Gdybym wnioski pochopne wyciągać lubił, to z mocą niemałą stwierdziłbym zapewne, że w Lubawie, mieście szacownym i zacnym, a właściwie w jego wysublimowanej intelektualnie i decyzyjnie części, a więc w magistracie – co rzecz oczywistą samą w sobie stanowi – silna grupa pod wezwaniem działa.
Andrzej Kleina
Ale przecież wniosków pochopnych wyciągać nie należy. Poczekam co powie w tej sprawie, to znaczy innej sprawie, o czym poniżej, magistrat lubawski, bądź „Głos Magistracki”, co naturalnie na to samo wychodzi.
No, ale najważniejszego nie powiedziałem, a więc tego przede wszystkim, czego ten wstęp chaotyczny dotyczy zgoła. Śpieszę pospiesznie przeto poinformować tych, którzy do miejsca tego dotarli, że przetarg dotyczący rozbudowy i modernizacji Lubawskiej Mekki Sportowej (tu nową nazwę dla OSiR-u proponuję: LMS właśnie) został unieważniony postanowieniem Sądu Arbitrażowego o godzinie dwudziestej zero-zero, dnia piętnastego czerwca, roku Pańskiego dwutysięcznego piątego.
Co magistrat tym razem powie, porażkę kolejną na zamówienie własne, ze stadionem związaną, ponosząc? Jakie tym razem slogany, latami ćwiczone, słowa normalne, ludzkie wypierając, burmistrz Edmund Antoni Standara wygłosi, zważywszy przecież, iż używanie aparatu mowy, szkodzi mu niezmiernie... Co piłkarzom burmistrz powie, rozgrywki ligowe przesuwając ad calendas grecas, co w tłumaczeniu dowolnym: nie wiadomo kiedy – znaczy...
Jakie tym razem siły wrogie Lubawie zdecydowały (wszak marszałka Ryńskiego, tym razem obarczyć się już nie da), że koncepcja burmistrza, przydzielająca wbrew prawu wygraną na wykonawstwo robót wszelakich firmie lokalnej – obalona werdyktem sądu stołecznego została? Jak mógł mieć burmistrz nasz słodki Edek Standara złudzenia i tupet niezmierny, ze swą sprawdzoną wielokrotnie intelektualnie naiwnością, że zmierzyć się chciał z tuzami, nie od dzisiaj obiekty sportowe budującymi? Czy znów zszokowani odległością od prawdy, podczas wyjaśnień przez magistrat będziemy?
Kiedy Stachowi o fakcie unieważnienia przetargu powiedziałem, stwierdził z wrodzoną sobie swadą, ciężkim treningiem dopracowaną, że zadziwiającą determinację Rady Miejskiej w Lubawie, w niedostrzeganiu oczywistych faktów z pogranicza patologii społecznej, jak i groteski zupełnej – zauważa. Przecież „przetarg na stadion”, to dziki wręcz skandal. Dlaczego rada ogłuchła nagle i oślepła? Dlaczego dała odpocząć swoim zwojom mózgowym, tym w szczególności odpowiedzialnym za właściwą analizę poczynań burmistrza Standary?
– Dużo gościu gadasz – Stachowi nieelegancko przerwałem. – Konkretnie coś powiedz, do licha. – Konkretnie? To ty, konkretnie winieneś pewne rzeczy po imieniu nazywać, nie ja. To ty z imienia i nazwiska w gazecie występujesz, nie ja. Częstokroć twoje określenia, delikatne jak muśnięcie stepowego motyla, ledwo co temat dotykają. Czego się czepiasz gościu? Powiedz sam głośno, jeśli wiedzę odpowiednią i fakty posiadasz, że przetarg na stadion układem dziwnym trąci, a nie pomiędzy wierszami coś niemrawo tylko sylabizujesz. Jest rzeczą oczywistą przecież zdecydowanie, że przetarg pod jedną firmę zrobiony, gdzie cena tylko stanowiła o jego wygraniu, jest przetargiem z nazwy li tylko przecież...
Co ja będę pewne rzeczy po imieniu nazywał, a magistrat jak noworodka bez imienia traktował. Przecież wniosków pochopnych wyciągać nie należy. Poczekam co powie w tej sprawie magistrat lubawski, bądź „Głos Magistracki”, co naturalnie na to samo wychodzi.
„Merkury tworzy kwadraturę do Urana, co będzie miało niekorzystny wpływ na twoje poczynania. Postaraj się działać ostrożnie, nie wchodź w interesy z osobami, do których nie masz zaufania. Nie zadawaj się też z nieznajomymi i unikaj niebezpiecznych miejsc”.
Po zapoznaniu się ze swoim horoskopem, zrezygnowałem natychmiast z planowanego spotkania z burmistrzem Edmundem Standarą, rezygnując z zdobycia informacji na temat przetargu a i firmy, która go też wygrała. No więc, skoro unikać miejsc niebezpiecznych każą, to unikam, wszak w gazecie pisali... Nie daj Boże po ryju dostać w magistracie...
Bardzo przypadło mi do gustu stwierdzenie jednego z tych dwóch, co ukradli księżyc, ażeby w „przestrzeni publicznej” nie demonstrować dziwnych opcji seksualnych. Chociaż, z drugiej strony, kiedy człowiek różnych dewiantów politycznych i samorządowych demonstracje w „przestrzeni publicznej” widzi, to też przecież zgroza niemała, albo i co nieco większa. I latać im w niej nie zabronisz, nawet kiedy wyraźnie widać, że gabinet psychiatry, czy gabinet prokuratora, nie na swoje żądanie, winni odwiedzić.
Burmistrz Lubawy mgr Edmund Antoni Standara odchrząknął znacząco, po marksistowsku (konia z rzędem temu, kto w pierwszym odruchu prawidłowo oceni: sen to mój czy jawa?) i powiedział, niezwykle udanie łącząc socjalistyczny żargon, z bełkotem urzędniczym: „Na pewno uczulę pracowników urzędu, by częściej wizytowali lubawskie Łazienki i ocenili pracę służb porządkowych. Wystąpimy również do biura pracy o skierowanie kogoś, kto mógłby być gospodarzem tego terenu. Nie możemy doprowadzić do degradacji miejsca, którym szczyciliśmy się przez lata”.
Standara jaki jest, każdy widzi. I Edmund Antoni martwi się, że jak go widzą, tak go piszą. A mówią coraz głośniej, że cechą władzy sprawowanej przez Standarę jest arogancja, nonszalancja i niekompetencja, w stylu „wicie, rozumicie” sprawowana.
I mówią też niektórzy, że cechą tej władzy jest też niechlujstwo i beztroska. Burmistrzowi wydaje się, że wydaje pyszne dźwięki mówiąc, że należy gospodarza Łazienek poszukać. Bzdura to wszakże totalna. Burmistrz jest gospodarzem tego terenu, jak i całego miasta i on jako gospodarz winien rozliczać firmy współpracujące z magistratem. Ale cóż, burmistrz, jak król Midas prawie: czego się dotknie w gówno zamienia...
Dobitny dowód, to nieumiejętność pozyskania pieniędzy na rozbudowę lubawskiej infrastruktury sportowej, prostacki sposób przeprowadzenia przetargu na wykonawstwo stadionu i genialna beztroska zaciągnięcia kredytu na ten cel. Ale „po mnie choćby potop”.
Andrzej Kleina