Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Czy Iława jest gotowa do sezonu letniego?
Susz. Nowy dyrektor ośrodka kultury
Raport przedwakacyjny. Co Iława oferuje na sezon?
Mikołaj Grzywacz o pierwszych krokach w muzycznej branży
Iława. Zwolnienia podatkowe 2019
Szerszeń monstrum. Kolejna niespodzianka z Azji
Większy skład komisji rewizyjnej. Demokracja czy polityka?
Pokolenie wojny kontra powiat i „służba zdrowia”
Pokonała wirusa i urodziła zdrowe dziecko!
Epidemia. Czy młodzież korzysta z telefonu zaufania?
Epidemia. Personel szpitala woła o pomoc
Ziemia Lubawska odbierze Iławie nową drogę ekspresową?
Ratownik Tomasz Sławiński: Lepiej zapobiegać, niż leczyć
Podwyżka pensji dla dyrektor ICK: „Rutynowa”
Roman Żuralski: List otwarty do mieszkańców Iławy i regionu
Chciał ukraść pieniądze z myjni, ale...
O historii starego młyna
Pożar zabytkowego młyna
Mowa ciała prawdę powie. Burmistrz Dawid Kopaczewski
Jest wykonawca drogi ekspresowej S5 Ornowo-Wirwajdy
Więcej...

CZYTAJ

2005-05-04

Taki sobie klub pod schodami


Janusz Olszewski urodził się w pierwszej połowie minionego wieku, wzrost niezauważalny, waga ciągle w normie, sylwetka dorastającego chłopca. To były brunet, owłosienie głowy pełne, oczy ciekawe, krotochwilne, kolor nieustalony, twarz brodą szpakowatą porośnięta. Szkoła średnia zaliczona rok przed czasem, później było już tylko gorzej.

Z trzeciego roku Wojskowej Akademii Medycznej usunięty za noszony na szyi medalik Matki Boskiej. Zaliczył jeszcze dwie akademie. Do partii się nie zapisał i stąd kłopoty niemałe też miewał. Lekarz chorób wewnętrznych i specjalista od sportu. W Lubawie zamieszkuje od 1978 roku. „Urodził się nigdzie, czyli w pociągu, więc powiedzieli, że w Morągu” (rymowanka ta częstochowska moim jest dziełem, nie pana Janusza; mówię to po to, żeby nie musiał się wstydzić).

Rodzina najbliższa mała, ale zgrana. Żona Maria jest absolwentką wydziału farmacji Akademii Medycznej w Gdańsku. Prowadzi w Lubawie własną aptekę. W sąsiednim miasteczku stoi dom rodzinny żony. Posadził tam pan Janusz kilka różnych drzew. Między innymi rośnie dąb szypułkowy Maciek (syn młodszy – broni doktoratu z genetyki w Utrechcie) i bezszypułkowy Michał (syn starszy – lekarz).

Jeden z synów zachorował na bardzo groźną chorobę, wymagającą długiego i toksycznego leczenia. Rokowanie co do przeżycia przez wiele miesięcy było bardzo niepewne. Młodzieniec nie poddał się, walczył ze strachem każdego dnia i okazał się mężczyzną. Ojciec napisał:

Wygrałeś walkę ze strachem,
Serca i woli tężyzną.
Los Ci nie szczędził tragedii.
Dojrzałeś – jesteś mężczyzną!

Pradziadkowie z Łomży pojechali za chlebem na Litwę. Ojciec Janusza, po skończeniu studiów ekonomicznych, artystą ludowym został, czego władza ludowa zaakceptować nie chciała.

JANUSZ OLSZEWSKI rozpoczyna swą przejmującą opowieść: – Wnikliwego i nieco sceptycznego spojrzenia na otoczenie nauczył mnie ojciec. Był dla mnie wielkim autorytetem. Im bardziej doroślałem, tym lepiej go rozumiałem i tym większy miałem szacunek. Życie jego było zawsze przykładem walki o sprawy ważne, szanowania siebie i innych, a jednocześnie wymagania od wszystkich maksimum ich możliwości. Ojciec nauczył mnie też świadomości, że ludzie są różni, że nie można od wszystkich wymagać tego samego, że każdy ma inne zalety, że może sądzić inaczej niż ja i że z każdym można się jakoś porozumieć. Jego postępowanie było dla mnie przykładem. Rozmawialiśmy często, ale nie za wszystko zdążyłem mu podziękować...

ANDRZEJ KLEINA: – Panie Januszu! Prędzej spodziewałbym się wygranej w totka, jak tego, że wiersze pan pisze i książki, a do tego wiersze na piosenki przerabiane... I do tego jest pan tak cholernym egoistą, że twórczość swą pan ukrywa. Ale nie koniec przecież na tym. Fotki na kliszy dynamiczne i statyczne pan też robi... Stare, na szkle „rysowane” też pan przed unicestwieniem ratuje... Aaaa, i meble też skonstruować pan potrafi. I dlaczego się pan z tym wszystkim ukrywa? A może stres ekspozycji społecznej byłby zbyt duży? Nie każdy potrafi i chce poddać się ocenie...

