Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie, felietony
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
„Bolszewicy” atakują powiatowy Inkubator Technologiczny
Karta Praw Rodziny. Kopaczewski i Młotek na „nie”
Stare Miasto wreszcie troszkę stare
Ile zapłacimy za parkowanie przed Starym Spichlerzem
Na terenie szpitala znaleziono zwłoki
Obiecaj, że nie złamiesz prawa
Pałac Kamieniec. Archeolodzy zbadają ślady Napoleona
Burmistrz Iławy odwołał skarbnik miasta
Konkurs na dyrektora SP3. Sprzeciw
Wojewoda seryjnie kasuje uchwały Rady Miejskiej w Iławie
„Port Iława”: powiatowy pakt personalny
Dyrektor EWA WIŚNIEWSKA: Zmiana dobrze mi zrobi
Dwa oblicza powiatowego szpitala
Uciążliwy szeryf parkingowy wprowadza kierowców w błąd
Prezent od radnego dla burmistrza: Konstytucja RP
Plebiscyt CZŁOWIEK ROKU 2018. Krzysztof Harmaciński
Kto przez burmistrza jest mile widziany w mieście Iławie?
Zenon Krasiński szuka brata Krzysztofa
Kontynuacja skargi na szpital: że niby „nadinterpretacja”?
Bonifikaty za przekształcenie własności. Sztuka rządzenia
Więcej...

CZYTAJ

2004-11-24

Ułański popis schizofrenii


Andrzej Kleina

Jednym z pierwszych moich „dzieł”, był list otwarty opublikowany w „Głosie Lubawskim” w roku 1996. Był reakcją na cykl wypowiedzi EDMUNDA STANDARY, zamieszczanych w prasie pod wspólnym hasłem: „Moim skromnym zdaniem.” Był to czas, kiedy Edmund Standara został odstawiony na boczny tor i odreagowywał frustrację, korzystając z życzliwości Marka Sapińskiego, wówczas redaktora naczelnego „Głosu”.

Napisałem wówczas:

„Moim skromnym zdaniem, Edmund Standara nie dostrzega, iż regularnie przekracza granicę śmieszności. Nie postrzega również tego, iż jego prywatne sprawy, ukryte pod pozorną troską o kondycję materialną mieszkańców Lubawy, zupełnie nie obchodzą czytelników. Apeluję więc do kolegi „dziennikarza”, ażeby dalszy ciąg kłótni załatwiał drogą prywatnej korespondencji, nie używając do tego celu gazety. „Jeżeli złodziej wali w łeb, żeby zabrać ci pieniądze, to normalne – wykonuje bowiem swój zawód. Jeżeli jednak przy tym przeklina – nie jest dżentelmenem”. Tę wykładnię Antoniego Słonimskiego można jako skrót myślowy odnieść do sytuacji powyższej. W chwili obecnej jak widać, życie pana Standary ogniskuje się wokół jego obsesji, której na imię Przegrana. Seneka powiada: „Posiadanie władzy to przypadek, cnotą jest przekazanie władzy”. Pan Standara czuje się sfrustrowany, jest to absolutnie normalne, jednak obnoszenie się z tym, świadczy o braku klasy… Do podstawowych dóbr osobistych człowieka, należy ochrona jego wizerunku. O ile sam właściciel owego wizerunku nie jest w stanie nań zadbać, mamy do czynienia, jak ma to miejsce w przypadku Standary, z ekshibicjonistyczną śmiesznością, uzewnętrzniającą się w produkcji cyklicznych „artykułów” mających charakter niezwykle małostkowy, małoduszny i często obraźliwy. Seneka powiada też: „Zaciekłość to znamię nikczemnej bestii”. Powiada również: „Kto szybko potępia, jest o krok od tego, by znajdować w tym przyjemność”.

