Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Obwodnica Nowego Miasta. Będzie poślizg
Burmistrz bezradny na hałas z „Leśnej”
Trzy lata temu obiecaliśmy, dziś wręczamy świadectwa
Albo tunel pod torami, albo stanie i czekanie
Kwaśniewski do Kopaczewskiego. Replika o blokadzie USC
Szpital. Nie działa poradnia medycyny paliatywnej
Wodne problemy z hydrantami
Kładka między Małym a Dużym Jeziorakiem zamknięta od 5 lat
Burmistrz zablokował w USC bezpłatne klepsydry
Problemy z dostępem do obiektów sportowych
Czy Iława jest gotowa do sezonu letniego?
Susz. Nowy dyrektor ośrodka kultury
Raport przedwakacyjny. Co Iława oferuje na sezon?
Mikołaj Grzywacz o pierwszych krokach w muzycznej branży
Iława. Zwolnienia podatkowe 2019
Szerszeń monstrum. Kolejna niespodzianka z Azji
Większy skład komisji rewizyjnej. Demokracja czy polityka?
Pokolenie wojny kontra powiat i „służba zdrowia”
Pokonała wirusa i urodziła zdrowe dziecko!
Epidemia. Czy młodzież korzysta z telefonu zaufania?
Więcej...

CZYTAJ

2011-09-21

Historia chóru „Camerata” Iława


Aż trudno uwierzyć, że iławski chór „Camerata” ma już 25 lat. Wielu mieszkańców wspomina, że chór towarzyszył wszystkim poważniejszym wydarzeniom w mieście. O tym, jak rodziła się śpiewacza machina i z jakim rozpędem podbiła słuchaczy w rodzinnym mieście i w na świecie opowiadają jego twórcy, dyrygentki i sami chórzyści.


Był wrzesień 1986 roku. Trzech muzyków: Jan Kiersnowski, Waldemar Okołowski oraz Hipolit Szalkiewicz wpadło na pomysł założenia chóru.

– Śpiewałem w chórze na uczelni, więc gdy tuż po studiach sprowadziłem się do Iławy, brakowało mi tego – wspomina Kiersnowski. – Dlatego postanowiliśmy zebrać nauczycieli szkoły muzycznej i wspólnie śpiewać.

Później do chóru dołączali też uczniowie i absolwenci iławskiej szkoły muzycznej. Z czasem na próby zaczęli przychodzić ich znajomi, rodzina, przyjaciele. I ci, co do śpiewu dryg mieli, szybko dali się wciągnąć w tę „śpiewaczą” machinę.

– Czy trudno było ich namówić? Chyba nie, bo jak ktoś coś kocha, to namawiać do tego nie trzeba – twierdzi Szalkiewicz.


JESTEM PEŁEN PODZIWU

Próby odbywały się w szkole muzycznej. Z tej racji chór pod swoje skrzydła wziął Szalkiewicz, pełniący wówczas obowiązki dyrektora tej szkoły.

– Moja rola była typowo organizacyjna, nie czuję się specjalnie zasłużony – mówi Szalkiewicz. – Chciałem, by to był profesjonalny chór, a w tym ogromna zasługa była najpierw Alicji Szymańskiej, a następnie Honoraty Cybuli. To one chór „wychowały”.

Jego zdaniem, największą trudnością było zebranie odpowiednich osób oraz wkładana od początku praca w zespół.

– Repertuar od początku nie był łatwy – dodaje Szalkiewicz. – Tym bardziej, że później dołączały osoby, które nie miały wykształcenia muzycznego, a trzeba było często nauczyć ich czytania nut i wyjaśnić, o co w tym śpiewaniu chóralnym chodzi. Naprawdę bardzo podziwiam obie dyrygentki za ten wysiłek.

Jak mówi Szalkiewicz, chóralne życie to ciężka praca. Co najmniej dwie godziny dwa razy w tygodniu trzeba uczestniczyć w próbach, do tego dochodzą występy i wyjazdy.

– Podziwiam też moje koleżanki i kolegów z chóru, którzy z takim zaangażowaniem działają w zespole – mówi. – Też kilkanaście lat w chórze śpiewałem, nadal z przyjemnością przychodzę posłuchać ich na koncertach. Jestem zafascynowany poziomem wykonań. Wiem, ile trzeba włożyć pracy, aby każdy z tych utworów doprowadzić do takiego brzmienia.


PIERWSZA „OPIEKUNKA”

Początki chóru pamięta także jego pierwsza „opiekunka” Alicja Szymańska.

– Pod koniec wakacji 1986 roku ówczesny dyrektor zaproponował mi dyrygowanie chórem – wspomina. – Pomysł wspólnego muzykowania bardzo mi się spodobał. Pierwsza próba odbyła się 27 września w sali numer 1. Przyszło na nią kilka osób.

