Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie, felietony
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Michał Młotek: Wyborcy postawili na młodych
Policjant nie wymigał się od winy za śmierć
Nowy burmistrz Kopaczewski: Ewolucja, nie rewolucja
Burmistrz Żyliński żegna się startem wielkiej inwestycji
Debata przedwyborcza Kopaczewski-Żyliński
Ruszył projekt budowy nowej szkoły
Pomnik na stadionie. Nowa tablica na 100-lecie
Tajemniczy list. Więcek atakuje, Ryszczuk odpiera
Nasza miss ruszyła na podbój świata
Nie narzekajmy, żyjemy w fajnym kraju
Zamknięte kioski RUCH-u szpecą miasto
Pijany policjant uciekał kolegom
WYBORY 2018. Kandydaci do Rady Miejskiej w Iławie
WYBORY 2018. Kandydaci do Rady Powiatu Iławskiego
Czy policja mataczyła w sprawie pijanego kolegi?
Kino poprawia dźwięk
Miejscowy folklor dworcowy
Tłum odprowadził mistrza Bogdana Olkowskiego
Rozłam w SLD z powodu poparcia na burmistrza
PiS kontra kameleony
Więcej...

CZYTAJ

2018-11-14

Nowy burmistrz Kopaczewski: Ewolucja, nie rewolucja


Uwielbia podróże i książki. Od lat czynnie uczestniczy w lokalnym życiu publicznym. W wyborach pokonał urzędującego burmistrza Iławy przewagą prawie tysiąca głosów. Jaki jest elekt Dawid Kopaczewski? Jakie cele mu przyświecają? Czego obawia się w związku z nowymi wyzwaniami? Przyszły włodarz opowiedział nam o tym wszystkim w obszernym wywiadzie.


Dawid Kopaczewski
odwiedził redakcję
„Kuriera Iławskiego,
aby udzielić nam
pierwszego
powyborczego
wywiadu



MONIKA KASZLEWICZ:
– Czy kupił pan już nowe garnitury?

DAWID KOPACZEWSKI:
– Bardzo dobre pytanie (śmiech). Z racji tego, że wcześniej pracowałem w Powiatowym Urzędzie Pracy, to jakąś podstawową garderobą dysponuję. Ale rzeczywiście uzupełniam moją szafę. Wymagania w urzędzie miasta są na pewno pod tym względem większe. Na pewno będę gotowy na inaugurację poniedziałek (19 listopada 2018).

– Wróćmy na chwilę do kampanii wyborczej. Co pana skłoniło do startu w wyborach?

– Od jakiegoś czasu po głowie chodziła mi myśl, żeby – wzorem większych miast – w Iławie pojawił się kandydat społeczny, obywatelski. Mam na myśli osobę, która wywodzi się z inicjatyw oddolnych. Jeszcze w połowie ubiegłego 2017 roku nie wiedziałem, że tą osobą będę ja. Dopiero kilka miesięcy później pomyślałem o tym, by zbudować komitet społeczny. Ze strony iławskich środowisk politycznych pojawiały się propozycje, abym startował z ich list. Postanowiłem stać przy założeniu, że jeżeli wejdę do lokalnej polityki, to tylko jako człowiek niezależny – z komitetu obywatelskiego. Zakładałem, że jeżeli się nie uda, to po prostu tak musi być. Jak już dziś wiemy, nie dość, że udało się wystartować, to udało się także wygrać.

– Czy wynik wyborczy pana zaskoczył? Spodziewał się pan tak wyraźnej przewagi nad ustępującym niebawem Adamem Żylińskim?

– Przyznam szczerze, że rezultat głosowania był dla mnie zaskoczeniem. Pierwszy wynik, jaki do mnie wpłynął z jednej z komisji mówił o mojej około 70-głosowej przewadze nad urzędującym burmistrzem. Pomyślałem wtedy, że doszło do jakiegoś błędu, pomyłki. Kiedy okazało się, że to potwierdzona informacja bardzo się zdziwiłem. Przed wyborami myślałem, że jeżeli je wygram, to będzie to na zasadzie bardzo zbliżonego wyniku między mną a kontrkandydatem. Samo zwycięstwo nie było dla mnie tak dużym zaskoczeniem, jak jego skala (blisko tysiąc głosów).

