Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Obwodnica Nowego Miasta. Będzie poślizg
Burmistrz bezradny na hałas z „Leśnej”
Trzy lata temu obiecaliśmy, dziś wręczamy świadectwa
Albo tunel pod torami, albo stanie i czekanie
Kwaśniewski do Kopaczewskiego. Replika o blokadzie USC
Szpital. Nie działa poradnia medycyny paliatywnej
Wodne problemy z hydrantami
Kładka między Małym a Dużym Jeziorakiem zamknięta od 5 lat
Burmistrz zablokował w USC bezpłatne klepsydry
Problemy z dostępem do obiektów sportowych
Czy Iława jest gotowa do sezonu letniego?
Susz. Nowy dyrektor ośrodka kultury
Raport przedwakacyjny. Co Iława oferuje na sezon?
Mikołaj Grzywacz o pierwszych krokach w muzycznej branży
Iława. Zwolnienia podatkowe 2019
Szerszeń monstrum. Kolejna niespodzianka z Azji
Większy skład komisji rewizyjnej. Demokracja czy polityka?
Pokolenie wojny kontra powiat i „służba zdrowia”
Pokonała wirusa i urodziła zdrowe dziecko!
Epidemia. Czy młodzież korzysta z telefonu zaufania?
Więcej...

CZYTAJ

2009-03-18

Dlaczego praca za granicą?


Jestem tuż po trzydziestce. Wyższe wykształcenie, ukończony niejeden kur. Nie posiadam własnej rodziny, więc jestem dyspozycyjna. Takich jak ja jest w Iławie wiele. Są w różnym wieku, z różnym wykształceniem i doświadczeniem zawodowym. Jesteśmy różne, a jednak coś nas łączy... Co to jest?


Otóż jest to brak pracy, mimo wielkich chęci jej podjęcia. Chodzimy od drzwi do drzwi, składamy podania, dokumenty i wszystko to, czego potencjalny pracodawca sobie zażyczy. Po tym wszystkim zaczyna się długotrwałe czekanie. Często jest tak, że po prostu jest się spławianym pod byle pretekstem: „jest pani za młoda”, „brak pani doświadczenia” albo „nie potrzebujemy kogoś takiego jak pani”.

Ale jak mam zdobyć doświadczenie, jeśli nikt nie chce dać mi szansy?

Po kilkunastu takich rozmowach, tygodniach oczekiwań na jakikolwiek odzew na złożone podania, po uczestniczeniach w giełdach pracy, gdzie na np. 20 miejsc zaprasza się 300 osób, ogarnęło mnie zniechęcenie i rezygnacja.


POSZUKIWANIA OFERTY

Wtedy wpadłam na pomysł: wyjadę za granicę, najlepiej do Niemiec. Znam w miarę język, a jeśli przysiądę i się poduczę, będzie jeszcze lepiej. Postanowiłam, że spróbuję jako opiekunka osób starszych. Tyle przecież o tym słyszałam od różnych osób.

Zaczęłam szukanie ofert od naszego urzędu pracy, ale tu się rozczarowałam. Następnie przyszła kolej na gazety z ogłoszeniami. No cóż, kolejne rozczarowanie. Pozostał mi internet. Przejrzałam kilkaset ogłoszeń i wybrałam te, które zawierały najwięcej informacji o firmie, która dała ogłoszenie i co najważniejsze (przynajmniej dla mnie) − wysokość zarobków. Ważna była dla mnie możliwość spotkania z potencjalnym pracodawcą.

Po takiej selekcji zostały mi trzy ogłoszenia. Najpierw zadzwoniłam pod podane numery, by zasięgnąć informacji o samej agencji i ofertach, jakie deklarują. Kolejnym krokiem było złożenie dokumentów i oczekiwanie na telefon.


ZAPRASZAMY NA ROZMOWĘ

Po kilku dniach oczekiwań i stresu telefon z Warszawy: „zainteresowało nas pani podanie, zapraszamy na rozmowę kwalifikacyjną do naszej agencji, jeśli nadal jest pani zainteresowana”. Oczywiście, że byłam! I kolejny szok, po słowach: „rozmowa odbędzie się w języku niemieckim, ma pani tydzień na przygotowanie się, a teraz proszę opowiedzieć krótko o sobie w tym języku”. W wielkim stresie coś tam powiedziałam. Po ustaleniu daty i godziny spotkania odłożyłam słuchawkę i głęboko odetchnęłam „uff, prawie się udało”.

