Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie, felietony
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Makowo. Wstyd przed turystami
Plaża dla pijących czy pływających?
Brakuje rodzin zastępczych
Skarga na jakość owoców dla dzieci
Policjant trafi przed sąd za wypadek po pijanemu
Dlaczego w szpitalu jest tak dobrze skoro jest tak „trudno”?
Obiecany przejazd DK16. Mrzonki a głupiemu radość
Co ma Lubawa do powiatu Iława?
Mobilizacja na obwodnicę miasta
Łatwe parkowanie koło amfiteatru
Dla pedofilów litości nie będzie
Przed sądem burmistrz milczy
Ratusz się sypie, ale musi poczekać
Auto policjanta. Atmosfera gęstnieje
Kasjerka została bez pracy
Marek Kałuża: „Mam w sobie tęsknotę za pięknem”
Nie miał prawka, więc uciekł
Niedziela bez handlu. Spacer zamiast marketu
Parking tylko dla urzędnika?
KODEKS WYBORCZY. Nowelizacja
Więcej...

CZYTAJ

2003-05-10

QUO VADIS, POLSKO?


PIOTR TYMOCHOWICZ: Przystanek Iława

Tu zobaczycie, jacy jesteście,
jacy chcielibyście być,
i jacy nigdy nie będziecie
”.

William Szekspir

Jeśli zostaniemy oszukani przez pracownika małego lub wielkiego koncernu, tracimy często zaufanie i szacunek dla całej firmy – niezależnie od tego, ilu uczciwych ów lub owa zatrudnia. Partię polityczną może skutecznie skompromitować jeden tylko polityk – szczególnie, gdy jest jej liderem.

A całe państwo? Jeśli liderzy danego państwa tracą dobry wizerunek za granicą sukcesywnie przez kolejne tygodnie, miesiące?

STRATEGICZNA CIENIZNA

Aby skutecznie wykreować nowego, mało znanego dotąd polityka, na lidera partii, czy też na liczącą się osobę opiniotwórczą, potrzeba wielu miesięcy, czasem lat intensywnej pracy, zastosowania wielu, często bardzo spektakularnych socjotechnik wywierania wpływu. Bardzo niewielu polityków posiada wrodzony repertuar zachowań zgodny ze wzorcem zachowań powszechnie akceptowanych. Podobnie tzw. urodzonych, czyli prawdziwych, charyzmatyków mieliśmy w historii zaledwie ułamek promila całej populacji. Jeszcze trudniej jest korzystny wizerunek utrzymać przez dłuższy czas, a już szczególnie wówczas, gdy jest się bardzo aktywnym politykiem.

Niestety nieporównanie trudniejszym zadaniem jest i wdrożenie, i zbudowanie przekonującej strategii promocji całego państwa, wykreowanie w efekcie korzystnego i trwałego wizerunku kraju. Na taki cel przeróżne agendy rządowe i pozarządowe przeznaczają setki milionów dolarów w skali roku.

Dla przykładu podam agencje, które w ciągu ostatnich lat za sumę 280 mln dolarów miały zbudować skuteczne strategie public relations dla banków szwajcarskich (po słynnej aferze zawłaszczania mienia ofiar holocaustu). Efekt osiągnęły znakomity, ponieważ żadna tzw. poważna prasa tematu nie podejmuje – nagle temat ów zniknął ze wszelkich agencji informacyjnych, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

W Polsce mieliśmy wiele przykładów bardzo mizernych i nieudanych w efekcie prób budowania strategii tzw. marketingu narodowego. Wiele pieniędzy przeznaczyliśmy na budowanie nowego wizerunku turystycznego z udziałem gwiazd Hollywood.

Problem polega jednak na tym, iż wizerunku kraju nie buduje się tak, jak byle pensjonatu nad jeziorem za pomocą kolorowych folderów z udziałem powabnej Sharon Stone, ale projektuje się jako zadanie kompleksowe w bardzo wielu dziedzinach aktywności. Projektuje się, dodajmy, wszędzie w cywilizowanym świecie, ale nie w Polsce.

Promocja turystyczna powinna współgrać z ożywieniem gospodarczym, albo z przynajmniej sygnałami medialnymi o takim ożywieniu, już o takich detalach jak budowanie autostrad nie wspomnę.