– Dlaczego, pańskim zdaniem, iławianie oddali na pana swoje głosy? Czy wynikało to z potrzeby zmian w mieście czy z sympatii i nadziei, jakie pokładają w pańskiej osobie?

– Pewnie była to wypadkowa wielu czynników. Z jednej strony mógł być to skutek rozczarowania tym, co dzieje się w Iławie. Być może część osób uznała, że sprawy powinny iść w innym kierunku – że nasze miasto powinno być trochę bardziej dynamiczne. Z drugiej strony o mojej przewadze mógł zdecydować też fakt, że zależało mi na aktywizacji jak największej liczby osób młodych. Zawsze podkreślałem, że moje zadanie jako społecznika polega na tym, aby aktywizować młodzież oraz moich rówieśników w przedziale 30-40 lat. Podejrzewam, że wiele osób poszło do urny, bo są moimi rówieśnikami i wiedzą, że będę rozumiał ich problemy. Myślę, że ważną determinantą mojej wygranej były też wszystkie działania, które przez ostatnie lata podejmowałem. Mogły się one komuś podobać lub nie, ale zawsze były one autentyczne i dotyczyły spraw bliskich iławianom. Nie byłem przywiezioną w teczce osobą znikąd – może także to przekonało część mieszkańców do mojej kandydatury.

– Jak ocenia pan kadencję swojego poprzednika? Czy naprawdę uważa pan, że jej symbolem jest mała galeria jazzowa przy ratuszu? Czy nie jest to zbyt daleko idące uproszczenie?

– Ta galeria może być symbolem, ale nie musi – w zależności od zapatrywań. To nie jest tak, że w ostatniej kadencji działy się same złe rzeczy, bo to jest oczywiście nieprawda. Kiedy zabierałem głos w jakichś sprawach, to oczywiście krytykowałem to, co mi się nie podobało – choćby nieporozumienia z Iławskim Budżetem Obywatelskim (IBO) czy sprzedażą miejskich działek. Niemniej zawsze starałem się wskazać rozwiązanie. Była to krytyka konstruktywna. Galeria przy ratuszu jednym się podoba, a innym nie do końca. Koszt tej inwestycji był, moim zdaniem, tak ogromny w porównaniu do jej funkcjonalności, że pytanie o zasadność wydania tak wielkich pieniędzy na miejsce, które może być z powodzeniem zastąpione amfiteatrem czy innymi obiektami, którymi Iława dysponuje, nasuwa się samo.

– Czy są w panu jakieś wewnętrzne obawy o to, że nie da pan rady, że wziął pan na siebie zbyt duży ciężar – że nie ma pan wystarczającego doświadczenia, wiedzy, żeby zasiadać na fotelu burmistrza miasta?

– Jestem pełen optymizmu. Staram się być człowiekiem racjonalnym, twardo stąpającym po ziemi. Jestem też jednak bardzo pozytywnie nastawiony do tego wszystkiego, co się ma wydarzyć, bo wiem, że nie jestem sam. Wiem, że ludzie pracujący w ratuszu są profesjonalistami, że pomogą mi w realizacji tego zadania, które wyznaczyli mi wyborcy. To jest dla mnie bardzo istotne. Ważny jest dla mnie kapitał społeczny urzędników i kapitał społeczny w postaci naszych mieszkańców. Wyrażam taką nadzieję, że jeżeli podejdę do pracowników w sposób otwarty i bardzo życzliwy, to spotkam się z tym samym. Mam wewnętrzne przekonanie, że zespół, do którego dołączę w ratuszu, jest w pełni profesjonalny i oddany sprawom Iławy. Liczę, że te osoby pomogą mi przeprowadzić zmiany, na których bardzo mi zależy. Jest we mnie oczywiście jakaś nutka strachu, znaki zapytania – takie uczucia towarzyszą jednak każdemu, kto zmienia pracę. Traktuję to jednak jako nowe, wielkie wyzwanie, z którym trzeba się zmierzyć.