Zaczęłam powtarzanie niemieckiego słownictwa i gramatyki, by przygotować się do rozmowy, która mnie czekała.


HURA, MAM PRACĘ!!!

Na powitanie poczęstowano mnie herbatą, a potem przeszliśmy do właściwej części mojego przyjazdu, czyli rozmowy kwalifikacyjnej.

Padały różnego rodzaju pytania, na przykład: dlaczego chcę wyjechać do Niemiec, gdzie znalazłam ogłoszenie, czego się spodziewam, co mnie interesuje i tym podobne. Pytano też o to, z kim mieszkam i co do tej pory robiłam. Potem omówiono ogólnie moje zadania i obowiązki oraz prawa, jakie przysługiwać mi będą jako opiekunce oraz to, czego mi nie wolno. Trwało to ponad godzinę, która ciągnęła się w nieskończoność. W tym samym czasie, gdy jedna pani mnie przepytywała, druga (jak się potem okazało, była kierownikiem działu rekrutacji) coś notowała, co mnie stresowało, bo nie wiedziałam, po co to robi.

Po zakończeniu rozmowy ponownie poczęstowano mnie herbatą i poproszono, bym chwilę poczekała. Wychodząc, jedna z pań powiedziała: „muszę się jeszcze skonsultować. Jeżeli się zdecydujemy podpisać z panią umowę, to wrócę z dokumentami do wypełnienia i podpisania”.

Czekałam 15 minut. To był − póki co − najdłuższy kwadrans w moim życiu.

Udało się. Podczas podpisywania różnych dokumentów, które szczegółowo ze mną omawiano (co było dużą zaletą), odpowiadano na wszystkie pytania, jakie zadawałam. Nawet te dotyczące zarobków. Na początek przez pierwsze pół roku obiecano 850 euro miesięcznie, z biegiem czasu nawet 2000 euro. Przedstawiono mi moje początkowe zarobki przy podobnym kursie euro, jaki mamy obecnie. Było to ponad 3 tysiące złotych (jak dla mnie zawrotna suma), dodatkowo ubezpieczenie w kraju i zagranicą, całkowite pokrycie przez agencję kosztów podróży (kupują bilet tam i z powrotem), opieka koordynatora na miejscu. Wszystko legalnie i z pozwoleniem na pracę.

Na sam koniec dowiedziałam się, że dostanę nawet zwrot kosztów dojazdu do agencji. To zaskoczyło mnie zupełnie, bo nigdy się z czymś takim nie spotkałam. Cała procedura trwała ponad 3 godziny.


PIERWSZY KONTRAKT

Na pierwszy kontrakt, o czym mnie uprzedzano, czekałam ponad trzy tygodnie. Potem telefon, kiedy podano mi wszystkie dane i adres mojego podopiecznego. W skrócie przedstawiono mi jego ułomności, spowodowane chorobą i wiekiem. Omówiono moje obowiązki i dano szansę na odrzucenie przedstawianej oferty, jeżeli mi nie odpowiada. Odpowiadała, więc się zgodziłam.

Miałam kilka dni na przygotowanie się do wyjazdu. Przeznaczyłam je na pranie, robienie zakupów i załatwianie zaległych spraw oraz odwiedzanie rodziny i znajomych.

Nadszedł czas wyjazdu. Z plecakiem i walizką zostałam odprowadzona przez rodzinę na dworzec do autokaru.

Wsiadłam i tak zaczęła się druga część mojej przygody − jako opiekunki osób starszych.

Po dojechaniu na miejsce do Mainz (jechałam 22 godziny, katorga), czekał na mnie syn podopiecznego, 96-letniego pana. W czasie drogi zostały mi przekazane niezbędne informacje dotyczące jego samego, jego chorób oraz jego towarzyszki życia. Na miejscu zostałam oprowadzona po dużym domu. Pokazano mi mój pokój i łazienkę, które były tylko dla mnie (miałam do dyspozycji prawie całe poddasze). Jak się okazało, nie musiałam wcale sprzątać i gotować (przychodziła pani, która się tym zajmowała). To była zamożna rodzina. Sama nie miałam wiele obowiązków, gdyż zajmowałyśmy się tym panem we dwie. Ja i jego towarzyszka. Podzieliłyśmy się obowiązkami i czasem spędzanym z podopiecznym.

