Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie, felietony
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Skarga na jakość owoców dla dzieci
Policjant trafi przed sąd za wypadek po pijanemu
Dlaczego w szpitalu jest tak dobrze skoro jest tak „trudno”?
Przejazd DK16. Mrzonki a głupiemu radość
Co ma Lubawa do powiatu Iława?
Mobilizacja na obwodnicę miasta
Łatwe parkowanie koło amfiteatru
Dla pedofilów litości nie będzie
Przed sądem burmistrz milczy
Ratusz się sypie, ale musi poczekać
Auto policjanta. Atmosfera gęstnieje
Kasjerka została bez pracy
Marek Kałuża: „Mam w sobie tęsknotę za pięknem”
Nie miał prawka, więc uciekł
Niedziela bez handlu. Spacer zamiast marketu
Parking tylko dla urzędnika?
KODEKS WYBORCZY. Nowelizacja
Kierowca bez mandatu za ucieczkę
Ząbrowo wymaga uwagi
Fabryka POL-MAK zabiera głos
Więcej...

CZYTAJ

2002-12-22

ŻYLIŃSKI: Jestem skazańcem historii


Ostatnia (?) publiczna z prasą rozmowa ADAMA ŻYLIŃSKIEGO, od 12 lat nieprzerwanie burmistrza Iławy w latach 1990-2002.

Na iławskim Lipowym Dworze, w domu byłego burmistrza Adama Żylińskiego, jest dużo drewna. W pokoju gościnnym starodawny telefon, duży telewizor i skórzany komplet wypoczynkowy. Między fotelami biega czarny chow-chow. Tu właśnie Żyliński podjął decyzję, by rozstać się z życiem publicznym i rozkręcić własny biznes... Ale od początku.

RADOSŁAW SAFIANOWSKI: – W poniedziałek spotkał się pan na pożegnanie z urzędnikami ratusza. Wie pan, że kilka kobiet nawet się popłakało? To dziwne, bo mówiło się, że jest pan w pracy autokratą.

ADAM ŻYLIŃSKI: – Zawsze byłem od strony prywatnej pełen życzliwości dla moich podwładnych. Mój „autokratyzm” polegał na tym, że jeśli ktoś naprawdę nawalił, to musiałem mu zrobić burę. Nigdy jednak na nikim się nie mściłem. Uważam, że zespół, który stworzyłem w urzędzie i podległych instytucjach, to znakomita służba cywilna, nie mająca nic wspólnego z polityką. To, że byli lojalni do końca wobec mnie, świadczy tylko na ich korzyść. Oznacza to, że tak samo lojalni będą w stosunku do każdego swojego przełożonego. Taka bowiem powinna być natura urzędnika.

– Dlaczego nie przyszedł pan na pierwszą sesję Rady Miejskiej w Iławie, na której zaprzysiężono nowego burmistrza i radnych?

– Miałem dylemat, czy iść na tę sesję, ale problem sam się rozwiązał: nie dostałem na nią zaproszenia! Zatem nie musiałem podejmować decyzji, czy iść na tę sesję, czy nie.

– No tak, ale jako ustępującemu burmistrzowi chyba wypadało przyjść...

– Jak to „no tak”?! Wszyscy dostali zaproszenie oprócz mnie. Miałem iść do ratusza, zapukać i spytać: „Przepraszam, czy mogę wejść na sesję”? Nikt mnie nie zaprosił, ale nie mam o to do nikogo pretensji.

– Dlaczego przegrał pan wybory?

– Zacznijmy od tego, że lubię historię i literaturę faktu. Czytałem wiele biografii ludzi znanych w światowej polityce. Proszę nie sądzić, że chcę się z kimś porównywać, ale taki Winston Churchill wygrał II wojnę światową, a w 1948 roku przegrał wybory parlamentarne. To naturalny proces, który nazywa się „kaprysem historii”. To odreagowanie mieszkańców na panujący w kraju kryzys gospodarczy. Trudno, i ja wpadłem pod tę kosiarkę. Byłem skazany na przegraną. Ludzie chcieli zmian i te zmiany dostali.

– Na początku pewnie był szok...