I tyle było mojego listu…

W odpowiedzi, a jakże (nawiasem mówiąc – cudzym piórem uczynionej), Edmund Standara zauważył między innymi:

„Całość listu przestaje być ułańskim popisem, a zaczyna wyraźnie trącić schizofrenią. Autor tekstu, odbierając mi prawo zabierania głosu publicznie, w kolejnych zdaniach przyznaje ten przywilej sobie”. Powiada dalej: „Autor w stylu niewybrednym próbuje mi wyznaczyć miejsce w lubawskiej wspólnocie samorządowej, czym udowadnia, że kompletnie nie zrozumiał tego, co się w Polsce kilka lat temu stało. Wobec powyższego, pozostaje mi udzielenie panu Andrzejowi życzliwej rady, niech spróbuje odłożyć na półkę Senekę razem z poczciwym Słonimskim i pokusi się o mniej pretensjonalną lekturę, coś na miarę uproszczonego kompendium wiedzy o rozwoju demokracji lokalnej. Naprawdę warto. Tym bardziej, że dla pana psychologa będzie to niewątpliwie wielka przygoda odkrywania obszarów do tej pory dla niego zupełnie nieznanych”.

Czytając replikę Edmunda Standary, odczuwałem, delikatnie rzecz ujmując, dreszcz kosmicznego zmieszania. Maniery woźnicy nie są tym, za czym przepadam najbardziej (vide: schizofrenia). Ale cóż! Jaka partia, taka myśl! Jaka partia, taki styl! Do tej pory leży nie opublikowana riposta. Doszedłem bowiem do przekonania: „Koń, jaki jest, każdy widzi. Koń, jaki jest, każdy wie”.

Myliłem się okrutnie. Edmund Standara wygrał wybory! Wygrała tęsknota mieszkańców za „swojakiem”. Tęsknota, w połączeniu z doskonale przeprowadzoną intrygą. Pamiętam jak pisał w 1996 roku: „Lubawiacy poczuliby się pewniej wiedząc, że ich burmistrz mieszka na miejscu, a nie administruje z 18 kilometrowego doskoku”. Lubawianie! Czy czujecie się pewniej, wiedząc, że wasz burmistrz mieszka 500 m od magistratu? Czy wisi to wam totalnie?

„Szanowni rajcy Lubawy” – pisał w tymże ‘96 roku aktualny dzisiaj burmistrz Lubawy – „zastanówcie się zanim podniesiecie ponownie ręce do góry, podwyższając podatki i obniżając nam stopę życiową, czy warto?”. No, właśnie, dzisiejsi rajcy, czy warto? Z tym, że dzisiaj jesteście fikcją, nic nie możecie… Szkoda na was pieniędzy…

Mówił dalej Standara: „Zastanawiające jest co było powodem, że rajcy miasta, zarabiając tyle, zapomnieli o paru tysiącach mieszkańców Lubawy, którzy ciężko dysząc, ze swoimi miernymi zarobkami, ciągną to miasto”.

Dalej nasz miłośnik uproszczonego kompendium wiedzy o rozwoju demokracji i innych skrótów intelektualnych, ględził:

„Reasumując, przy ciągłych pożyczkach, rosnących podatkach i nieproporcjonalnie rosnących pensjach stajemy się z dnia na dzień biedniejsi. Młodzi lubawiacy pozakładali rodziny, mają dzieci, mieszkają kątem. Inni młodzi ludzie rezygnują z dobrego, zdrowego wyżywienia, wynajmują za ciężkie pieniądze lokatorskie mieszkania. Panowie rajcy miasta Lubawy, obyście, windując maksymalnie podatki od lokali użytkowych, nie wylali dziecka z kąpielą. Może jest inna droga, pewnie, że trudniejsza, bo wymagająca dużego zaangażowania, wyrobienia gospodarczego, dużego wysiłku w zdobywaniu źródeł finansowania. Może tę właśnie drogą powinniście pójść?”.