– Kiedy poznamy nazwiska pańskich najbliższych współpracowników? Kto zyska tytuł wiceburmistrza lub wiceburmistrzów?

– Jedno nazwisko wiceburmistrza do spraw oświaty i pomocy społecznej jest już znane. Zostanie nim Dorota Kamińska. Nazwisko wiceburmistrza do spraw technicznych jeszcze jest znakiem zapytania – cały czas prowadzone są w tej sprawie rozmowy.

– W ostatnim czasie miało dojść do nieoficjalnego spotkania pomiędzy panem a Adamem Żylińskim. Czy miał pan dla obecnego jeszcze burmistrza jakąś propozycję?

– Rzeczywiście doszło do takiego kurtuazyjnego spotkania. Rozmawialiśmy o przyszłości rady miejskiej. Trzeba spojrzeć na to wszystko realnie. Rada jest podzielona i trzeba zbudować większość, która pozwoli na sprawne funkcjonowanie tego organu. Nie chciałbym doprowadzić do sytuacji, w której jakikolwiek obóz w gremium zostałby zmarginalizowany. Zależy mi na tym, aby współpraca przebiegała w sposób spokojny, racjonalny i merytoryczny. Rozmawiałem także z panem burmistrzem o opcjach potencjalnego obsadzenia go na jakimś stanowisku. Warto się zastanowić, czy można wykorzystać wiedzę i doświadczenie pana Żylińskiego. Z mojej strony nie było konkretnej propozycji. Została ona przedstawiona przez samego pana burmistrza. Ostateczna decyzja nie została przeze mnie podjęta, więc informowanie opinii publicznej byłoby przedwczesne. W każdym razie myślę, że w najbliższych dniach będę jeszcze rozmawiał z panem Żylińskim.

– W tym roku na emeryturę odchodzą prezesi trzech iławskich spółek – ITBS, IW, ZKM. Zastanawiał się już pan jak obsadzić te stanowiska? Czy rekrutacja będzie się odbywała w formie publicznego przesłuchania przed radnymi?

– Myślałem nad tym. Zmiany muszą być na tyle delikatne, aby żaden z mieszkańców nie odczuł ich negatywnych skutków. Zależy mi na tym, abyśmy nie utracili żadnych środków, które zostały już pozyskane na pewne przedsięwzięcia, by nie została przerwana współpraca z żadną zewnętrzną instytucją. Jest ogrom spraw, które trzeba brać pod uwagę. Nie można po prostu zakończyć czyjejś pracy bez dokończenia rozpoczętych już projektów. Moją odpowiedzialnością jest to, żeby tak te sprawy przeprowadzić, aby miasto nie ucierpiało. Będę rozmawiał z prezesami spółek o ich zastępcach. Chciałbym dokonać zmian w porozumieniu z ludźmi, którzy są zorientowani w funkcjonowaniu tych instytucji. Chcę zobaczyć na jakim etapie są sprawy przez nich prowadzone. Muszę się dowiedzieć, które projekty są priorytetowe do dokończenia. Każda zmiana wprowadzona przeze mnie będzie zmianą ewolucyjną, a nie rewolucyjną. Ważne jest doświadczenie osób, które miałyby zastąpić prezesów. Co do publicznych przesłuchań, chciałbym coś takiego zastosować. Być może nie jest to często spotykane rozwiązanie, ale uważam, że bardzo dobre. Decyzja o zatrudnieniu tej czy innej osoby i tak będzie po mojej stronie, ale chciałbym, żeby radni, którzy też będą współpracować z tymi prezesami, dyrektorami, mieli okazję zapoznania się z kandydaturami, które dojdą do ścisłego finału. Dla mnie będzie to także okazja do sprawdzenia kandydatów pod kątem tego, jak odnajdują się w komunikacji z osobami trzecimi. Podkreślam, że decyzja i tak będzie po stronie urzędu miasta. Zależy mi jednak na zachowaniu transparentności przy obsadzaniu najważniejszych stanowisk w mieście.