– Tak. Kiedy jednak ochłonąłem, zadałem sobie pytanie: co tak naprawdę się liczy? Czy to, że nigdy nie wziąłem kilometrówki, delegacji służbowej, że moja pensja była taka sama, jak szefa kilkutysięcznej gminy, że urzędnik nie wyniósł z ratusza ani ryzy papieru, ani długopisu, że ratusz miał opinię instytucji nieskorumpowanej, że biliśmy rekordy w miejskich inwestycjach, że Regionalna Izba Obrachunkowa zawsze stawiała Iławę za wzór uprawiania samorządu, że urzędnicy nie zajmowali się polityką? Okazało się, że nie ma to żadnego znaczenia. Liczy się uprawianie cynizmu i manipulowanie społecznymi nastrojami. Zapytałem sam siebie, czy ze swoim podejściem pasuję do takiego modelu życia publicznego. Dziś zastanawiam się, jakim cudem udało mi się uchować przez te 12 lat, z moim kodeksem wartości i moralnością polityczną.

– No to ja panu powiem, jakim cudem: łatwiej dogadać się z kilkunastoma radnymi, którzy do tej pory sami wybierali burmistrza, niż przekonać dwadzieścia tysięcy wyborców.

– Rzeczywiście, bo gdyby obowiązywała stara ordynacja wyborcza, pewnie zostałbym burmistrzem, bo mój komitet wygrał wybory do iławskiej rady.

– Czyli gdyby stara ordynacja pozostała, dalej mógłby pan wygrywać wybory nie wychodząc z ratusza. Ordynacja jednak się zmieniła i burmistrza bezpośrednio wybrali mieszkańcy. Czy zatem nie zabrakło u pana kontaktu z wyborcami?

– Śmieszą mnie hasła typu „bliżej ludzi” i tym podobne. Bo co znaczy „bycie bliżej ludzi”? To, że cały dzień będę przesiadywał w ratuszu i wysłuchiwał niczym niegdysiejszy partyjny sekretarz ludzkich żalów? Niczego w ten sposób bym dla miasta nie załatwił. Dla mnie „bycie dla ludzi” oznacza prawdziwe działanie na ich rzecz, a nie markowanie. Tylko że ludzie muszą to zauważyć. I mieć cierpliwość. Dam przykład. Załóżmy, że nowa władza zbuduje budynek komunalny na 30 rodzin. Budowa trwać będzie 3 lata, kosztować będzie miasto 3 miliony złotych. W końcu przydzieli się mieszkania rodzinom z miejskiej listy oczekujących, przypadkom najbardziej patologicznym. Czy to jest dla ludzi? Jaki to problem rozwiąże? My natomiast przez 12 lat stworzyliśmy dla ludzi przyjazny wizerunek miasta i pełną infrastrukturę. Ktoś powie: „Co mi po turystyce, skoro nie mam pracy”. Ja na to mówię, że po to nam między innymi turystyka, by miejscowa ludność zarabiała pieniądze na przyjezdnych. I tyle każdy z tego ma, ile zarobi! Tak urządzono świat od czasów biblijnych.

– Czyli jeśli nie kontakt, to zawiodła u pana autopropaganda lub, inaczej mówiąc, sprzedawanie owoców swojej pracy...

– Zawsze brzydziłem się propagandą i to był niewątpliwie błąd. Przecież takie hasło, jak „Więcej pracowników, mniej chodników” to analfabetyzm publiczny! Te wszystkie chodniki i ulice robili pracownicy iławskich firm, a nie krasnoludki. Jeśli teraz zostanie zlikwidowany ten front robót, to zaręczam, że bezrobocie wzrośnie o 5 procent. A że przy okazji miasto jest piękne, to co w tym złego? Przyznam się panu do czegoś – momentami czuje ulgę, że ta moja praca już się skończyła. Bo jeśli tego nikt nie docenia, idzie się gremialnie na tani, populistyczny lep, to czy to wszystko ma sens? Cieszę się, że przegrałem w takiej walce, bo nie chciałem siać populizmu. To właśnie moja odpowiedzialność.

– No, ale i u pana były populistyczne incydenty. Bo oto niejaka firma Astra obiecała w pana ogłoszeniu wyborczym tuż przed drugą turą stworzyć w Iławie 2 tysiące miejsc pracy...