OLSZEWSKI: – Człowiek jest skomplikowany w swych reakcjach, planach i przemyśleniach. A z tym ukrywaniem to nie jest tak do końca. Piszę przede wszystkim dla siebie i przyjaciół. Ja już nikomu nie muszę nic udowadniać...

KLEINA: – Powiada pan:

Życie nam dano tylko jedno...
I wyobraźnię dano jedną.
I dano mnóstwo marzeń.
I wolną wolę człowiek dostał,
By przeciwnościom losu sprostał,
Autorem był wydarzeń.
Egoizm dano nam zwierzęcy,
Miłość do rzeczy i pieniędzy,
I chuć, i samca rolę.
I rozum dano, skarb ulotny,
Byś opanował swój pierwotny
Instynkt świadomą wolą...

OLSZEWSKI: – Życie nam dano tylko jedno. Od nas w dużym stopniu zależy, jak je przeżyjemy i czym wypełnimy. To my zdecydujemy, jakie będziemy mieć wspomnienia i czy wracanie do nich będzie miłe. W codziennej gonitwie zapominamy, że jutrzejsze wspomnienia zależą od tego, jak przeżyjemy dziś. Zbierajmy perełki dni, dopóki to od nas zależy.

KLEINA: – Powiada też pan:

Byłaś młoda, pachnąca i ciepła,
Byłaś smaczna jak golonka z chrzanem.
Zmysłów swoich nie mogłem nasycić.
Głód mój zmalał dopiero nad ranem...

Panie Januszu, wszechstronny pan jest, a i poczucie humoru ogromne pan posiada! Co, moim zdaniem, niezwykłego intelektu jest oznaką. Kiedy czytałem pana wiersze i słuchałem je też w postaci śpiewanej, były nie tylko smaczne jak golonka po bawarsku, oczywiście z piwem i chrzanem. Ciekawości swojej nie mogłem nasycić i głód mój zmalał dopiero nad ranem... I dopiero chyba teraz zacząłem rozumieć stwierdzenie Simonidesa, że malarstwo jest niemą poezją, poezja zaś mówiącym obrazem... Zapoznając się z pańską twórczością, zorientowałem się, że wywodzi się pan ze studenckiego klubu białostockiej Akademii Medycznej „Co Nie Co”. Powspominajmy!

OLSZEWSKI: – Klub znajdował się w piwnicy akademika. Już wcześniej grupka młodych ludzi chcących coś napisać, zagrać lub zaśpiewać spotykała się po to właśnie we własnym gronie. Na kolejne spotkanie umówiliśmy się w „Co Nie Co”. Byliśmy onieśmieleni, kiedy zorientowaliśmy się, że w klubie występowała Ewa Demarczyk („Tańczące Eurydyki”), czy Tadeusz Chyła („Cysorz to ma klawe życie”). Zaproponowałem, aby spotykać się w klubie z publicznością, bo dokonania kolegów dawały nam materiał na pierwsze występy i nadzieję na powodzenie. Nikt nie potrafił nazwać tego, co zaczęliśmy robić. Nie był to kabaret, bo zawierał więcej refleksji, niż przeciętny kabaret. Nie był to też wieczór z poezją. Było to spotkanie, które nazwałem „Spotkanie pod Schodkami”, ponieważ klub „Co Nie Co” znajdował się w piwnicy pod schodami. Nazwa ta i konwencja spotkań bardzo się spodobała i przyjęła. W spontaniczny sposób stałem się autorem konwencji tych spotkań, „wyłapywaczem” wykonawców, autorem profilu artystycznego, konferansjerem oraz czasami autorem tekstów śpiewanych lub czytanych. Zasadą spotkań, które odbywały się raz w miesiącu, była konieczność stworzenia połowy programu. Teksty czytane i śpiewane powinny być nowe. Drugą połowę stanowiły utwory najbardziej lubiane przez publiczność. Ten swoisty „koncert życzeń” wynikał z rozmowy wykonawców z publicznością w trakcie spektaklu. Na życzenie publiczności na scenę wychodzili ulubieni wykonawcy i powtarzane były teksty z poprzednich spotkań. Często w trakcie spotkań zapraszano widzów do wzięcia udziału w spektaklu.

W akademiku działał także „Radiosupeł”. Koleżeńskie kontakty z radiowcami dały nam okazję do nagrań programów. Niektóre z nagrań przetrwały w domach kolegów do dnia dzisiejszego. Kiedyś niektórym z nas władze uczelni przyznały nagrody pieniężne. Za nagrodę kupiłem letnią kurtkę, koszulę i krawat.

Przyjemność sukcesu, po kilku dniach, zmącił mi nieco list od ojca. Załączył wycięte z prasy zdjęcia z naszego konkursowego występu i informacje o zdobytej nagrodzie. Ojciec nie wiedział, czym zajmuję się poza studiami. Cieszył się z mojego sukcesu, ale wyraźnie dał mi do zrozumienia, że jestem tam, by w terminie skończyć studia, wrócić do żony i dziecka. Czekały na mnie bardzo dorosłe obowiązki. Rozumiałem go i przyznawałem mu rację... Miałem świadomość, że nieuchronnie zbliża się koniec mojego udziału w „Spotkaniach pod Schodkami”. Po niespełna dwóch latach współtworzenia „Spotkań” wyjechałem z dyplomem, zostawiając na uczelni serdecznych kolegów i przyjaciół.