– Zatrzymajmy się więc na chwilę przy polityce kadrowej w ratuszu. Czy planuje pan jakieś zwolnienia albo wręcz przeciwnie – tworzenie nowych etatów?

– Nie chciałbym w żaden sposób powiększać biurokracji. Wolę skupić się na tych etatach, które już są. Nie wykluczam jednak możliwości wprowadzenia jakichś zmian stanowiskowych. Nad niektórymi etatami chciałbym się zastanowić – być może będę chciał je przemianować na inne. Na pewno bardzo będę bronił się przed wzrostem zatrudnienia. Co do samych zwolnień, to nie przewiduję takich nerwowych ruchów. Chcę jednak uczciwie powiedzieć, że pierwsze kilka tygodni, miesięcy będzie czasem na zapoznanie się z pracownikami, specyfiką pracy i być może w tym czasie dojdzie do jakichś zmian, które będą wydawały mi się konieczne.

– Adam Żyliński korzystał z samochodu z kierowcą. Czy pan będzie chciał zachować ten stan, aby w ratuszu był zatrudniony kierowca burmistrza?

– Podejrzewam, że auto służbowe będzie musiało zostać przy urzędzie. Osobiście nie lubię obserwować drogi z pozycji pasażera. Być może sam przesiądę się do auta służbowego albo będę jeździł swoim oplem. Muszę się nad tym zastanowić. Sprawa jest otwarta.

– Pracował pan dotychczas w iławskim Powiatowym Urzędzie Pracy. Jaką pełnił pan tam funkcję? Na czym polegała pańska praca? Na ile może się ona przydać w przyszłym sprawowaniu funkcji burmistrza?

– W głównej mierze zajmowałem się pozyskiwaniem środków zewnętrznych – z Unii Europejskiej i z naszego ministerstwa. Gros czasu spędziłem na pozyskiwaniu tych funduszy. Do moich zadań należała też koordynacja projektów i sprawozdawczość. Jednym z moich zadań w urzędzie pracy była też promocja tej instytucji, czyli kontakt z mediami. Niewątpliwie te doświadczenia przydadzą mi się w sprostaniu zadaniom nakładanym na burmistrza.

– Jak współpracownicy przyjęli najpierw informację o tym, że startuje pan w wyborach, a później o tym, że wygrał je pan i za chwilę odejdzie pan z pracy – przynajmniej na kolejne 5 lat?

– Spotkałem się z bardzo miłymi reakcjami ze strony moich współpracowników. Wiele osób mi kibicowało. Oczywiście część znajomych z mojego środowiska zastanawiała się, czy dam radę wygrać te wybory. Jako komitet nie mieliśmy przecież choćby rozbudowanych struktur czy pieniędzy. Sygnalizowano mi, że zadanie, którego się podjąłem, będzie bardzo trudne. Ja to przyjmowałem z dużą dozą sympatii, bo byłem świadomy, że stanąłem przed trudnym wyzwaniem. Byłem jednak przekonany o słuszności tego, czego się podjąłem. Najbliższe środowisko bardzo mi kibicowało. Koledzy z pracy dużo wcześniej namawiali mnie, żebym wszedł w struktury lokalnego samorządu, więc część z nich nawet się nie zdziwiła moją decyzją. Summa summarum, z jednej strony miałem duże wsparcie w moich znajomych, ale były tu także osoby, które ostrzegały mnie, że stawiam przed sobą bardzo duże wyzwanie. W każdym razie jestem przekonany, że większość bardzo mi kibicowała. Wiedziałem, że nie zostanę sam i to się sprawdziło.

– Często dzielił się pan w internecie swoją podróżniczą pasją. Proszę nam coś o niej opowiedzieć. Skąd to zamiłowanie do podróży?

