwykły też zarzut stawia gazeta Prokuraturze Rejonowej w Iławie, stawiając ją w niezwykle dwuznacznej sytuacji. Powiada bowiem, iż „prokuratura zawiadomiona w tym roku przez burmistrza Standarę o podejrzeniu przestępstwa, nie przedstawiła im zarzutów. Przestępstwo ścigane na mocy kodeksu karnego uległo przedawnieniu. Tym samym panowie mogą spokojnie doczekać końca kadencji na ciepłych urzędniczych posadkach w przekonaniu, że nikt im nic nie zrobi”.
Stwierdzenia tego nie mogę potraktować jako kolejnej tylko manipulacji. Jest ono w mojej ocenie silnym atakiem skierowanym przeciwko prokuraturze. Gazeta zdaje się sugerować, jakoby fakt nie postawienia zarzutów skutkował przedawnieniem sprawy i tylko dlatego „nie można im nic zrobić”. Gdyby bowiem zarzuty zostały wcześniej postawione, „przestępstwo” nie uległoby przedawnieniu. Ba – „przestępcy” zostaliby przykładnie ukarani... Co na to prokurator rejonowy Rek?
Można, jak sądzę wysnuć bardzo prawdopodobną hipotezę, iż magistratowi zależało nie tyle na poszukaniu „winnego” (mógł przecież magistrat dużo wcześniej złożyć doniesienie), ile wskazaniu opinii publicznej, czyli wyborcom w Lubawie, że „uniewinnionym przestępcą” jest Marian Licznerski – ten sam Licznerski, który poprzednią kampanię o fotel burmistrza przegrał z Edmundem Standarą tylko o 61 głosów.
Przesłanie tej intrygi jest niezwykle proste i czytelne, a jednocześnie prymitywne i prostackie. Należało posiać wątpliwość w umysłach wyborców, co do kręgosłupa moralnego Licznerskiego. Myślę, że „kręgosłup” nie tylko Standary, ale i jego złego ducha – sekretarza Macieja Radtke – ponownie został obnażony... Ale kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Panom z lubawskiego magistratu podziękujemy?! Zadecydują o tym wyborcy!
Andrzej Kleina