Pierwsza dyrygentka podkreśla, że dużego wsparcia wówczas udzielali chórowi Danuta Nawrot – ówczesna nauczycielka wf-u, pełniąca też funkcję szefowej Związku Nauczycielstwa Polskiego w Iławie i Edward Bojko – wtedy inspektor oświaty. To dzięki wsparciu ZNP uszyto pierwsze stroje dla chóru, sponsorowano pierwsze wyjazdy.

W kronice chóru czytamy: „Po raz pierwszy chór Camerata zaśpiewał 26.10.1986 r. dla Polskiego Związku Emerytów i Rencistów w Miejskim Domu Kultury w Iławie. Pierwszy „samodzielny” koncert chóru odbył się 14 października 1987 r. z okazji Dnia Edukacji Narodowej w Urzędzie Miasta w Iławie.”

Pierwszy występ poza Iławą miał miejsce w Poznaniu w 1988 roku.

– To było na Przeglądzie Chórów Nauczycielskich – mówi Szymańska. – Potem wiele emocji przyniósł wspólny występ z innymi chórami podczas wizyty papieża Jana Pawła II w Olsztynie. W 1992 roku po raz pierwszy wyjechaliśmy za granicę – do Szwecji. Rok później udaliśmy się w podróż do Włoch – między innymi przygotowaliśmy oprawę muzyczną do mszy koncelebrowanej przez papieża w Castel Gandolfo.

To był jej ostatni wyjazd z chórem. Po siedmiu latach od powstania zespołu opiekę nad nim objęła Honorata Cybula.

– Przez pierwsze dwa lata tęskniłam za chórem, nawet czasami spać nie mogłam, bo przeżyłam emocjonalnie to rozstanie, na które złożyło się wiele czynników – wspomina. – Do tej pory, gdy tylko mi się uda, chodzę na koncerty i z przyjemnością słucham chóru.


DYRYGENT TO DYKTATOR

Obecna dyrygentka do chóru dołączyła po muzycznych studiach, a także 10-letniej pracy z chórami poznańskimi w Poznaniu. Pierwszy raz usłyszała Cameratę w styczniu 1991 roku podczas koncertu kolęd w „czerwonym” kościele. Dla niej było naturalne, że nawiąże współpracę z zespołem.

Na początku w Cameracie nie tylko śpiewała, ale prowadziła także zajęcia z emisji głosu.

– Przyszłam do chóru, gdy ten obchodził 5-lecie istnienia – wspomina Cybula. – Byłam chórzystką, co pozwoliło mi poznać zespół „od środka”. Jestem z wykształcenia chórmistrzem, więc po odejściu Alicji zostałam dyrygentem chóru.

Uważa, że w muzyce nie ma miejsca na demokrację.

– Muzyka wymaga dyscypliny muzycznej i organizacyjnej, więc dyrygent musi być i artystą, i „dyktatorem” – podkreśla. – Członkowie chóru, którzy deklarują swój udział w pracy zespołu, są bardzo zdyscyplinowani i zaangażowani we wspólne działanie. To pozwala nam osiągać zamierzone cele.

O umiejętnościach wokalnych chórzystów mówi:

– Aby śpiewać w chórze, trzeba mieć określone predyspozycje wokalne i słuch muzyczny – przekonuje. – Śpiewu trzeba się nauczyć. Ważne jest, by ćwiczyć systematycznie i wyznaczać sobie nowe zadania wokalne.

Jak ocenia poziom chóru? Trudno jej patrzeć na to z boku i porównywać poziom obecny i ten sprzed lat. Uważa, że chór ma możliwości, by sięgać po coraz trudniejszy i ciekawszy repertuar.

Jak mówi, chór to ludzie o różnych profesjach, wieku (chórzyści mają od 16 do 65 lat), przekonaniach politycznych, wyznaniach oraz gustach muzycznych.

– Nam ta różnorodność nie przeszkadza, a wręcz jest inspirująca. Chór to grupa, którą łączy coś od środka – podkreśla. – Umiemy razem nie tylko śpiewać, ale też bawić się i płakać.

Zaznacza, że w chórze bardzo znaczącą rolę odgrywa Michał Wróblewski, aranżer, akompaniator, a także chórzysta.

– Chóru w takiej formie, jaką mamy obecnie, nie byłoby bez niego – twierdzi. – To rewelacyjny muzyk. Jego talent i zaangażowanie mają bardzo istotny wpływ na artystyczny kształt zespołu. Tworzymy z Michałem jakby naczynia połączone, jest dla mnie cennym doradcą i inspiratorem w kwestiach artystycznych.