– Od zawsze, jak tylko myślałem o podróżach, to tzw. Zachód był dla mnie i dla żony bardzo atrakcyjny. W 2002 roku – wtedy jeszcze z moją bliską przyjaciółką, a obecną żoną – postanowiliśmy wybrać się w pierwszą podróż zagraniczną. Wybraliśmy Paryż, bo Anię zawsze to miasto jakoś przyciągało. Mieliśmy w kieszeni po 100 euro. Podróż pociągiem trwała czterdzieści osiem godzin, bo jechaliśmy najtańszymi połączeniami. Byliśmy wtedy na pierwszym roku studiów, więc fundusze były bardzo ograniczone. Starczyło nam na przeżycie trzech pięknych dni w Paryżu. Wracaliśmy do Polski kolejne czterdzieści godzin. Od tego się zaczęło – od tej pierwszej podróży. Potem były już kolejne nasze wyprawy. To było dla nas fascynujące, bo pozwoliło nam poznać świat. Do tej pory zwiedziliśmy prawie trzydzieści państw. Od kilku lat podróżujemy także z naszym synem Gabrielem i teraz z młodszym Antonim. Nawet powiększenie rodziny nie zastopowało naszej pasji. Prowadzimy stronę internetową, na której dzielimy się z innymi miłością do zwiedzania.

– Pański dom odwiedzają podróżnicy. Jak radzicie sobie państwo jako rodzina z tym wyzwaniem pod względem technicznym? Jak zachowujecie swoją prywatność? Można by przecież powiedzieć, że zapraszacie do swojego domu prawie obcych ludzi.

– Kiedy na świecie był tylko Gabryś to w naszym trzypokojowym mieszkaniu zawsze jeden pokój był wolny dla gości. Teraz, jeżeli ktoś do nas przyjeżdża, ja z żoną opuszczamy salon i jest on do dyspozycji odwiedzających. Nie mamy problemu z przyjmowaniem nawet obcych podróżników, bo wiemy, że zdecydowana większość tego środowiska jest otwarta na inne osoby. Mamy też konto na couchsurfingu – jeżeli ktoś potrzebuje noclegu, to zdarza nam się kogoś przenocować. Nie mamy oporów w zaproszeniu do domu osób, które są przejazdem. Te możliwości lokalowe się zmniejszają, bo za chwilę powiększy się nasza rodzina o kolejne dziecko, więc przypuszczam, że następne zaproszenia będą wyjątkowe, zarezerwowane tylko dla najbliższych nam osób.

– Czy myślał pan o zmianie mieszkania na większe?

– Kiedy dowiedzieliśmy się z Anią, że pojawi się trzecie dziecko, zastanawialiśmy się nad zmianą mieszkania. Pomimo tego, że dysponujemy trzema pokojami, to jest to zaledwie około 50 metrów kwadratowych. To jest małe mieszkanie. Mimo to wiemy też, że nie możemy narzekać. Chcielibyśmy zmienić mieszkanie, ale tak naprawdę jesteśmy bardzo przywiązani do iławskiej starówki. Bardzo dobrze nam się tu żyje. Nawet dwa dni temu sąsiadka zapytała moją żonę, czy się wyprowadzimy. Ania odpowiedziała, że może i byśmy chcieli, ale nam się naprawdę na starówce podoba. Sprawa jest otwarta. Nie spieszy się nam. Nie mamy wielkich wymagań. Prowadzimy w domu i w życiu raczej styl minimalistyczny. Nie mamy choćby telewizora, bo nie jest nam potrzebny do szczęścia.

– Dlaczego w pańskim domu nie ma telewizora?

– Zawsze z żoną marzyliśmy o dużym regale z książkami na całą ścianę. Na tej ścianie był telewizor. W związku z tym, że mieszkanie jest małe, a telewizja nie oferuje nam takiej rozrywki, jakiej potrzebujemy, postawiliśmy na książki. Telewizja nie jest już niezbędna tak jak kiedyś. Dziś wszystko możemy znaleźć w internecie.

– Czy wie pan już ile będzie pan zarabiał na stanowisku burmistrza? Jakie ma dla pana znaczenie to jakiej wysokości będą pańskie pobory?