– Sam się przeraziłem, jak zobaczyłem to ogłoszenie, skonstruowane przez mój sztab wyborczy. Znam pana Krzysztofa Surgofta, szefa Astry, rozmawialiśmy o inwestycji w Iławie, ale w grę wchodziło kilkanaście, góra kilkadziesiąt miejsc pracy! Ubolewam, że tak wyszło, zwłaszcza że pan Surgoft to wartościowy człowiek i nowy burmistrz powinien utrzymywać z nim kontakt.

– Idźmy dalej tropem pańskich obietnic: setki zatrudnionych w turystyce.

– Z koncernem Oetken, który chce budować w Iławie aqua-park i centrum hotelowe, mamy już podpisany list intencyjny, który ma znamiona umowy cywilno-prawnej. Bardzo mi zależy, by mój następca kontynuował to zadanie, gdzie pracę znajdzie 250 osób. Wymaga to jednak ogromnej determinacji, odwagi i charyzmy. Mam nadzieję, że nowego burmistrza będzie na to stać.

– Duża drukarnia.

– W poligrafii ma być zatrudnionych docelowo 400 osób. Pilotuje to osoba, która obsługuje również w Polsce firmę Oetken. Jeżeli wszystko zawali się z Oetkenem, runie też sprawa z drukarnią.

– Masło osełkowe.

– Biznesmen z Warlubia chce stawiać fabrykę tylko na jednym konkretnym terenie, koło nowej siedziby Ekodrobu. Działka ta należy jednak do zakładów drobiarskich. Dlatego postanowiliśmy przejąć ten teren od Ekodrobu, dając mu w zamian inną miejską działkę, a pozyskany w ten sposób teren tanio sprzedać pod budowę zakładu. Czy nowe władze stać będzie na kontynuację tego działania, które wcześniej ten sposób gospodarowania tak krytykowały?

– Wróćmy do Piotra Tymochowicza, parającego się kreowaniem wizerunków. Skąd go pan wytrzasnął?

– Tymochowicz sam do nas zadzwonił, bo zainteresował go wynik po pierwszej turze. Pewna osoba namówiła mnie, bym skorzystał z jego usług. Bardzo się wahałem, ale w końcu się zgodziłem. Piotra Tymochowicza jako człowieka bardzo cenię. Jest bardzo inteligentny i posiada ogromną wiedzę. Sam styl kampanii jednak też był dla mnie szokiem. Wiele działań sztabu odbywało się poza mną, ale biorę za nie pełną odpowiedzialność moralną i etyczną. Jednocześnie dziwię się, że wszyscy przechodzą spokojnie obok kampanii moich konkurentów, którzy użyli wobec mnie słów „błazen, kłamca i führer”.

– Co zamierza pan teraz robić?

– Po pierwsze odbuduję zdrowie. Przez 12 lat moim pierwszym posiłkiem był obiad, do tego wypijałem hektolitry kawy i wypalałem całe paczki papierosów. Teraz w końcu mogę pojechać do kliniki kardiologii i zbadać serce. Mój ojciec zmarł, gdy był rok starszy ode mnie. Zostawił niepracującą żonę i czwórkę dzieci. Ja sobie na to nie mogę pozwolić. I rzucę palenie.

– A z czego będzie pan żył?

– Moja żona przez 10 lat była osobą bezrobotną, bez żadnych świadczeń. Teraz muszę to naprawić. Zapędziłem się w pracy samorządowej, dostałem za to od społeczeństwa „w pysk”, więc teraz zajmę się rodziną i otworzę prywatny biznes.

– Biznes?! A ma pan chociaż prawo jazdy?

– Oczywiście, że mam. Brakuje mi tylko brutalności w stosunku do ludzi. Nie potrafię traktować ludzi jak szmaty i jednocześnie płacić im po 500 złotych miesięcznie. Ale pomimo tej niedoskonałości jestem optymistą. Obojętne, czy byłem betoniarzem w Fabryce Domów, burmistrzem czy będę biznesmenem, gdy natchnie mnie jakiś pomysł, wówczas nie ma siły, bym go nie zrealizował.

– Co to za interes?

– Na razie nic nie powiem. Mogę tylko dodać, że mam wykorzystać swoje rozległe kontakty, wiedzę, doświadczenie i energię, by swoje cele osiągnąć. Tak pracowałem do tej pory dla Iławy, teraz zacznę dla siebie.