No, właśnie, towarzyszu burmistrzu! Domniemuję, iż tą właśnie drogą kroczycie. Naznaczeni stygmatem wrażliwości lewicowej, którą zaszczepił wam przyjaciel ludu pracującego miast i wsi: partia wasza robotniczo-chłopska, kochana… Fundujecie stypendia dla najlepszych, załatwiacie tanie, choćby rotacyjne dla młodych małżeństw mieszkania. Obniżacie podatki, żebyśmy nie stawali się z dnia na dzień biedniejsi...

Obserwując waszą drogę, widzę, iż to droga do nikąd. Droga niezaradności, obarczania wszelkim złem waszego poprzednika, co w waszym mniemaniu, was – wrażliwca lewicowego – zwalnia z wysiłku. Droga „Jeźdźca bez głowy”. Jest taka książka, jest – w dzieciństwie ją czytałem, ale dla was czytanie jest zbyt pretensjonalne… Wy otwieracie, przecinacie, poświęcacie, jednym słowem – dekoracyjni bywacie…

Zazdroszczę Markowi Sapińskiemu. Wystarczyło, że wyartykułował 162 słowa i doczekał się waszej odpowiedzi. A ja piszę i piszę, i śnię nawet o was po nocach, i nic. Odpowiedzi jak nie ma, tak nie ma. Może za dużo piszę... Skoro burmistrz odpowiedział Sapińskiemu obok tematu, czyli nie odpowiedział, a ja wymagam, żeby gość pamiętał, co było na początku tekstu...

W odpowiedzi na mój list sprzed 8 lat, Edmund Standara zauważył: „Zmieniają się rządy, parlamenty, burmistrzowie... Ci, co odchodzą, w sposób oczywisty znajdują swe miejsce w opozycji i ostatecznie kwestionują poczynania aktualnie rządzących. Ci, co jeszcze wczoraj głośno krytykowali władzę, dzisiaj muszą cierpliwie bronić się przed zarzutami innych”. Jestem absolutnie przekonany, że Rada Miejska winna uhonorować was zgłoszeniem do pokojowej nagrody Nobla w dziedzinie „skutecznej współpracy z lokalną prasą”. Za skutecznie milczącą obronę was przed zarzutami innych...

Zasmucił mnie burmistrz kochany, lubawski, oj zasmucił. Wstęgę tylko przeciął, otwierając nowy plac zabaw dla dzieci. Zapomniał jako pierwszy zjechać ze zjeżdżalni. Zgodnie z protokołem, wydanym przez sekretarza. „Starość, nie radość”, chociaż starość też ma swoje zalety. Odchodzi wiele zmartwień. Żadnych bzdur z babami, a to znaczna ulga. Cóż, ponowny brak odpowiedzi spowoduje, że będę niepocieszony. Tym bardziej, że w waszym otoczeniu sami literaci.

Com napisał, napisałem…

ANDRZEJ KLEINA

  2004-11-24  

Andrzej Kleina

Jednym z pierwszych moich „dzieł”, był list otwarty opublikowany w „Głosie Lubawskim” w roku 1996. Był reakcją na cykl wypowiedzi EDMUNDA STANDARY, zamieszczanych w prasie pod wspólnym hasłem: „Moim skromnym zdaniem.” Był to czas, kiedy Edmund Standara został odstawiony na boczny tor i odreagowywał frustrację, korzystając z życzliwości Marka Sapińskiego, wówczas redaktora naczelnego „Głosu”.

Napisałem wówczas:

„Moim skromnym zdaniem, Edmund Standara nie dostrzega, iż regularnie przekracza granicę śmieszności. Nie postrzega również tego, iż jego prywatne sprawy, ukryte pod pozorną troską o kondycję materialną mieszkańców Lubawy, zupełnie nie obchodzą czytelników. Apeluję więc do kolegi „dziennikarza”, ażeby dalszy ciąg kłótni załatwiał drogą prywatnej korespondencji, nie używając do tego celu gazety. „Jeżeli złodziej wali w łeb, żeby zabrać ci pieniądze, to normalne – wykonuje bowiem swój zawód. Jeżeli jednak przy tym przeklina – nie jest dżentelmenem”. Tę wykładnię Antoniego Słonimskiego można jako skrót myślowy odnieść do sytuacji powyższej. W chwili obecnej jak widać, życie pana Standary ogniskuje się wokół jego obsesji, której na imię Przegrana. Seneka powiada: „Posiadanie władzy to przypadek, cnotą jest przekazanie władzy”. Pan Standara czuje się sfrustrowany, jest to absolutnie normalne, jednak obnoszenie się z tym, świadczy o braku klasy… Do podstawowych dóbr osobistych człowieka, należy ochrona jego wizerunku. O ile sam właściciel owego wizerunku nie jest w stanie nań zadbać, mamy do czynienia, jak ma to miejsce w przypadku Standary, z ekshibicjonistyczną śmiesznością, uzewnętrzniającą się w produkcji cyklicznych „artykułów” mających charakter niezwykle małostkowy, małoduszny i często obraźliwy. Seneka powiada też: „Zaciekłość to znamię nikczemnej bestii”. Powiada również: „Kto szybko potępia, jest o krok od tego, by znajdować w tym przyjemność”.

I tyle było mojego listu…

W odpowiedzi, a jakże (nawiasem mówiąc – cudzym piórem uczynionej), Edmund Standara zauważył między innymi:

„Całość listu przestaje być ułańskim popisem, a zaczyna wyraźnie trącić schizofrenią. Autor tekstu, odbierając mi prawo zabierania głosu publicznie, w kolejnych zdaniach przyznaje ten przywilej sobie”. Powiada dalej: „Autor w stylu niewybrednym próbuje mi wyznaczyć miejsce w lubawskiej wspólnocie samorządowej, czym udowadnia, że kompletnie nie zrozumiał tego, co się w Polsce kilka lat temu stało. Wobec powyższego, pozostaje mi udzielenie panu Andrzejowi życzliwej rady, niech spróbuje odłożyć na półkę Senekę razem z poczciwym Słonimskim i pokusi się o mniej pretensjonalną lekturę, coś na miarę uproszczonego kompendium wiedzy o rozwoju demokracji lokalnej. Naprawdę warto. Tym bardziej, że dla pana psychologa będzie to niewątpliwie wielka przygoda odkrywania obszarów do tej pory dla niego zupełnie nieznanych”.

Czytając replikę Edmunda Standary, odczuwałem, delikatnie rzecz ujmując, dreszcz kosmicznego zmieszania. Maniery woźnicy nie są tym, za czym przepadam najbardziej (vide: schizofrenia). Ale cóż! Jaka partia, taka myśl! Jaka partia, taki styl! Do tej pory leży nie opublikowana riposta. Doszedłem bowiem do przekonania: „Koń, jaki jest, każdy widzi. Koń, jaki jest, każdy wie”.

Myliłem się okrutnie. Edmund Standara wygrał wybory! Wygrała tęsknota mieszkańców za „swojakiem”. Tęsknota, w połączeniu z doskonale przeprowadzoną intrygą. Pamiętam jak pisał w 1996 roku: „Lubawiacy poczuliby się pewniej wiedząc, że ich burmistrz mieszka na miejscu, a nie administruje z 18 kilometrowego doskoku”. Lubawianie! Czy czujecie się pewniej, wiedząc, że wasz burmistrz mieszka 500 m od magistratu? Czy wisi to wam totalnie?

„Szanowni rajcy Lubawy” – pisał w tymże ‘96 roku aktualny dzisiaj burmistrz Lubawy – „zastanówcie się zanim podniesiecie ponownie ręce do góry, podwyższając podatki i obniżając nam stopę życiową, czy warto?”. No, właśnie, dzisiejsi rajcy, czy warto? Z tym, że dzisiaj jesteście fikcją, nic nie możecie… Szkoda na was pieniędzy…

Mówił dalej Standara: „Zastanawiające jest co było powodem, że rajcy miasta, zarabiając tyle, zapomnieli o paru tysiącach mieszkańców Lubawy, którzy ciężko dysząc, ze swoimi miernymi zarobkami, ciągną to miasto”.