– Nie mam pojęcia, ile będę zarabiał. Wynagrodzenie ustala rada miasta, wiec jestem otwarty na wszelkie propozycje. Nie będę też nikomu sugerował z jaką propozycją ma wyjść. Nie chciałbym wchodzić w czyjeś kompetencje. Na pewno moja płaca będzie dla mnie czynnikiem motywacyjnym. Chcę, żeby radni i mieszkańcy czuli, że zasługuję na taką czy inną pensję.

– Wracając do pańskich pasji. Czy poza zwiedzaniem świata jest jeszcze coś, co sprawia panu radość, coś co lubi pan robić i pozwala się odciąć od obowiązków zawodowych?

– Lubię działać i organizować różne rzeczy. Mam do tego smykałkę, więc wszystko, co działo się w moim życiu wynikało z mojej potrzeby organizatorskiej. Mam nadzieję, że będę mógł tę umiejętność wykorzystać w pracy burmistrza. Kolejną moją pasją są książki. Zamiłowanie to podziela także moja żona i dzieci. Kiedyś zaczytywałem się w powieściach podróżniczych. Od jakiegoś czasu najbliższe są mi reportaże. Czytanie pozwala mi odpocząć. Nie ukrywam, że w ostatnich miesiącach nie miałem na to hobby zbyt wiele czasu. Mam nadzieję, że uda mi się to nadrobić. Jedną z moich ulubionych książek jest publikacja Hanny Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem”, czyli rozmowa z Markiem Edelmanem. Uważam, że ta książka powinna być lekturą obowiązkową dla każdego mieszkańca naszego kraju.

– Wielokrotnie podczas naszej rozmowy wspominał pan o swojej rodzinie. Proszę nam przybliżyć jak wygląda pańska codzienność.

– Jesteśmy typową rodziną ze zwykłymi problemami. Raz są wzloty, raz upadki. Życie toczy się wokół dzieci i naszych zainteresowań. Moją żonę poznałem w zerówce. Potem przez trzy lata byliśmy w innych klasach. Następnie nasze losy zbiegły się znowu w klasie czwartej. Najbardziej zbliżyliśmy się do siebie w liceum. To jest długoletnia znajomość. Na studiach trochę się rozdzieliliśmy – Ania studiowała w Toruniu, a ja w Gdańsku. Nie przeszkodziło nam to, żeby tę przyjaźń zamienić w związek. Jesteśmy małżeństwem od 2009 roku. Mamy dwóch synów – starszy Gabryś ma 8 lat, a młodszy Antoś niebawem skończy 3 lata. Mogę powiedzieć, że to w jakim momencie teraz jesteśmy, to co udało mi się osiągnąć, to jest wielka zasługa przyjaźni z moją żoną – przyjaźni przez wielkie „P”.

– W pańskim życiu zawodowym wiele się dzieje. Niemniej życie osobiste stawia przed panem również kolejne wyzwanie. Za chwilę urodzi się pańskie trzecie dziecko – tym razem dziewczynka. Jak pan widzi przyszłość?

– Myślę, że aż tak wiele się nie zmieni. Ostatnie lata mojej działalności i aktywności mojej małżonki pozwoliły nam wypracować pewną organizację codzienności. Moja żona jest prezeską iławskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju. Żona ma komfort pracy w domu. Pozwala nam to na elastyczność. Przez ostatnie lata organizowaliśmy wiele rzeczy. Wymagało to od nas podziału obowiązków i zgrania się. Podejrzewam, że pełnienie funkcji burmistrza będzie niosło za sobą więcej obowiązków niż moja dotychczasowa praca, ale wiem także, że przy odpowiednim planowaniu uda nam się pogodzić życie osobiste i nasz rozwój z realizowaniem się pod kątem zawodowym.

– Był pan organizatorem niedawnego spotkania z Robertem Biedroniem w Iławie. W przestrzeni publicznej pojawiają się takie hasła, że wybory na burmistrza Iławy wygrał zwolennik ideologii lewicowej. Jak w ogóle podchodzi pan do kwestii ideologicznych w perspektywie polityki lokalnej? Jak opisałby pan w skrócie swoje polityczne poglądy?