Do jesieni 1978 roku pracowaliśmy z Marysią (była kierowniczką apteki) w pięknej wsi Pietrzwałd u podnóża Dylewskiej Góry. Okolica piękna, choć niedostępna i zimą zasypana. Pacjenci przyjeżdżali do ośrodka na nartach, a ja do chorych jeździłem saniami, motocyklem i pieszo, gdy motocyklem już się jechać nie dało.

Po dwóch latach przenieśliśmy się do Lubawy. W miasteczku było wielu rzemieślników, liczne sklepy zaopatrzone były lepiej niż w sąsiednim Nowym Mieście, Iławie czy Ostródzie. Miasteczko chlubiło się gotyckim kościołem farnym z przełomu XIII-XIV wieku oraz przepięknym drewnianym kościółkiem krytym dranicą i zbudowanym bez gwoździ z XVI-XVII wieku.

Na pierwszy, po podjęciu pracy, jubileuszowy koncert zaproszony zostałem w 1978 roku. Klub „Co Nie Co” obchodził 20. urodziny. Pięć lat później klub zaprosił starych klubowiczów na 25-lecie. Było mi przyjemnie, że spotkania schodkowe żyją. Miałem prowadzić koncert, a był powód do zmartwienia, bo nie wiedziałem, kto z dinozaurów przyjedzie. Przyjechało mnóstwo. Niektórych jednak nie było, co wzbudziło żal pozostałych. Później dowiedzieliśmy się, że temu przeszkodził alkohol, innemu choroba w rodzinie, ktoś przestał się czuć kolegą-studentem, a jeszcze inny wyjechał za ocean. Stan wojenny miał się ku schyłkowi. Mimo prób zastraszania i upodlania Polaków, mimo prób pokazywania przez władzę, jacy jesteśmy od nich zależni – nastrój schodkowego koncertu nie różnił się od poprzednich. Wykonaliśmy wszystkie piosenki, kiedyś niedopuszczone przez cenzurę. Kolejne jubileuszowe spotkania w 1988 r. i 1993 r. (35-lecie klubu) pokazywały, że dinozaurów jest coraz mniej... Mimo to jubileuszowe spotkanie z okazji 40-lecia klubu w roku 1998 było chyba najbardziej spontaniczną, prawie 4-godzinną zabawą „młodych” i „starych”, zakończoną wielką butlą szampana i długimi rozmowami po koncercie. W 2003 r. zrobiliśmy takie „Schodki”, jakich jeszcze nie było. Wtedy złapałem się na tym, że był to mój szósty jubileusz i jako jedyny z kolegów byłem na wszystkich...

Na rocznicę 50-lecia klubu, jeśli dożyjemy (2008 r.), postanowiliśmy pojechać wyłącznie incognito w roli widzów. „Spotkania pod Schodkami” są najdłużej, nieprzerwanie, trwającą imprezą w studenckim życiu kulturalnym w Polsce. Mimo że są obecnie zupełnie inne niż kiedyś, jest nam miło, że „Schodki” żyją, że pomimo upływu lat, młodsi koledzy bawią się „trochę po naszemu”...

Ostatnio spotykamy się w różnych miejscowościach. W miarę mijających lat pojawia się inna motywacja spotkań. Wszyscy zaczynamy myśleć podobnie. Wszyscy byliśmy w klubie, w białostockiej akademii, miłe jest nam nasze towarzystwo i coraz mniej ważna jest rola, jaką pełniliśmy poprzednio. Mamy więc swoje spotkania „pod Schodkami” w różnych miejscach, na miarę własnych wspomnień i bieżących potrzeb.

Możesz w swym życiu brać i dawać,
Możesz kupować i sprzedawać
I wszystko możesz rzucić!
Do dni minionych, także ludzi,
Gdy się tęsknota w sercu zbudzi,
Życie nam nie da wrócić...
Mam jeszcze tyle planów
i coraz mniej dni na ich realizację...
Znów minął rok.
Krótki jak krok,
Nasz krok do nieistnienia...
Nadchodzi czas,
Gdy każdy z nas
Wejdzie w swą smugę cienia.
Poblednie blask,
Każdemu z nas
Ubędzie sił i chęci.
Zmniejszy się świat,
Lecz obraz lat
Będzie się tlił w pamięci...

KLEINA: – Panie Januszu! Chcę zacytować na zakończenie naszego spotkania, za które niezwykle dziękuję, motto pańskiej książki pt. „Transformacja”:

Fatamorgana nie może istnieć
bez realnego świata jak
szczęście bez nieszczęścia...
A fatamorgana szczęścia?

ANDRZEJ KLEINA




Janusz Olszewski to ten facet pośrodku – w głębi. Szpakowaty, z brodą. Zdjęcie pochodzi z saloniku literackiego w Łomży (2003 r.).


  2005-05-04  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129457983


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.