Dalej nasz miłośnik uproszczonego kompendium wiedzy o rozwoju demokracji i innych skrótów intelektualnych, ględził:

„Reasumując, przy ciągłych pożyczkach, rosnących podatkach i nieproporcjonalnie rosnących pensjach stajemy się z dnia na dzień biedniejsi. Młodzi lubawiacy pozakładali rodziny, mają dzieci, mieszkają kątem. Inni młodzi ludzie rezygnują z dobrego, zdrowego wyżywienia, wynajmują za ciężkie pieniądze lokatorskie mieszkania. Panowie rajcy miasta Lubawy, obyście, windując maksymalnie podatki od lokali użytkowych, nie wylali dziecka z kąpielą. Może jest inna droga, pewnie, że trudniejsza, bo wymagająca dużego zaangażowania, wyrobienia gospodarczego, dużego wysiłku w zdobywaniu źródeł finansowania. Może tę właśnie drogą powinniście pójść?”.

No, właśnie, towarzyszu burmistrzu! Domniemuję, iż tą właśnie drogą kroczycie. Naznaczeni stygmatem wrażliwości lewicowej, którą zaszczepił wam przyjaciel ludu pracującego miast i wsi: partia wasza robotniczo-chłopska, kochana… Fundujecie stypendia dla najlepszych, załatwiacie tanie, choćby rotacyjne dla młodych małżeństw mieszkania. Obniżacie podatki, żebyśmy nie stawali się z dnia na dzień biedniejsi...

Obserwując waszą drogę, widzę, iż to droga do nikąd. Droga niezaradności, obarczania wszelkim złem waszego poprzednika, co w waszym mniemaniu, was – wrażliwca lewicowego – zwalnia z wysiłku. Droga „Jeźdźca bez głowy”. Jest taka książka, jest – w dzieciństwie ją czytałem, ale dla was czytanie jest zbyt pretensjonalne… Wy otwieracie, przecinacie, poświęcacie, jednym słowem – dekoracyjni bywacie…

Zazdroszczę Markowi Sapińskiemu. Wystarczyło, że wyartykułował 162 słowa i doczekał się waszej odpowiedzi. A ja piszę i piszę, i śnię nawet o was po nocach, i nic. Odpowiedzi jak nie ma, tak nie ma. Może za dużo piszę... Skoro burmistrz odpowiedział Sapińskiemu obok tematu, czyli nie odpowiedział, a ja wymagam, żeby gość pamiętał, co było na początku tekstu...

W odpowiedzi na mój list sprzed 8 lat, Edmund Standara zauważył: „Zmieniają się rządy, parlamenty, burmistrzowie... Ci, co odchodzą, w sposób oczywisty znajdują swe miejsce w opozycji i ostatecznie kwestionują poczynania aktualnie rządzących. Ci, co jeszcze wczoraj głośno krytykowali władzę, dzisiaj muszą cierpliwie bronić się przed zarzutami innych”. Jestem absolutnie przekonany, że Rada Miejska winna uhonorować was zgłoszeniem do pokojowej nagrody Nobla w dziedzinie „skutecznej współpracy z lokalną prasą”. Za skutecznie milczącą obronę was przed zarzutami innych...

Zasmucił mnie burmistrz kochany, lubawski, oj zasmucił. Wstęgę tylko przeciął, otwierając nowy plac zabaw dla dzieci. Zapomniał jako pierwszy zjechać ze zjeżdżalni. Zgodnie z protokołem, wydanym przez sekretarza. „Starość, nie radość”, chociaż starość też ma swoje zalety. Odchodzi wiele zmartwień. Żadnych bzdur z babami, a to znaczna ulga. Cóż, ponowny brak odpowiedzi spowoduje, że będę niepocieszony. Tym bardziej, że w waszym otoczeniu sami literaci.

Com napisał, napisałem…

ANDRZEJ KLEINA

Wróć   Góra strony
124540118


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie, felietony | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.