DZIELIMY SIĘ KULTURĄ

Trudno jej powiedzieć, który moment, koncert był dla chóru najcenniejszym doświadczeniem.

– Każdy z chórzystów pamięta wewnętrznie i zapamiętuje inne wydarzenia i koncerty – zauważa. – Dla mnie najbardziej doniosły był koncert kolęd w filharmonii w niemieckiej Kolonii w 1997 roku. Śpiewaliśmy w przepięknej sali, przed niesamowitą dwutysięczną publicznością, którą nasze polskie kolędy autentycznie wzruszały.

Czy ma marzenia, jeśli chodzi o występy w szczególnych miejscach czy przed specjalną publicznością?

– Moje marzenia bardzo często przemieniają się w realne koncerty. Jeśli tylko pozwalają nam możliwości czasowe i finansowe, to wyjeżdżamy i dzielimy się swoimi umiejętnościami z szeroką publicznością – twierdzi Cybula. – Z tych wyjazdów czerpiemy nowe inspiracje artystyczne. Spotykamy zawsze wspaniałych ludzi, dla których w tym skomercjalizowanym świecie najważniejsze jest „być”, a nie „mieć”. Przy okazji dużo zwiedzamy, poznajemy nowe kultury. Teraz cicho marzę o kulturze pozaeuropejskiej.

Jedną z ciekawszych tradycji podczas zwiedzania kościołów, pałaców, ratuszów czy sal jest spontaniczny rytuał.

– Po prostu stajemy i wykonujemy wybrany utwór – mówi. – Dzielimy się muzyką z przypadkowymi słuchaczami, najczęściej bardzo sympatycznymi i zaangażowanymi w słuchanie. Śpiewem także dziękujemy, witamy się lub żegnamy.

Często biorą udział w przeglądach i konkursach. Na swoim koncie mają sukcesy.

– Nagrody i wyróżnienia zawsze dodają nam dobrej energii i siły do dalszej pracy – mówi pytana o najcenniejsze trofeum. – Najbardziej cenimy sobie nagrody z prestiżowych festiwali czy przeglądów – jak w Legnicy, Rumi, Warszawie. Bardzo cenne, bo już na początku naszego śpiewania, było III miejsce w walijskim Llangollen na Międzynarodowym Festiwalu Pieśni i Tańca. Ale nie jesteśmy łowcami nagród. Z reguły nie bierzemy powtórnie udziału w tym samym konkursie.


„SREBRNI” CHÓRZYŚCI

Jest w chórze kilka osób, które działają od samego początku. Oprócz Jana Kiersnowskiego, jednego z założycieli, od 25 lat śpiewają też Henryk Witkowski i Adam Janowski.

– Do chóru trafiłem dzięki niewielkiej zachęcie „Jurka” (Hipolita Szalkiewcza – red.) – wspomina Witkowski. – Byłem wówczas nauczycielem w szkole muzycznej.

– Mnie do chóru wciągnął mój kolega jeszcze z czasów nauki w „budowlance” – Waldek Okołowski – mówi z kolei Janowski. – Wiedział, że kiedyś grałem w naszej orkiestrze dętej i zapytał, czy nie byłbym zainteresowany śpiewaniem.

Mimo wsparcia ZNP, pamiętają, że wówczas się nie przelewało i nieraz zdarzało się jechać na występ w pożyczonym garniturze.

Chór miał i ma nadal wpływ na ich codzienne życie.

– Musimy mieć bardzo wyrozumiałe żony – twierdzi Janowski. – Czasami próby i wyjazdy zmuszały nas do pozostawienia ich z dziećmi i całym gospodarstwem domowym na głowie.

Kiersnowski z kolei w domu zawsze podawał argument, że chór jest mu niezbędny do pracy (był nauczycielem muzyki). Dzięki niemu mógł się rozwijać.

– Zdarzało się, iż na jakiś czas sprawy rodzinne powodowały, że się wyłączaliśmy z życia chóralnego – dodaje Witkowski. – To wszystko wymagało kompromisów.


WSPOMNIENIA, WSPOMNIENIA…

Z sentymentem wspominają wspólne wyjazdy.

– Szczególnie wzruszający był ten do Włoch, gdzie na 70. rocznicy powstania polskich wojsk lotniczych śpiewaliśmy na mszy w Castel Gandolfo – wspomina Witkowski. – Pamiętam, że w uroczystości brał udział nasz jedyny kosmonauta pan Hermaszewski. Mnie brak tych dawnych wyjazdów z karimatą pod ręką. To były niezapomniane czasy.

