Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie, felietony
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Piękna i silna laska z Iławy
Leczenie metodą na milczenie
Radny z wyrokiem. Nic się nie stało?
Sędzia oskarży sędziów. Niewdzięczna fucha
Makowo. Wstyd przed turystami
Plaża dla pijących czy pływających?
Brakuje rodzin zastępczych
Skarga na jakość owoców dla dzieci
Policjant trafi przed sąd za wypadek po pijanemu
Dlaczego w szpitalu jest tak dobrze skoro jest tak „trudno”?
Obiecany przejazd DK16. Mrzonki a głupiemu radość
Co ma Lubawa do powiatu Iława?
Mobilizacja na obwodnicę miasta
Łatwe parkowanie koło amfiteatru
Dla pedofilów litości nie będzie
Przed sądem burmistrz milczy
Ratusz się sypie, ale musi poczekać
Auto policjanta. Atmosfera gęstnieje
Kasjerka została bez pracy
Marek Kałuża: „Mam w sobie tęsknotę za pięknem”
Więcej...

CZYTAJ

2004-03-24

Iława w fazie koszmaru


JANUSZ OSTROWSKI:
Czy rządzi nami zorganizowana grupa przestępcza?

Pytanie nie jest bynajmniej prowokacją lub stylistyczną figurą stworzoną na potrzeby prasowej publikacji. Wyrasta z przekonania, za którym stoi zaniepokojenie stanem spraw. Wyrasta ze zdziwienia i zakłopotania, że fakty oczywiste przesłania coraz gęstsza chmura środowiskowej (partyjnej) lojalności.

Granica przesuwa się w nieskończoność, a nadużycie procedur prawnych jest pretekstem bezkarności i zwykłej bezczelności. Już nie wystarcza wyrok sądowy, medialna publikacja, czy jednoznaczne stanowisko opinii publicznej, albo nawet proste pokazanie palcem. Iława jest tego dobitnym przykładem. Hamulce osób publicznych zostały zwolnione. Poczucie wstydu stało się rzadkie jak woda na Marsie. I zdaje się brniemy w to dalej…

Dajmy na to w Opolu, już cała władza siedzi: od prezydenta miasta przez wojewodę, przewodniczącego rady, naczelnika wydziału przetargów. I będą inni. Wszyscy byli członkami SLD. Nie jest to przypadek odosobniony.

Z reguły naszą uwagę koncentrujemy na aferach dużego kalibru – tych telewizyjnych, z najwyższych półek. Dramat rozgrywa się również tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Po bulimii wyborczych obietnic w niespełna 2 lata po wygranych wyborach, Sojusz dotknęła szczególna anoreksja. Sprawa już nawet nie w gruszkach na wierzbie. Poza mizerotą rządzenia i skutecznym psuciem demokracji niewiele pozostało.

I niech nie łudzą się chętnie deklarujący dziś swoje poparcie dla Platformy, bo po baronach przyjdą lordowie. Tylko czekać książąt i królewiąt, tylko czekać kiedy staniemy się monarchią (dziedziczny prezydent przecież nam grozi). A że to będzie jakiś Zair, Kongo, Bangladesz?

Zadajemy sobie pytanie: w jakim my żyjemy kraju? Już nie społeczeństwo decyduje, ale coraz mniej z sobą związane korporacje: sędziów, lekarzy, polityków, górników, kolejarzy czy biznesmenów rożnej maści. Każdy wygrywa swoje przeciw innym. Płacimy za nie leczenie, za nie sądzenie, za nie węgiel, za nie rządzenie, za jeżdżące po Polsce puste wagony. Białe kołnierzyki i kij bejzbolowy.

Elementy tej mozaiki zaczynają do siebie pasować. Znów po jednej stronie ONI, ale czy jeszcze MY? Nie ma przecież oczekiwanej dezaprobaty wobec draństwa, prywaty, działań na szkodę państwa… Oj przyzwalamy, wspieramy i utrzymujemy ten układ.

Państwo systemowego bezprawia. Już tu obok nas. Nie widzimy nic zdrożnego w fakcie, że pijanego wójta lub radnego zatrzymuje policja. Wyborcy komentują: „Swój chłop”. Nie budzi w nas sprzeciwu proboszcz-alkoholik, któremu – tak, tak! – za parafialne pieniądze zbierane z tacy przywożą na plebanię panienki z agencji towarzyskiej. Prokuratorzy czy sędziowie spędzający czas z kryminalistami i lokalnymi mafiosami. Starachowice lub Opole to nie odosobnione przypadki. Może czas byłoby sporządzić listę? Tak na wszelki wypadek. Pamięć wyborców bywa ulotna, fizjonomię zaciera ząb czasu.