OTO JEST POLSKIE PIEKIEŁKO

Politycy zachodni, a nawet rosyjski prezydent Władimir Putin, składając przyjacielską wizytę w obcym kraju, są na ogół tylko reprezentantami wielkich korporacji biznesowych – i nie ma w tym nic złego, bo tak właśnie powinno być. To oni, wielcy, niczym szare eminencje, tworzą prawdziwą politykę gospodarczą – w ciszy, poza światłem jupiterów, na osobnych spotkaniach w interesach. Decydują o wszystkim, dosłownie. Rzadko kiedy wizyta głowy państwa nie powoduje więc podpisania wielu ważnych kontraktów.

W przypadku polskich polityków, oprócz sztucznych uśmiechów i na ogół nieprofesjonalnych uścisków dłoni – nic, dosłownie nic się nie dzieje.

Wielokrotnie pytałem się polityków polskich, dlaczego nie zabiegają o liczne towarzystwo polskich biznesmenów, dlaczego państwowe wizyty są tak źle, tak sztywno przygotowane. Powody można podać dwa. Po pierwsze: fatalna organizacja tego rodzaju wizyt. Po drugie: biznes-fobia polskich polityków, czy raczej miedia-fobia wobec takiego towarzystwa.

Czasem istotnie trudno się temu dziwić. Premier Leszek Miller pojawił się kilkakrotnie w towarzystwie Aleksandra Guzowatego i natychmiast pojawiła się afera pożyczki mieszkaniowej. Prezydent Aleksander Kwaśniewski zabawił u Jana Kulczyka i już mamy gotowe domniemania na temat korupcji związanej z tzw. gwarancjami rządowymi i lawiną miliardowych kredytów na autostrady, tudzież inne przedsięwzięcia. Wychodzi więc na to, że ci najwięksi magowie biznesu powinni jak diabeł święconej wody wystrzegać się jakichkolwiek form współpracy z oficjalnymi agendami rządowymi, ponieważ zawsze im będzie grozić casus Romana Kluski (Optimus).

Tymczasem zamiast pękać z bezinteresownej zawiści, powinniśmy naszych rodzimych biznesmenów hołubić i nosić na rękach, bo to oni dają zatrudnienie i zabezpieczenie bytu setkom tysięcy polskich rodzin, a pośrednio ożywiają gospodarkę.

Taka mała Finlandia zdobyła wizerunek i status prężnego tygrysa Europy dzięki perfekcyjnie zaplanowanej promocji całego kraju w dziedzinie wysokich technologii. Przykład: każdy przedszkolak w Polsce wie, co to jest Nokia.

My tygrysa mamy tylko jednego – w postaci drapieżcy podatkowego Grzegorza Kołodki. Całe z nim nieszczęście polega tylko na jednym: nie znalazł się jeszcze odważny, by zamknąć go w dobrze strzeżonej klatce.

MY, POLACY, KOCHAĆ WIELKI BRAT

Obserwując promocję Unii Europejskiej w Polsce, od samego początku, gdy w meandry piwnic zamkowych wprowadzał nas specjalista od historycznego archiwum X – Bogusław Wołoszański, a potem dwoje wystraszonych młodych dyletantów (o których można powiedzieć wszystko z wyjątkiem tego, że nadawali się do prowadzenia wysokobudżetowego programu telewizyjnego), zastanawiam się, czy cechuje nas rzeczywiście najwyższy w Europie stopień ignorancji i pospolitego nieuctwa, czy też pazerność na fundusze europejskie skutecznie spycha w cień wszelkich specjalistów, nobilitując zwykłych partaczy, byleby dali coś zarobić słynnym polskim lobbystom.

Jakikolwiek system promowania Unii Europejskiej powinien być zawsze dwustronny. Równocześnie z wygłaszanymi hymnami na cześć Unii, powinniśmy dysponować skuteczną strategią promowania Polski w Europie. Podkreślmy w Europie właśnie, a nie w Afryce, nie w Australii, nie na Antarktyce czy w USA. A dzieje się inaczej.

Polskie umiejętności podlizywania się nowemu Wielkiemu Bratu zza oceanu osiągnęły stan kulminacyjny. Można zapytać, czy rzeczywiście zakup amerykańskich samolotów bojowych F16 to najbardziej intratny interes dla kandydata do Unii Europejskiej. Chcemy grać w europejskiej drużynie, a jednocześnie solówkę z innymi – wbrew europejskiej drużyny interesom? Przepraszam, toż to zwykła konfidencja!

