Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie, felietony
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Mobilizacja na obwodnicę miasta
Łatwe parkowanie koło amfiteatru
Dla pedofilów litości nie będzie
Przed sądem burmistrz milczy
Ratusz się sypie, ale musi poczekać
Auto policjanta. Atmosfera gęstnieje
Kasjerka została bez pracy
Marek Kałuża: „Mam w sobie tęsknotę za pięknem”
Nie miał prawka, więc uciekł
Niedziela bez handlu. Spacer zamiast marketu
Parking tylko dla urzędnika?
KODEKS WYBORCZY. Nowelizacja
Kierowca bez mandatu za ucieczkę
Ząbrowo wymaga uwagi
Fabryka POL-MAK zabiera głos
Trujące chmury nad miastem
CZŁOWIEK ROKU 2017. Oto nominacje!
A siódmego dnia odpocznij od zakupów
Miał być raj, a jest wojna!
Jakub Chiżyński. Wspomnienie
Więcej...

CZYTAJ

2009-07-22

Feliks Zbysiński: wspomnienie 2 lata po śmierci


W środku ubiegłego tygodnia, idąc w południe iławskim parkiem wyłowiłem wzrokiem grupę starych, dobrych znajomych siedzących na tarasie jednej z kafejek. Okazało się, że ich pokaźna ilość nie była dziełem przypadku. Szanowni Państwo umówili się bowiem na spotkanie, by powspominać w kawiarnianej atmosferze profesora iławskiego LO Feliksa Zbysińskiego – w prawie dwa lata po Jego odejściu.


Feliks Zbysiński był człowiekiem genialnym zarówno od strony licznych talentów, jakimi został obdarowany przez Naturę – z plastycznym na czele – a także w wymiarze czysto ludzkim, z powodu niepowtarzalnej aury, jaka go otaczała. Aurę tę, stanowiącą o niezwykłym uroku osobistym „Felka”, a będącą intelektualnym kolażem życzliwości, ciepła, wyrozumiałości, filozoficznej zadumy i czasem delikatnego sarkazmu, pamiętają świetnie wszyscy, którzy mieli zaszczyt go znać. W tym kontekście byłem jednym z uprzywilejowanych!

Profesor miał też swoje słabostki, ale który artysta, ba – człowiek, ich nie ma? Takiego odmalujemy go w tym letnim epitafium, które obejdzie się wszakże bez żałobnych tonów. Nie tak by bowiem chciał widzieć wspomnienie o sobie nasz bohater, szczególnie że zawsze ceniliśmy się za poczucie humoru, więc w tej kolorystyce pozostańmy.

Zacznijmy od intelektu. Gdy poznaliśmy się w szkole, ja uczeń klasy maturalnej, on nauczyciel z wieloletnim stażem, od razu sprawdził, czy pasujemy do siebie formatem. Niby żartem rzucił mi kiedyś: „A wiesz kto to Buonarotti”?, na co odrzekłem z ironią w oczach: „Michał Anioł naturalnie” i od razu zapragnąłem rewanżu: „A wie profesor jak miał na imię Stendhal”?, co z kolei Felek sparował sekundowo: „Nie miał imienia, to był pseudonim, w rzeczywistości Stendhal to Henri Beyle”. Tak to przełamaliśmy barierę pokoleń i rozcięliśmy węzły gordyjskie, tworząc podwaliny pod przyszłą wieloletnią zażyłość.