– Czego pan się dorobił przez te 12 lat?

– Dom zbudowałem jeszcze jako kawaler, dzięki pracy na budowie w Niemczech. Harowałem nawet w niedziele, kiedy inni gastarbeiterzy w tym czasie pili wódkę. Wprowadziłem się w 1990 roku. Trzy lata temu żona sprzedała swój dom w segmencie i mieliśmy na remont oraz rozbudowę naszego domu. Poza tym domem nic więcej nie mamy. W banku debet, drobne kredyty i końcówka rat za samochód – Renault Clio, dwudrzwiowe – do spłacenia. Moja pensja służyła na bieżące wydatki.

– Podobno miał pan propozycję objęcia funkcji wiceburmistrza Lubawy...

– Tak, ale nie od samego burmistrza Edmunda Standary, tylko z jego otoczenia. Miałem też propozycję objęcia funkcji starosty w jednym z powiatów we wschodniej części naszego województwa. Grzecznie odmówiłem.

– Dlaczego?

– Mam dość wypełniania oświadczeń majątkowych, tłumaczenia się redaktorom z tysiąca złotych nagrody i tym podobnych rzeczy. Chcę zacząć żyć na własny rachunek.

– Jaką Iławę widzi pan za 4 lata?

– Do wyborów samorządowych rząd ukrywał, że budżet państwa jest w opłakanym stanie. A cięcia kasy dla samorządów będą, więc i cięcia w miejskim budżecie staną się konieczne. Mój następca ma dwie drogi: udawać, że nie ma problemu i wpędzać miasto w długi lub poczuć się odpowiedzialnym za budżet miasta i rozpocząć redukcję wydatków. Myślę, że bardzo straci miejska oświata. Będzie mniej zajęć pozalekcyjnych, awansów nauczycielskich i klas profilowanych. Boję się też, że w tym trudnym czasie odgrywany będzie teatr i fałszywe pochylanie się nad ludzką biedą. Może rzeczywiście spadnie cena wody i czynszu, ale oznaczać to będzie zysk jakichś 10 złotych miesięcznie na rodzinę i paraliż różnych sektorów komunalnych miasta. A przecież praca burmistrza to nie teatr, ale działanie! Liczę za to, że moi zmiennicy zrealizują zatwierdzoną przez Brukselę budowę miejskich obwodnic.

– Czy zobaczymy jeszcze pana kiedyś jako kandydata na burmistrza Iławy?

– Jeśli chodzi o życie publiczne, to jestem z niego przynajmniej na razie uleczony. Nie zamykam tej furtki definitywnie, ale na dzisiaj wracać nie chcę. Funkcja burmistrza Iławy była dla mnie ogromnym zaszczytem. Zostałem za swoją pracę odpowiednio „nagrodzony”, ale wiem doskonale, jak za kilka lat będzie się mówić o czasie mojego burmistrzowania w Iławie. Moim zmiennikom zaś prorokuję, że sami wpadną w zastawione przez siebie sidła. Wmawianie bowiem ludziom, że wszelkie zło, jak niskie emerytury i renty oraz bezrobocie, pochodzi od burmistrza, za 4 lata obróci się przeciwko beneficjentom tej propagandy.

– Zaczyna więc pan wszystko od nowa. Jaki nastrój panu towarzyszy?

– Przede mną scena, jak w „Ziemi Obiecanej” Andrzeja Wajdy. Widzę jak Pszoniak, Olbrychski i Seweryn wbijają kij w ziemię, w szczerym polu i mówią: „Ty nie masz nic i ja nie mam. Tu zbudujemy fabrykę”. Też jestem w takim życiowym momencie. Ale to piękna scena.

Rozmawiał:
RADOSŁAW SAFIANOWSKI

Z Adamem Żylińskim rozmawiałem w jego domowej bibliotece, liczącej... 3 tysiące tomów. „To taka moja pasja ze szczyptą snobizmu” – mówi o swoich książkowych zbiorach były burmistrz Iławy.

  2002-12-22  

Z komentarzami zapraszamy na forum
Wróć   Góra strony
116869500


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie, felietony | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2018 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.