Wiadomo, że jak lekka, to muszę być. No to i byłem. Uwierzyłem dyrektorowi lubawskiemu gimnazjum Markowi Borkowskiemu, że w Lubawie na Stadionie Łazienkowskim odbędzie się mecz międzynarodowy (tak tak, nie międzypaństwowy a międzynarodowy – tak podało Radia Eska). Niepokój, a nawet podejrzenie, że coś jest nie tak z tymi narodami wzbudziła informacja, że impreza organizowana jest z myślą o uczniach szkół podstawowych i gimnazjów.
Andrzej Kleina
Reklamowano też Artura Kohutka, aktualnego rekordzistę Polski w biegu na 110 m przez płotki (to ja teraz mówię, bo „oni” tego nie mówili), który miał zmierzyć się (i nie zmierzył, ale o tym później) w sportowej walce z kandydatem na przyszłego mistrza i rekordzistę Mariuszem Kubaszewskim. Sportowcy planowali (tak przynajmniej twierdził Borkowski) atak na rekord Polski w biegu na 60 m przez płotki.
Miał to symboliczny dodatek do imprezy. Najważniejszy będzie „pojedynek” naszych zawodników (czyli kogo? – ciągle nie wiedziałem...) z Rosjanami i Litwinami. Imprezę poprowadził (i tylko na początku był sztywny, ale później szło mu doskonale) dziennikarz telewizyjny (nie wiem czy stały, czy raczej dochodzący?), były gwiazdor wieloboju – Sebastian Chmara. Relacja telewizyjna w regionalnej TVP3 w godzinach mi nieznanych, a warto by się zobaczyć, bo specjalnie przy parze burmistrzowskiej, VIP-em parzcież nie będąc, śmiało sobie ukucnąłem...
Okazało się jednak, nad czym organizatorzy raczej kontroli nie mieli, że gwiazd było zdecydowanie więcej. Był i Jacek Wszoła, i Paweł Czapiewski, i Urszula Włodarczyk, i kilku innych. Wszoła kokietował, a jakże, stwierdzając między innymi, że oczom nie dowierza, bo spodziewał się 4-torowej bieżni żużlowej bez krawężników, a tu wiecie, rozumiecie, taka niespodzianka...
Krótko mówiąc, mistrzowie dopisali. Szkoda, co prawda, że w zasadzie już „byli” (nieaktualni) mistrzowie, i w dodatku w akcji, a bogać tam, promocyjnej.
Wystąpił też lubawski mistrz nad mistrze, sam burmistrz
Edmund Standara (w telewizji też wystąpił, a jakże) i powiedział krótko, po męsku. „Międzynarodowe (a może międzypaństwowe? – szmer dziatwy był tak ogromny, że mogłem się „przesłyszeć) zawody uważam za otwarte”.
Powstrzymał burmistrz swój instynkt krasomówczy i zgoła internacjonalistyczny (dla przypomnienia młodzieży: funkcjonariuszem był partyjnym jedynie słusznej partii) i o przyjaźni między bratnimi narodami nic jednak nie usłyszałem. I za złe mam mu to niebywale.
Był lubawski biznes, też międzynarodowy, księdza natomiast żadnego nie uświadczyłem. Oczy wypatrywałem za iławskim burmistrzem Włodkiem Ptasznikiem, doskonałym ongiś sprinterem (10.4 sek. na stówkę) i oczyma niespełnionej wyobraźni widziałem go jako honorowego startera. Ale widać nikt w magistracie ani gimnazjum na pomysł ten nie wpadł wcale...
Wyniki były takie sobie, miejscami nawet niezłe, ale przecież nie o wyniki tym razem jeszcze chodziło. Najważniejsze, że zawody między narodami się odbyły. I nic to, że to nadużycie, że to zawody o randze szkolnej były. Trzy narody chłopaki reprezentowali, więc międzynarodowe one były!
Skonfundowany byłem nielicho, i nie wiedziałem jak się zachować, kiedy spiker – nie wiem nawet czy Chmara, czy ten drugi go wspomagający z ukrycia – wstać kazał i słuchać hymnu unijnego kazał. Człowiek jestem ostatnio mocno niebywały, za modami nie nadążam i głupio się czułem podwójnie, bo to i słów hymnu nie znam i przecież nagrywali, więc mogą skarcić mnie, żem za śpiewanie się nie brał za bardzo. Z drugiej strony unitą mentalnie nie jestem, więc tym bardziej podle się czułem, że narodom nie zagrano hymnów narodowych. Ale, zaraz zaraz, czy była Rosja sowiecka już też jest w Unii, bo się cosik pogubiłem...? Żeby czasem dyrektor Borkowski stanowiskiem tego nie przypłacił, o zsyłce w kierunki tajgi nie wspominając.
Chociaż wydaje mi się to całkiem zmyślnie prawdopodobne, że zawody te szkolne, międzynarodowe, mają odsunąć emigrację Borkowskiego ze stanowiska dyrektorskiego, zważywszy, iż kończy mu się kadencja w tym roku szkolnym i los jego w rękach burmistrza leży...
Borkowskiego celem i pragnieniem, ale nie tylko przecież, bo pary burmistrzowskiej zapewne również, było wzbudzenie zainteresowania tym sportem oraz stworzenie niepowtarzalnej atmosfery zawodów. W ubiegłym roku, to ciągle Borkowskiego wypowiedź, Burmistrz (z dużej litery, a jakże) oddał w użytkowanie społeczeństwu Ziemi Lubawskiej stadion sportowy przystosowany do zajęć z lekkiej atletyki. A teraz będzie wzbudzał...
Dzięki inicjatywie wielu osób organizowane są tutaj różne imprezy sportowe. Międzynarodowy mecz lekkoatletyczny będzie miał wymiar szczególny, gdyż naszym życzeniem jest pokazanie osiągnięć regionu. Przedsięwzięcie to zaplanowaliśmy ze szczególną starannością (to ciągle nawijka Borkowskiego, czy w tej sytuacji, nie przedłużą mu kontraktu, po wygraniu, rzutem na taśmę, najsampierw konkursu...?).
Oprócz szkół z Ziemi Lubawskiej zaprosił Borkowski w swoim i burmistrza imieniu, uczniów i miłośników sportu z innych regionów Polski, aby pokazać zawodnikom i trenerom z Rosji i Litwy nie tylko nasz region. Innych regionów nie rozszyfrowałem, ale w moim wieku, to wszak nie dziwota...
Co i gdzie pokazano, tego też nie wiem, więc konfabulować nie będę. Kohoutka pokazano tylko podczas pędzla płotkarskiego (wiecie: noga atakująca i zakroczna...), trzech chłopaków zdaje się naraz pobiec nie mogło, bo chyba płotków zabrakło i się Kohoutek dla sprawy poświęcić musiał. Czyli rekord bić będą następnym razem. Niewykluczone, że na dwieście płoty...
Czyli, mimo wszystko, fajnie było i ja tym byłem, i wszystko w pamięci wróciło, i się co nieco w duszy wzruszyło, a za dwa tygodnie sam startuję, więc trening mentalny już zaliczyłem...
Andrzej Kleina