– Kwestie ideologiczne można, ale nie trzeba, przypisywać do polityki lokalnej. Podam prosty przykład. Jeżeli będziemy budować drogę lub będziemy stawiać ławki, to będą one służyć wszystkim mieszkańcom, bez względu na poglądy. Ja jestem przede wszystkim otwartym człowiekiem. Staram się nie szufladkować ludzi i nie chciałbym, aby mi takie łatki były przypinane. Ważne, aby na człowieka patrzeć jako na całość – przez pryzmat jego dokonań, a nie wyrwanych z kontekstu aktywności. Ja Roberta Biedronia zaprosiłem do Iławy, bo jest bardzo sprawnym samorządowcem. Przypomnę, że on obejmował rządy w Słupsku kiedy to miasto było jednym z najbardziej zadłużonych w Polsce. Udało mu się wyprowadzić ten samorząd na lepsze tory. Wydaje mi się, że włodarzem był dobrym o czym świadczy choćby wygrana jego zastępczyni w tych wyborach.

– Jak w takim razie w skrócie opisałby pan swoje poglądy polityczne?

– Z tym może być problem. Z jednej strony bliska jest mi sfera społeczna – nakierunkowanie się na człowieka. Jestem przeciwnikiem odtrącania ludzi, ich marginalizacji. W związku z tym bliskie są mi sprawy socjalne, społeczne. Z drugiej strony mam w sobie dużo swobody światopoglądowej i nie chciałbym komukolwiek narzucać do jakiego kościoła ma chodzić i czy w ogóle ma do niego chodzić, czy co ma jeść. Sprawy wolnościowe są dla mnie niezwykle ważne. Jeśli chodzi o gospodarkę to bliskie są mi koncepcje współpracy z przedsiębiorcami, a nie nastawienie na podnoszenie im podatków. Trudno mnie zaszeregować. Dla jednych mogę być lewicowcem, dla innych centrowcem. Na przykład nie jestem zwolennikiem rozluźniania przepisów dotyczących aborcji i wypracowanego w tym zakresie kompromisu. Z drugiej strony zgłosiłem wniosek o dofinansowanie zabiegów in vitro dla mieszkańców Iławy. Szufladkowanie kogokolwiek może być bardzo krzywdzące. W moim komitecie miałem osoby, z którymi bardzo wiele mnie różniło. Najważniejsza jednak była dla nas Iława i sprawy mieszkańców naszego miasta. Pomimo różnic światopoglądowych potrafiliśmy się dogadać, współpracować. Na takim podejściu mi zależy. Moje zadanie jako włodarza rozumiem jako bycie burmistrzem dla wszystkich mieszkańców – bez względu na moje czy ich poglądy polityczne.

– Powróćmy na chwilę do obietnic składanych w trakcie kampanii. W pańskim programie wyborczym pojawiło się wiele chwytliwych haseł. Kiedy możemy spodziewać się biletu czasowego?

– To jest jedna ze spraw, którymi chciałbym się zająć jak najszybciej. Chcę się w tej sprawie spotkać z prezesem ZKM-u. Chciałbym wprowadzić ten bilet od przyszłego roku – żeby na nowy rok szkolny bilet obowiązywał. Ten bilet sprawdza się w dużych miastach. W związku z tym, że Iława jest niewielkim miastem, wydaje mi się, że taki na przykład godzinny bilet pozwoliłby mieszkańcom na zwiększenie swojej mobilności bez konieczności używania auta. Pozwoliłoby to też w jakimś stopniu odkorkować miasto w godzinach szczytu.

– Co z Wielką Żuławą? Od wielu lat słychać głosy, że powinniśmy coś z tym naszym skarbem zrobić, ale do tej pory nic się nie udało. Panu się uda?