POLAK PODOBNO MIŁUJE WOLNOŚĆ

Wielkie i, dodajmy, bezwarunkowe poparcie dla działań wojennych USA stawia nasz wizerunek na równi z pariasem Stanów i ich globalnych interesów – i z całą pewnością nie buduje nam dobrego wizerunku u naszych sąsiadów europejskich.

Podobieństwo do sytuacji z roku 1968, kiedy równie ochoczo wystąpiliśmy przed szereg i byliśmy równie bezwarunkowo zgodni ze starym Wielkim Bratem (rosyjskim), jest dość uderzające i przygnębiające zarazem. Hmm... Czy my kiedykolwiek Czechów i Słowaków byliśmy uprzejmi przeprosić za skierowane w nich lufy czołgów? Nie przypominam sobie. Tym razem, dziś, może nie będzie już kogo przepraszać.

Mimo, iż mam wielu klientów wśród polityków i może ich stracę, nie zawaham się wprost napisać, iż tak prowadzona polityka zagraniczna utrwala nam w Europie wizerunek karłowatego kundelka amerykańskiego. Jest mi za was, drodzy klienci, zwyczajnie wstyd.

Macie prawo nie znać zasad podawania dłoni, nie znać języka ciała, nie znać zasad sztuki retoryki i erystyki, ale nie macie prawa niszczyć i tak mocno nadwerężonego wizerunku Polski i Polaków.

NIE JESTEŚMY BEZPIECZNI

Całe życie nauczałem ludzi różnych technik negocjacyjnych i mediacyjnych, różnych sposobów rozwiązywania konfliktów. Uważam za swój obowiązek zaprotestować przeciwko haniebnym dla człowieka XXI wieku, barbarzyńskim metodom fizycznego unicestwiania ludzi innych kultur i religii.

Nie oszukujmy się! Masowa propaganda wojenna zakłada dość dużą ograniczoność umysłu przeciętnego człowieka i dlatego nie ma w niej nic o ropie, o perspektywach zarobku na odbudowie Iraku, o nieuniknionych ofiarach cywilnych. Ciekawe czy PKN Orlen już zaplanował tam swój udział?

Tymczasem nie tylko o Irak tu chodzi. Bo czy rzeczywiście jakieś małe, młode arabskie państewko jest w stanie zagrozić wszechpotędze Ameryki? Bujda.

Wojna w Iraku jest istotnie bardzo groźna nie tylko z powodu niezliczonych ofiar cywilnych (dla nas będą to tylko suche, bezimienne dane statystyczne), ale głównie dlatego, że grozi nieprzewidywalną eskalacją na wojny kulturowe i religijne poza regionem. Dlatego nie powinniśmy czuć się bezpiecznie. Pamiętajmy, że żyjemy w centrum geograficznym Europy i świat zakodował nas jako głównego wasala amerykańskiego.

NA KOGO WYPADNIE, NA TEGO BĘC!

Kto zatem zagraża Ameryce? Europa oczywiście, prężna gospodarczo, spójna politycznie. Ale Stany Zjednoczone Ameryki już osiągnęły jeden cel destruktywny: poróżniły Europę – i tak będącą w wielkim kryzysie.

Na pierwszy rzut oka niby wszystko jest w porządku. W końcu istnieje parlament europejski, hymn, zniesione są granice, nastąpiła unifikacja waluty i narzucono w miarę spójne zasady współistnienia wielu państw, ale niewiele więcej.

Parlament europejski jako taki nie ma wspólnej reprezentacji. Do dziś nie ma ani jednej partii prawdziwie europejskiej. Wojskami pilnującymi porządku, są wojska NATO. Europa nie jest monolitem ani tym bardziej supermocarstwem, a tylko jako takie mogłaby zagrozić interesom Stanów.

Polska może być na tym tle istnym koniem trojańskim.

A wszystko to...”, bo Polacy kochają Amerykanów miłością bezgraniczną i, dodajmy, nieodwzajemnioną! A jednocześnie przymilają się do zjednoczonej Europy. I tu jest pytanie zasadnicze: z kim podpiszą kontrakt małżeński?

Tylko czy do tego uroczystego ślubu Polska jeszcze dożyje?

PIOTR TYMOCHOWICZ

  2003-05-10  

Z komentarzami zapraszamy na forum
Wróć   Góra strony
117173221


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie, felietony | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2018 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.