Kiedyś sporządzano spisy szlachty, więc może dziś warto pokusić się o spis klasy politycznej – skąd, co zdziałał dla siebie i swoich bliskich, przyjaciół, partyjnych towarzyszy. Może wprowadzić jakąś w tym względzie kadencyjność: według województw, alfabetu, sytuacji życiowej czy czegoś tam jeszcze. Nadmiar ekspresji, frustracja? Ależ to są przecież fakty, nagie i bezsporne.

„Jestem niewinny” oznacza dziś ratowanie skóry za wszelką cenę.

Uruchomienie znajomości, odświeżenie kontaktów, szantaż, zastraszenie. Może się uda dopełznąć do końca kadencji. A że kosztem autorytetu demokratycznych urządzeń? Jakie to ma znaczenie... Może dziś odpadnę, ale przyjdzie jeszcze mój czas, jeszcze mnie sobie przypomnicie.

Nie ma tu moralnych rozterek, myślenia w kategoriach dobra publicznego, interesu wspólnego, kompetencji i odpowiedzialności. Przejęcia się losem innych. W państwie korporacyjnym nie ma solidaryzmu społecznego. Są tylko interesy korporacji. Tej III RP nie przyniosły nam krasnoludki, UFO, czy inni bliżej niezidentyfikowani działacze, kosmici lub czarodzieje. Im więcej wiemy, tym mniej wiemy. Tym bardziej paraliżuje nas niemożność, tym głębiej uciekamy w siebie. To są symptomy poważnej choroby, której na imię „wycofanie” i nazwisko „obojętność”.

Już nawet osobista sytuacja życiowa, traumatyczne doświadczenia, lęki i frustracje zmiany ustrojowej, nic tu do rzeczy nie mają. Nasza III RP nie dała szans budowy nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego i państwa. Systemy i struktury są jak zmora – ich nie widać. Ograniczają i są ograniczeniem. Tym bardziej, im mniej rozpoznamy reguły w myśl, których funkcjonują. Warto spojrzeć za kulisy zjawisk. Grupować, zestawiać fakty nie mające ze sobą – na pierwszy rzut oka – wiele wspólnego, by w końcu zobaczyć do czego lub kogo odsyłają. Kto trzyma władzę i przeciw komu. Bolesna to wycieczka, ale trud się opłaca.

Powodowani prawdą, dobrem, sprawiedliwością czy czymś tam jeszcze stajemy się niezdolni do widzenia rzeczy takimi, jakie są. A te nie dzieją się w odosobnieniu. Kryzys iławski wpisuje się w logikę wydarzeń. Jest namacalnym dowodem, że świat jest bliżej niż się nam wydaje: nadużycia władzy, znikające ulice, wychodzące pieniądze, szantaż, wykorzystywanie podległości służbowej, kolesiowstwo, niekompetencja – to nie wypadki przy pracy. To sposób w jaki rozumie się sprawowanie urzędu.

Wyrok sądowy dla osoby publicznej pozostaje – o zgrozo! – nadal jej „prywatną sprawą” (jak gdyby magistrat miałby być prywatną firmą, np. „Młocarnia Sp. z o.o.”). Procedura okazuje się mocniejsza od racji. Te ostatnie bowiem, koniec końców, okazują się przekonaniami, które podzielamy lub nie. Opinia nie skutkuje samoodejściem skazanego. Oznacza to tylko, że mechanizm publiczny nie działa. I zadziałać nie może. To nie automat.

Podobnie rzecz ma się w przypadku chyba nieco na siłę odtrąbionego w świat oświadczenia radnych, wzywającego do rezygnacji i zakończenia upadku prestiżu miasta. Jest to oczywiście ważne, bo elementarne zachowanie, choć bardzo spóźnione (dopiero po wyroku?!). Takie pod publiczkę wezwanie do „złożenia broni” bez natychmiastowej konsekwencji w kolejnych krokach pozostanie tylko pustym gestem, który – zamiast problem rozwiązać – otwiera pole (ba, całą przestrzeń!) dalszego jałowego trwania winowajcy oraz krasomówczej dyskusji wokół niego. Zadziwiające, bo czyżby po władzę nikt nie chciał sięgnąć? Czyżby w Iławie nie było już przyzwoitych i energicznych ludzi? A może ta szczególna niemoc jest przyzwoleniem?

Samorząd w Iławie, jako żywo, coraz bardziej przypomina garbatego przy ścianie – między burmistrzem a radnymi jest coraz mniej punktów wspólnych. Choć od początku było źle, to w miarę upływu czasu jest już tylko gorzej.