Felek infekował już, gdy ktoś miał możliwość zobaczenia jego prac. Tu często podziw murował ludziom usta. Tak było z Lennonem, którego dla mnie namalował. Do dziś wiele osób nie może uwierzyć, że autorem obrazu jest nauczyciel z Iławy. Tyle, że Felek z potocznym wymiarem nauczyciela miał tyle wspólnego, co Einstein z etykietą prostego fizyka – to już trzeba nieświadomym tłumaczyć. Tajemnicą poliszynela było, że Mistrz (jak go wielu nazywało, w tym jego przyjaciel nr 1 – Stefan Trykacz) lubił czasami wychylić kieliszek wódki pod lepszy efekt swojej pracy. Tu anegdota pierwszej scenerii – pewna starsza pani, sprzątaczka z LO, zamiatała ongiś podłogę vis a vis klasy Felka w piwnicach szkoły, kiedy ten podczas przerwy minął ją w drodze do pokoju nauczycielskiego. Kiedy wracał, zagadnął ją niespodziewanie: „Przepraszam, a co kierowniczka dziś taka smutna?”, na co pani odrzekła, że nie, nic się nie stało. Felek spojrzał na nią niedowierzającym wzrokiem i zaproponował: „Choć kierowniczka, coś znajdziemy na poprawienie nastroju” i w kantorku z największą kulturą państwo wypili po 50 gramów wódeczki, po czym profesor zamknął klasę i udał się w domowe pielesze. Pani owa do dziś z rozrzewnieniem wspomina i tę historię, i nieodżałowanego „profesora Zbysińskiego”, dla niej króla i papieża tej szkoły!

Szkoły średnie nie mają zazwyczaj do czynienia z artystami czystej wody w swych szeregach. Iławskiemu ogólniakowi się trafiło – może jakieś genius loci zadziałało?

Mimo wszystko Felek był postacią z cienia. Uwielbiał pewną swoją dyskrecję na mieście, mimo że miasto wykorzystywało go przez dekady kompleksowo: dodatkowe zajęcia w domu kultury, malowanie logo otwieranej kawiarni Marago, pomoc w oprawie plastycznej licznych akademii, słynny, pochodzący z lat 90-tych zarys żaglówek na jeziorze widoczny na folderach o Iławie. W dziesiątkach przeróżnych przedsięwzięć wiedziano, kto jest w stanie dać im wizję oraz wykonanie na najwyższym, pięciogwiazdkowym poziomie.

Felka kochaliśmy wszyscy. Krążyły o nim legendy już za życia, on sam zaś miał słabość na niwie zawodowej jedną – do utalentowanych swoich podopiecznych, których hołubił i wspomagał, nawet na studenckich szlakach. Jedną z jego wybranek była doskonale znana z łamów Kuriera Joanna „Madiva” Żurańska, której ostatni wernisaż odbył się kilkanaście dni temu w Yellow. Asia tak mi kiedyś napisała o swojej życiowej przygodzie z profesorem: „Dla mnie był on bardzo ważną osobą, z którą miałam wyjątkową więź pozawerbalną. Był kimś w rodzaju przewodnika, który tak naprawdę niewiele mówił, ale wystarczyło, że był. Myślę, że było to porozumienie serc”.

Prywatnie Felek lubił ludzi, a kochał swoją rodzinę – żonę Ewę, syna Piotrka i kota, o którym mógł opowiadać godzinami! Kiedyś pewien pan szedł nad jezioro, a w worku miał pięć kociąt, które chciał utopić. Felek odebrał mu worek, a kotki rozdał przez kilka dni znajomym!

Pisał też wiersze. Oto cytat z okolicznościowej, urodzinowej laurki dla żony: „Dzisiaj śpiewa każdy ptak, że jest Ewy Geburstag, weź ją Boże w swoją pieczę, bo już zbliża się półwiecze! Urodziła się w niedzielę, zdrowa duchem i na ciele. Serdeczności – życzeń wiele przesyłają przyjaciele – Kot, Piotr i Felek-łotr!”… Dzisiaj Mistrzu przyjaciele składają hołd Tobie, wiedząc, że skoro jesteś tam u góry ze Stefanem, to na pewno macie się obaj wybornie!

LESZEK OLSZEWSKI



Nieodżałowany Feliks Zbysiński (1938-2007)




Stefan Trykacz i Feliks Zbysiński na cięciu brzózek Wielkanocnych, okolice Gardzienia pod Iławą, lata 90-te




Portret Johna Lennona autorstwa Zbysińskiego
(zbiory prywatne autora)

  2009-07-22  

Z komentarzami zapraszamy na forum
Wróć   Góra strony
116316065


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie, felietony | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2018 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.