Szósty przypadek BSE w Polsce. Po miesiącu pauzy od telewizji, wziętej dla podratowania zdrowia, włączyłem na swoje szczęście telewizor. Ten, który od córki dostałem na imieniny. Na szczęście bowiem dzięki niemu bez problemu napisałem ten felieton. Kumpel, który pierwszy go zobaczył (telewizor, nie felieton), zareagował.
Andrzej Kleina
– Wiesz, też kupiłem, ale mój jest większy, kosztował coś ponad 3 tysiące, twój też chyba z półtora kosztował... (Atak! Koleżeński!).
(Obrona! Moja!): – Wiesz, chcę kupić wnuczce konia na biegunach, ale na roczek chyba za wcześnie?
(Atak!): – Wiesz, kupiłem Józkowi komputer. Taki niedrogi. Przenośny. Za osiem tysięcy.
Proszę, przenośny, na kółkach chyba... nigdy bym na to nie wpadł, że przenośne mają. Halo Drwęca, halo Drwęca, tu Sandela, bez odbioru...
Tak więc, szósty przypadek BSE w Polsce. A może piąty? To nic, pewnie będzie szósty. I kolejne także... Nagroda za integrację?
Dowiedziałem się dwóch rzeczy w związku z cielakiem. Jest poszukiwany! To po pierwsze. Jest poszukiwane cielę, które odseparowano od matki. Chorej matki. To po drugie! Cielę cierpi z tego powodu na chorobę sierocą, ale trafiło w dobre ręce. A właściwie w głowę. Kiwając się w takt choroby sierocej, trafiło własną głową we właściciela. Żeby mu przypomnieć, że ma spłatę kredytu nawozowego... Tak więc, jest poszukiwane. Problem w tym, że Rutkowski, po sprowadzeniu matki Polki do Polski z Libii, wybrał się na urlop (pisałem to wtedy, kiedy go jeszcze nie zamknęli...). Odpocząć od myśli, że wykonał pracę gratis. Dopiero zrozumiał co zrobił... Czyn społeczny w Trzeciej Rzeczpospolitej...? Dla pełnej jasności, nie była to matka cielaka. Była to matka Polka, którą przetrzymywano wbrew jej woli za granicą. W fajnej chatce, dla dużych, niegrzecznych chłopców...
Kto więc ma znaleźć cielę, które dwie matki ssie...? Oto jest pytanie?
Telewizja pokazała ponadto krowę. Z zaburzeniami lokomocyjnymi. Gdzieś już to widziałem. Deżawi, czy jakoś tak podobnie. Już wiem. Krowa na drżących kończynach przypomniała mi polityka. Znajomego! Mówiącego też! Czasami! Najczęściej śliniącego się i mówiącego mową ciała. Niewykluczone, że to efekt pracy Tymochowicza, czy też innego felczera psychologii... Tak prywatnie powiem, że martwię się co nieco tym, że Polsce w tempie iście sprinterskim przybywa psychologów z dyplomem kijowskim ... czy innym fizycznym ... Wracając do krowy. I polityka. Ekspresji dużo było. Naprawdę! W obu przypadkach. Przy krowie – porażająco smutnie, przy polityku, wcale nie komicznie ...
Podczas rajdu zdarzył się wypadek. To dalej telewizja. Wypadek wszakże prawdziwy. Znam chłopaka. Jak to fajnie dalej mówić w czasie teraźniejszym. Ucierpieli kibice. Jeden z nich mówił, leżąc w szpitalu. Szczęście! Niech żyje czas teraźniejszy. Powiedział, że samochód jechał za szybko. Tak powiedział. Sam słyszałem. Mogę potwierdzić pod przysięgą. Zawsze myślałem, że rajdowcy mają jechać szybko. I, że oni się na to godzą. Bez przymuszania. Taka ich uroda, i tego, że jadą szybko.
Kolejny wypadek zdarzył się na autostradzie. Jakiejś „A” z liczebnikiem. Nie zrozumiałem, bo zdenerwowany byłem wypadkiem podczas rajdu. Nie muszę dodawać, że ciągle to ta sama telewizja. Trzy razy „M” telewizyjnego światka: MORDERSTWA, MASAKRY, MANIACY... Tak więc, byłem zdenerwowany. Zawęziła mi się furtka percepcji. Tak jak nie żyjącemu Morrisonowi z Doors, który za poetą Williamem Blakem prosił: „Gdyby drzwi percepcji zostały odblokowane, człowiek mógłby widzieć wszystkie rzeczy takimi jakimi są naprawdę – nieskończonymi”.
Ofiar nie było, więc się ucieszyłem. Podobnie jak wcześniej. Szczęście, że nie było pieszych. Chociaż, piesi ... na autostradzie ...?
Ci, którzy byli na Motopikniku w ubiegłym roku (a może i trzy?) w Lubawie, widzieli porsche. Przy założeniu, że ich furtka percepcji nie była zwilżona piwem... Szoferem był chłopak, który w tym roku jest ścigany przez prokuratora, że na rajdzie zbyt szybko jechał (zginął pilot). Nie, nie nic o nie będę więcej mówił... Wystarczy groteski. Bolesnej! Załamałem się przy czwartej informacji. Telewizyjnej nadal. Dotyczyła Iraku. Tłum Irakijczyków, wcale nie młodych, nie fanatycznych, zaatakował. Całe szczęście, że nie Polaków. Mówię o tych Polakach, którzy pojechali tam pilnować, żeby nie atakowali. Irakijczyków! Zaatakował, bo nie miał benzyny. Nieprawdopodobne. W Iraku wyschła ropa? Tak to się porobiło? Tego by nawet Pietrzak nie przewidział. Ten spec od kabaretu, co prezydentem chciał zostać. Ani ten spec, co Leppera stworzył. Podobno!!!
I w tym momencie zginął obraz. I głos też! Czyli wizja i fonia. Albo odwrotnie. Nie, nie wyłączyli mi satelity... Oglądałem dwójkę. I sam wyłączyłem. Dalej nie mogłem. Wiem, że to nierozsądne, ale nie mogłem. Dlaczego nierozsądne? Bo gdybym jeszcze minutę oglądał to felieton napisałby się sam. A tak, będę się męczył, co tu wykombinować, i jeszcze dostać pieniądze. Za napisanie...
No więc się męczę. Bardzo dawno temu miałem samochód. Nawet dość szybki i fajny. Taki rajdowy zresztą. Kupiłem od gościa, który ma aktualnie sprawę. Nie, wcale nie za ten samochód, chociaż też bym się nie zdziwił ...
Jest związany, gość, nie samochód, chociaż nie wiem, czy to dobre słowo. Z FOZZ- em. Kto nie wie niech zapyta. Posła Rutkowskiego nawet. Ma chłop taki okres, że za darmo robi. Można pytać bez obaw... Choćby w internecie! Żałuję jednak trochę, że ten telewizor przedwcześnie wyłączyłem. Już by było po robocie, czyli po felietonie.
Chociaż z drugiej strony mam radochę, jak tym jednym palcem pukam. W maszynę. Do pisania. Kupiłem ją dawno temu. Z chytrości. Żeby się z bliźnimi nie podzielić. A z tą chytrością to było tak. Pisałem przedostatnią pracę szkolną. Przedostatnią, bo ostatnią to pisze się przed śmiercią. I nie chciałem dać zarobić. Profesjonalistce od przepisywania. Jakiejś takiej writter, czy jakoś tak. Sam przepisałem. I tak mi zostało. To przepisywanie... Felietonów aktualnie!
Andrzej Kleina