Wydawało się, przynajmniej przez chwilę, że wyrok Sądu Rejonowego w Iławie ostatecznie strony od siebie uwolni. Jednak na razie wcale się na to nie zanosi. Jest za to po obu stronach barykady nerwowa atmosfera i paraliż demokratycznej instytucji. Jest też zdanie opinii publicznej: „Żrą się o władzę, a nas mają w du…e”.

Na własne życzenie urządziliśmy sobie życie na podobieństwo trzeciorzędnego filmu akcji, którego bohaterowie rozpychają się łokciami albo – używając innych narzędzi – pragną jedynie zdobyć władzę i pieniądze. Nie szukamy jednak autora scenariusza, choć znamy reżysera. Zadawalamy się grą, coraz bardziej kiepską grą. Czas nazywać rzeczy po imieniu.

Sądowej procedurze odwołania się od wyroku przeciwstawić procedurę, którą bez trudu radni Iławy mogą uruchomić – referendum w sprawie odwołania burmistrza? Demokratyczną instytucję stosowaną wówczas, kiedy inne środki nacisku okazują się niewystarczające.

Trudne to zadanie w czasach wszechobecnego zniechęcenia wyborców życiem publicznym, choć dużo bardziej realistycznie niż apel radnych „burmistrzu odejdź, bo jesteś skazany”. Zadanie, w które wpisane jest ryzyko przegranej, bo szłoby o powszechną mobilizację opinii publicznej do udziału w samym referendum. Nie chodzi wszak tylko o przesądzenie „za” odwołaniem czy „przeciw”, bo o to można być spokojnym. Walka przede wszystkim poszłaby o frekwencję przy urnach – na 25 tys. uprawnionych do głosowania 30-procentowy próg minimalny to 7 tys. ludzi. Czy w Iławie jest tylu OBYWATELI? Zapewne tak. Ale czy już „odchorowali” poprzednie głosowanie?

Po drugie. Czy racje, które są słusznymi przekonaniami radnych, staną się przekonujące dla wyborców? Czy jest czas na spokojną i wyważoną debatę publiczną? Czy stać nas na rzeczową argumentację? Na otwarcie pola racjonalnego wyboru? Wyboru, który – w moim przekonaniu – nie może polegać na uproszczonym zestawieniu: populizm kontra charyzma. Obie drogi są równie niebezpieczne.

Ubolewam, że wyborca wciąż nie jest stroną, równoprawnym partnerem. Wyborca okazuje się być władzy pozbawionym, bo oto przez niego ostatnio wybrana nie rządzi, a ta w przyszłości okazuje się równie niepewna.

Jeśli Iława zasługuje na coś więcej niż kryzys i trwanie w tym kształcie do końca kadencji, publiczność miasta musi dokonać ponownego wyboru. To taki program minimum, taki warunek brzegowy.

Są w iławskiej społeczności środowiska mogące z powodzeniem wskazać osoby publicznego zaufania. Są postacie, którym te miasto – Iława! – bardzo wiele zawdzięcza. I jeśli jeszcze nie myślą o powrocie do czynnego życia publicznego, to niech przynajmniej przemówią. Niech kapitał, którym dysponują – kapitał społecznego zaufania – będzie dostateczną gwarancją, że sprawy potoczą się we właściwym kierunku.

Iława jest wartością, o którą trzeba zabiegać. Jest dobrem wspólnym. Wrażliwa na przejawy prywaty, niekompetencji, nepotyzmu, kolesiostwa czy zwykłego ludzkiego egoizmu.

To, co się wydarzyło, jest i pozostanie przestrogą oraz wyraźnym sygnałem, że lokalnej społeczności nie można traktować wyłącznie w kategoriach bezmyślnego stada pędzonego do wyborczej urny, by wybrać czarodzieja. Cuda się nie zdarzają, a zaniechanie i pewność siebie to niebezpieczni doradcy.

Wyjściem z impasu nie są oświadczenia. Nie okopywanie się pośród swoich. Nie wzajemne napaści i połajanki.

Zza odgłosów toczonej batalii wyłania się przyszłość Iławy. Przyszłość oby nie tak optymistyczna jak ostatnie chwile desperata stojącego na balustradzie tarasu widokowego miejskiego ratusza – stamtąd widoki są wcale niezłe, ale perspektywa koszmarna.

JANUSZ OSTROWSKI

  2004-03-24  

Komentowanie zostało wyłączone
(tymczasowo)
Wróć   Góra strony
117747810


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie, felietony | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2018 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.