– Do tego tematu podchodzę z wielką ostrożnością. Nie chcę składać dalekosiężnych deklaracji. Moje podstawowe założenie jest takie, żeby Iława miała taką infrastrukturę, z której będą mogli korzystać przede wszystkim jej mieszkańcy. Chciałbym otworzyć dla nich właśnie Wielką Żuławę. Przeprawa promowa istnieje, ale mam wrażenie, że niewielu iławian z niej korzysta. Wsłuchiwałem się w głosy mieszkańców. Część z nich jest za tym, żeby zostawić wyspę taką jaką jest, a druga połowa miała oczekiwania, aby coś tam zrobić. Sama kampania pokazała, że mieszkańcy są podzieleni, co do przyszłości wyspy. Nie chciałbym decydować o Wielkiej Żuławie w najbliższych miesiącach. W przyszłości na pewno priorytetem będzie dla mnie sensowna przeprawa promowa oraz zagospodarowanie kawałka wyspy dla iławian – żeby można było skorzystać tam z miejsca na piknik czy ognisko. Wszystko powinno odbywać się tam przy małej ingerencji samorządu i bez wielkiego wkładu finansowego. Jestem za otwarciem tej przestrzeni dla mieszkańców, ale, przynajmniej na razie, bez wielkich inwestycji.

– W swojej kampanii mówił pan o konieczności zwiększenia transparentności w zakresie wydatków ratusza. Czy pańskim zdaniem z tą przejrzystością jest coś nie tak? Kiedy możemy się spodziewać Publicznego Rejestru Umów?

– Mam osobiste doświadczenia, które pozwalają mi stwierdzić, że urząd nie funkcjonuje prawidłowo. Wysłałem swego czasu zapytanie do ratusza, a na odpowiedź czekałem przez prawie dwa miesiące. Pytania były banalne i uważam, że można było na nie odpowiedzieć maksymalnie w kilka dni. Jest to dla mnie niedopuszczalne. Bardzo istotna dla mnie jest też kwestia wydatków. Bliska jest mi idea otwartych danych miejskich – chodzi o to, żeby każdy mieszkaniec wchodząc na stronę urzędu mógł się zapoznać z większością informacji, których potencjalnie może szukać. Ma to też służyć edukowaniu mieszkańców, aby wiedzieli, ile kosztują choćby wydatki stałe miasta czy konkretne inwestycje. Pozwoliłoby im to zrozumieć jak wygląda budżet i dlaczego pewnych inwestycji nie da się zrealizować od razu.

– Czego panu życzyć u progu nowej kadencji?

– Dla mnie największym wyzwaniem będzie zagospodarowanie tego kapitału społecznego, który jest w ratuszu. Mam nadzieję, że pracownicy podejdą do mnie z dużą życzliwością. Część osób znam, ale wydaje mi się, że jeżeli ta moja kadencja ma przebiegać w spokojny, merytoryczny sposób, to potrzebna mi jest współpraca ze wszystkimi pracownikami urzędu. To dla mnie osobiste wyzwanie, aby zdobyć ich zaufanie. Tego można mi życzyć – aby moja współpraca z urzędnikami ratusza przebiegała w takiej atmosferze, która pozwoli na realizację wszystkich tych przedsięwzięć, do których zobowiązałem się przed wyborcami.

współpraca i foto:
RADOSŁAW SAFIANOWSKI



DAWID KOPACZEWSKI

Data urodzenia:
22 grudnia 1982 r. (36 lat)

Rodzina:
żona Anna Kopaczewska, syn Gabriel (8 l.), syn Antoś (3 l.)
– trzecie dziecko w drodze

Wykształcenie:
– mgr politologii, specjalność samorządowo-ustrojowa (Uniwersytet Gdański);
– studia podyplomowe z zakresu zarządzania funduszami unijnymi (Uniwersytet Warmińsko-Mazurski);
– studia podyplomowe z zakresu doradztwa zawodowego z elementami coachingu (WSB Gdańsk)

Samochód:
Opel Meriva, rocznik 2005

Mieszkanie:
w bloku na Starym Mieście w Iławie, powierzchnia 47 m2




Iława. Nowy burmistrz Dawid Kopaczewski
jest szczęśliwym mężem Anny i ojcem dwóch synów
– Gabriela (8l.) i Antosia (3 l.). Niedługo pojawi się
trzecie dziecko, najprawdopodobniej córeczka.





  2018-11-14  

Komentowanie zostało wyłączone (tymczasowo).
Zapraszamy na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
120414397


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie, felietony | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2018 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.