Razem szłyśmy na spacer (z uśmiechem wspominam, jak we dwie wpychałyśmy wózek pod górkę, gdyż podopieczny był wysoki i ciężki), pomagałam przy ubieraniu i jedzeniu oraz wylewaniu moczu z worka (cewnik). Często wieczorami siadaliśmy na tarasie, a obiad spożywaliśmy w ogrodzie zimowym. Było fajnie. Pracowałam też w ogrodzie i pomagałam w domu, z czasem przejęłam część obowiązków gosposi (osoby, która gotowała). Zawsze rano sprzątałam sypialnię i łazienkę podopiecznego, potem kolej na pranie czy prasowanie albo układanie ubrań w szafach.

Nie było ciężko. Miałam czas dla siebie, i to nawet sporo! Ale jak wspominałam, mój podopieczny był chory, przeszedł dwa wylewy. I tak pewnego ranka nastąpiło najgorsze. Trzeci wylew. Wezwałyśmy karetkę. Zaczęło się oczekiwanie, czy wróci do domu. Nie wiadomo było, kiedy to nastąpi. Mogło to trwać nawet miesiąc albo i dłużej. Po dwóch tygodniach zapytałam, czy gospodarze nie mieliby nic przeciwko, abym pojechała odwiedzić rodzinę w Polsce. Nie mieli. Planowo miałam wyjechać tylko na tydzień. Niestety, w czasie mojego pobytu w domu starszy pan zmarł.

Było mi przykro, ale wiedziałam, że może się to stać. To takie smutne zakończenie mojego pierwszego kontraktu.


KOLEJNE ZLECENIE

W domu byłam już dwa tygodnie, kiedy dostałam kolejny kontrakt. Ten był trudniejszy. Miałam dużo więcej obowiązków. Ale jak to się mówi: inne miasto, inna rodzina, inne obowiązki.

Pan był leżący, zupełnie nie kontaktował, z sondą żołądkową i cewnikiem. Tu do moich obowiązków poza sprzątaniem i gotowaniem oraz robieniem zakupów należało: karmienie, mycie w łóżku, zmienianie pampersa, podłączanie sondy oraz w czasie, kiedy senior siedział na fotelu, dotrzymanie mu towarzystwa. Czasem wożenie na wózku po ogrodzie. Starszy pan większość czasu przesypiał.

Ale mimo licznych obowiązków nie narzekałam. Nauczyłam się wielu rzeczy i na wiele spraw patrzę inaczej.

Po kilku tygodniach zaczęłam tęsknić za domem i rodziną. Ciągnęło mnie do kraju. Postanowiłam, że wracam. Zadzwoniłam do agencji i poprosiłam, by zaczęli szukać kogoś na moje miejsce. Kiedy pojawiła się moja następczyni, wprowadziłam ją w obowiązki i pokazałam miasteczko (miałyśmy na to troszkę czasu). Poinformowałam agencję, że na razie nie chciałabym wyjeżdżać z Polski do pracy, bo chcę spróbować tu na miejscu. Nie robiono mi problemów. Powiedzieli nawet, że jak będę chciała wrócić, to wystarczy, że zadzwonię. Zostawili mi otwartą furtkę.

Teraz od kilku miesięcy jestem w domu, w mojej rodzinnej Iławie. W międzyczasie pracowałam, ale niestety zostałam zwolniona. Teraz od kilku tygodni jestem bez pracy i ponownie zaczynam zastanawiać się nad wyjazdem. Bo tu nic nie ma, nikt nie chce dać szansy. Oby to się zmieniło.

Wiem, że takich osób jak ja jest wiele. Część zaryzykowała i wyjechała, inni boją się ryzyka. Ja też kiedyś się bałam, ale już nie boję się wyjechać. Wielu nie wie, jak szukać czy jak sprawdzać, które oferty są legalne albo czy to nie jest tak zwana „firma krzak”. Dlatego tak szczegółowo opisałam to, jak ja szukałam pracy za granicą. Może to komuś pomoże? Nie bójcie się zaryzykować.

Oto adres mojej agencji: Promedica 24 Europe, Rondo ONZ1, Warszawa, tel. (22) 448-72-22 (prosić z działem rekrutacji). Znajdziecie ich też w internecie. Starając się o pracę wspomnijcie, że macie kontakt ode mnie – to powinno pomóc.

ANETA JANKOWSKA




Aneta Jankowska z Iławy: − Ja też kiedyś się bałam,
ale dziś już nie boję się wyjechać za pracą



− Na miejscu pokazano mi mój pokój i łazienkę,
które były tylko dla mnie. Miałam do dyspozycji
prawie całe poddasze…

  2009-03-18  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129953511


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.