– Pamiętam występ w Walii, gdzie zjechały się chóry z całego świata, nawet z Afryki, to było niesamowite wrażenie posłuchać ich – mówi Kiersnowski. – Jeden utwór, który był obowiązkowy dla wszystkich wykonawców, zaśpiewali tak, że nikt go nie rozpoznał.

Przyznają, że przez te lata chór przeszedł metamorfozę i znacznie podwyższył poziom.

– Ale to lata pracy, ogromnego zaangażowania dyrygentów, no i chórzystów – mówi Janowski.

Marzenia?

– Występ za oceanem, to zdecydowanie byłoby da mnie cenne doświadczenie – mówi Witkowski.

– Lubimy śpiewać na dużych scenach, najchętniej z orkiestrą, bo to duże przeżycie – dodaje Kiersnowski.


BENEFIS NA JUBILEUSZ

Dziś już nikt nie pamięta, kto wymyślił nazwę Camerata. Pewne jest, że słowo pochodzi od Cameraty florenckiej – grupy ludzi, którzy w XVI wieku łączyli muzykę z teatrem greckim, gdzie ważnym elementem był właśnie chór. Byli to przyjaciele, których łączyła wspólna pasja do sztuki.

Pokaz efektów 25-letniej pasji iławskiej grupy odbędzie się w najbliższą sobotę 24 września o godzinie 19 w hali widowiskowo-sportowej. Wstęp na ten wyjątkowy benefis jest bezpłatny.

– To będzie spotkanie z chórem Camerata, który zaprezentuje publiczności nowy, specjalnie na tę okazję przygotowany program – odkrywa rąbka tajemnicy Cybula. – Ten koncert odsłoni też trochę naszą „kuchnię” i inną twarz zespołu. Będą wspomnienia chórzystów, wywiady, efekty specjalne i niespodzianki dla widzów. Będzie też wystawa zdjęć. Serdecznie zapraszamy!

JUSTYNA JASKÓLSKA
fotografie prywatne



Obecnie chór tworzy około 40 osób
w wieku 16-65 lat. Tu podczas próby przed
jubileuszowym benefisem



Uroczystość z okazji 5-lecia chóru odbyła się
najpierw w Urzędzie Miasta, a ta mniej oficjalna
w dawnym „Rambo”



To spotkanie będą pamiętać przez lata
– występ podczas mszy w Castel Gandolfo,
gdzie przyjął ich nieżyjący już Jan Paweł II



Jeden z cenionych przez chórzystów konkursów
w Rumi. Mieli tu wyjątkowe szczęście dwukrotnie
odbierać pierwszą nagrodę


Alicja Szymańska była pierwszą dyrygentką Cameraty. Do dziś z przyjemnością chodzi na koncerty zespołu


Honorata Cybula, obecna dyrygentka, podkreśla, że chór najbardziej ceni sobie dzielenie się własną twórczością i chętnie czerpie doświadczenia od innych wykonawców



Występ w niemieckiej filharmonii kolońskiej to jedno
z najcenniejszych doświadczeń muzycznych
w karierze zespołu



Wybrane sukcesy Cameraty

  • Grand Prix i nagroda publiczności podczas VI Otwartego Ogólnopolskiego Turnieju Chórów „O miecz Juranda” w Spychowie (czerwiec 2011);

  • I nagroda na IX Ogólnopolskim Konkursie Chórów CAECILIANUM w Warszawie (październik 2009);

  • Grand Prix na IV Ogólnopolskim Konkursie Kolęd i Pastorałek w Chełmnie (styczeń 2009);

  • II miejsce na III Ogólnopolskim Konkursie Chóralnym Muzyki Pasyjnej w Bydgoszczy (marzec 2007);

  • I miejsce na II Ogólnopolskim Konkursie Chóralnym ARS LITURGICA w Toruniu (październik 2006);

  • Grand Prix na II Turnieju Chóralnym „O wstęgę Drwęcy” (styczeń 2005);

  • I miejsce w kat. A na XV Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Religijnej w Rumi (październik 2003);

  • I miejsce na V Ogólnopolskim Festiwalu Chóralnym w Łodzi (październik 2002);

  • Grand Prix na I Ogólnopolskim Festiwalu Muzyki Religijnej w Barczewie (czerwiec 2002);

  • I miejsce kat. B na X Ogólnopolskim Festiwalu Muzyki Religijnej w Rumi (październik 1998);

  • I miejsce w konkursie na XVII Ogólnopolskim Turnieju Chórów w Legnicy (maj 1998);

  • I miejsce kat. B na VI Ogólnopolskim Festiwalu Muzyki Religijnej w Rumi (październik 1994);

  • III miejsce w konkursie na Międzynarodowym Festiwalu Pieśni i Tańca w Llangollen (lipiec 1994).

  2011-09-21  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129953900


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.