Po Radosławie Diasie, który w „Gazecie Lubawskiej” wystąpił i w Mariana Licznerskiego trafić próbował, wypowiedź swą w postaci listu otwartego w „Głosie Lubawskim” opublikował Stanisław Sass, były przewodniczący rady nadzorczej spółdzielni mieszkaniowej „ZGODA” w Lubawie.
Andrzej Kleina
Sass stwierdził, iż Licznerski będąc w poprzedniej kadencji wiceburmistrzem „i posiadając wykształcenie prawnicze musiał mieć zdolność analizowania faktów. Mając dokumenty prawne przesłane z naszej spółdzielni nie sprawiało to żadnego kłopotu z ich zrozumieniem”. Przypomniał też Sass, że „upór ówczesnego Zarzadu Miasta (który on również reprezentował, tj. Licznerski) o nieoddaniu nam kotłowni zmusił zarząd spółdzielni do wybudowania własnych kotłowni”.
W rozmowie z Licznerskim z dnia 18 stycznie br. którą miałem przyjemność przeprowadzić dla Kuriera, Marian Licznerski stwierdził: „Próby przełamania monopolu LSK podejmował ówczesny prezes spółdzielni pan Jan Zagórski, który chciał wybudować kotłownie alternatywne”.
Kto zatem mówi prawdę? Sass i inni członkowie spółdzielni, którzy podpisali się pod listem otwartym atramentem sympatycznym (niewidocznym), czy też Licznerski?
Wzięty ponownie na spytki Licznerski powiedział:
„Rozmawiając poprzednio z panem, nie zamierzałem w ten sposób prowadzić polemiki z ówczesnymi władzami spółdzielni mieszkaniowej „Zgoda” na temat ich relacji z Miastem. Przedstawiłem jedynie mechanizm zdobywania przez LSK wyłączności w sprzedaży energii cieplnej mieszkańcom spółdzielni. Wyraziłem się z aprobatą i zrozumieniem co do działań prezesa Jana Zagórskiego, jednak widzę, że ktoś znowu czegoś nie zrozumiał, nie doczytał i bezsensownie, albo z premedytacją operuje argumentami, które nie mają żadnego związku z moją wypowiedzią. Powstrzymam się też od komentarzy na temat wykształcenia pana Sass, bo to akurat dla analizy faktów o których powiem nie ma znaczenia, a do właściwych wniosków można dojść mając wykształcenie podstawowe lub zasadnicze i odpowiednie doświadczenie życiowe. Raczej zapytam o te fakty. Jakie to „mocne” dokumenty przedstawił pan Sass, czy spółdzielnia „Zgoda” miastu, które jednoznacznie wskazywałyby na spółdzielnię jako właściciela kotłowni? Jeżeli takie były, to może z sądem jest coś nie w porządku, skoro dopiero po trzyletnim postępowaniu rozstrzygnął tę kwestię. Jako ciekawostkę podam panu Sass, ale nie tylko przecież, że w dniu 10 kwietnia 2001 r. prezes spółdzielni Jan Zagórski powiedział: „Niezrozumiałym jest fakt, że ciepło produkowane przez lokalnego monopolistę LSK, jest coraz droższe. Spółdzielnia zwracała się także do URE z zapytaniem dotyczącym zatwierdzenia tak wysokiej taryfy ciepła dla LSK. Cena ciepła w stosunku do 2000r. wzrosła aż o 22%. Obecnie spółdzielnia czyni starania o zwrot kotłowni przy ul. Jana Pawła II 10. Pierwsze działania w tym kierunku były już poczynione w 1995 r., następne w 1999 r. i obecnie. Na dzień dzisiejszy wiadomo, że będzie to zadanie bardzo złożone i trudno spółdzielni będzie odzyskać przedmiotowa kotłownię”. Koniec cytatu!
Gdzie więc te fakty, o których mówi pan Sass, skoro sam prezes miał ogromne wątpliwości?
Panie Marianie! Stanisław Sass powiada też: „Usilnie dbając o „wybielenie” własnej osoby (Licznerski – uwaga moja), licząc na to, że okres 4 lat wymazał z naszej pamięci, kto był największym przeciwnikiem zwrotu tychże kotłowni prawowitemu właścicielowi, czyli naszej spółdzielni”.
Licznerski zauważył: „Wielokrotnie powtarzałem, że jako sekretarz miasta nie zajmowałem się analizowaniem dokumentów zwiazanych z gospodarką nieruchomościami. Do tego powołany był oddzielny referat i służby prawne. Wiązanie mnie z tą sprawą uprawnione jest dopiero od momentu podpisania przeze mnie aktu notorialnego powołującego spółkę. Czy to jest takie trudne do zrozumienia?
Nazwanie mnie przez pana Sass przeciwnikiem oddania kotłowni, jest manipulacją w stylu „kaprala Kosiby”. Na jakiej bowiem podstawie pan Sass twierdzi, że byłem przeciwnikiem oddania kotłowni? I to w dodatku przeciwnikiem największym. Myślę, że pan Sass „wpadł” w tzw. „złe towarzystwo” zainteresowane oczernianiem mnie, bo inaczej nie formułowałby tak radykalnych i nieuprawnionych sądów. Jak mantrę powtarzam, że głównym zainteresowanym w utrzymaniu kotłowni przy Jana Pawła II, była ze względów strategicznych LSK. I cel ten został osiągnięty.
A teraz czas na wnioski, które – po zestawieniu faktów – układają się wyjątkowo logicznie.
Skoro burmistrz Jarosław Maśkiewicz nie chciał oddać kotłowni spółdzielni „Zgoda”, ażeby ta nie prowadziła działania konkurencyjnego w stosunku do spółki, to oznacza, że chciał silnej pozycji spółki i zapewnienia dla niej wyłączności w sprzedaży energii cieplnej spółdzielcom. Tu można więc hipotetycznie założyć, że był oponentem spółdzielni. Ale jeżeli chciał dla spółki wyłączności w sprzedaży ciepła kosztem spółdzielni, to jak można zarzucić działanie na szkodę spółki?
W tym momencie sypie się cała misternie przedstawiana intryga, chyba że nie chodzi o wyjaśnienie sprawy, lecz o taki zamęt, że nikt za chwilę nie będzie wiedział o co chodzi, ale piętno trzeba na kimś postawić...
Andrzej Kleina
PS. Sygnatariusze listu otwartego stwierdzili, iż ze względu na fakt, że są mieszkańcami Lubawy, postanowili odpowiedzieć Licznerskiemu na łamach „Głosu Lubawskiego”, a nie na łamach „jednego z iławskich tygodników”, który opublikował rozmowę z Licznerskim. Szkoda jednak, iż nie uczynili tego w Kurierze, choćby i z tego powodu, ażeby przekonać się o regułach wydawniczych w nim panujących. W Głosie polemikę niezbyt skorelowaną z jedynie słuszną opcją magistratu blokują, bądź każą za nią zapłacić...