Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
INFORMACJE
OPINIE
Zdrowie i uroda
Wyszukiwarka
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
FORUM

INFORMACJE
Chciał spalić go żywcem
Mieszkał z trupem
Nowe zarobki burmistrza
Tortury mrożące krew w żyłach
Pijany policjant za kółkiem!
List otwarty ws. plebiscytu „Medialne Perły Samorządu”
Lekarze rodzinni postawili mur
Droga ekspresowa S5. Lubawa i Nowe Miasto wchodzą do gry
Obwodnica Nowego Miasta. Będzie poślizg
Burmistrz bezradny na hałas z „Leśnej”
Trzy lata temu obiecaliśmy, dziś wręczamy świadectwa
Albo tunel pod torami, albo stanie i czekanie
Kwaśniewski do Kopaczewskiego. Replika o blokadzie USC
Szpital. Nie działa poradnia medycyny paliatywnej
Wodne problemy z hydrantami
Kładka między Małym a Dużym Jeziorakiem zamknięta od 5 lat
Burmistrz zablokował w USC bezpłatne klepsydry
Problemy z dostępem do obiektów sportowych
Czy Iława jest gotowa do sezonu letniego?
Susz. Nowy dyrektor ośrodka kultury
Więcej...

2011-10-12

W celi: wywiad z zabójcą Estery Zagaj


Wiesław Sasak (41 l.) z Dobrzyk (gm. Zalewo) odsiaduje 11-letni wyrok za spowodowanie po pijanemu wypadku, w którym zginęła uczennica iławskiego „mechanika”, 19-letnia Estera Zagaj ze Śliwy (gm. Zalewo). Mężczyzna konsekwentnie nie przyznaje się do winy i zapowiada kolejne odwołania. Rozmawiamy z nim w iławskim więzieniu.


JUSTYNA JASKÓLSKA: – 11 marca 2010 roku… Często wspomina pan dzień tego tragicznego wypadku?

WIESŁAW SASAK: – Czasem tak. Pewnie długo będę wspominał. Przez kilka dni nie wiedziałem, co się stało. Myślałem, że ktoś uderzył w mój samochód zaparkowany w Dobrzykach. Dopiero w maju dowiedziałem się z gazet, że to było na trasie Zalewo-Rąbity. Nie miałem pojęcia, że ktoś zginął…

– Co pan wtedy poczuł? Czuł się pan winny, żałował pan tego, że pił?

– Jak miałem czuć się winny? Przecież nie przyczyniłem się do śmierci tej dziewczyny.

– Na sali sądowej zeznał pan, że to nie pan kierował swoim mercedesem. Może jednak od tamtego czasu przypomniało się panu coś nowego?

– Tuż po wypadku nie pamiętałem wiele, dlatego nie chciałem zeznawać. Pamiętam, że piłem dzień wcześniej i w dniu wypadku. Woził mnie kolega. Wreszcie zostawił mnie na parkingu w aucie i poszedł do domu. Żałował później, że mnie ze sobą nie zabrał… Też żałuję, że zostałem w tym samochodzie. Obudził mnie huk. Mocno bolało mnie prawe ramię, do dziś boli. Nie mogłem poruszać dłońmi. Potem się okazało, że złamałem jeden z kręgów. Z pasa na siedzeniu pasażera odpinałem się lewym łokciem. Drzwi od mojej strony były zatrzaśnięte od uderzenia, więc wyczołgałem się przez drzwi kierowcy, które były otwarte.

– A więc nadal pan nie wie, kto prowadził pańskie auto w momencie zderzenia?

– Nie mam pojęcia, bo spałem. Kluczyk był w samochodzie. Każdy mógł wsiąść i odjechać.

– Razem z panem?

– Może chciał mnie okraść? Zginęło mi z portfela kilka tysięcy złotych, trochę euro, drogi zegarek, zakupy, echosonda do wędkowania i kurtka. Pewnie ten, kto prowadził auto, przed ucieczką zostawił je na lewym poboczu i może wtedy ta dziewczyna jadąc z naprzeciwka wjechała w mój stojący samochód?

– W sadzie biegły dwukrotnie tłumaczył, jak doszło do tego zdarzenia: pański samochód po wyprzedzeniu rowerzysty nie zdążył zjechać na swój pas. Pana auto koziołkując okręciło się i uderzyło dachem o dach małego fiata dziewczyny. Według fachowca nie ma mowy o alternatywnej wersji tego wypadku.

– Gdyby ten wypadek tak wyglądał, to bym nie żył. Jak auto po katapultowaniu się mogło się znów znaleźć na kołach? Nawet uszkodzenia mercedesa wskazują na to, że został potrącony w prawy bok: była zbita lampa, zniszczone prawe drzwi. Sam biegły często używał słowa „prawdopodobnie”. Czy to wiarygodne?

– To jednak nie pan jest biegłym. W dodatku w momencie wypadku był pan pijany…

– Śledczy nawet profesjonalnie śladów nie zebrali! Na miejscu był technik kryminalistyczny, a nawet nie zebrano odcisków z kierownicy, nie sprawdzono także siedzeń – a więc nie wskazano miejsca, gdzie siedziałem. Nie pobrano do badania próbek krwi. Na miejscu już wydano na mnie wyrok chyba tylko dlatego, że wcześniej byłem karany za jazdę po pijanemu. Na miejsce nie wezwano też prokuratora. W miejscu tak ciężkiego wypadku, jak mogło go nie być?!

– Może nie było tyle czasu, by zebrać wszystkie ślady…

– Był czas, by zebrać te ślady, bo auto stało na policyjnym parkingu aż do lipca! Policjant na rozprawie zeznał, że nie robił oględzin wnętrza auta. Tymczasem w notatce urzędowej, którą mam, jest napisane, że w schowku znalazł mój portfel. Czy to nie dziwne? W policyjnej notatce o szkodach w aucie nie ma ani słowa o dachowaniu. A potem już są zdjęcia, że jednak dachowało. Może ktoś chce mnie obciążyć? Ktoś zadecydował o kasacji auta przed zebraniem dowodów.

– Kto podjął taką decyzję?

– Właśnie staram się do tego dotrzeć – złożyłem pismo w tej sprawie do prokuratury w Warszawie i czekam na odpowiedź.

– Ma pan do kogoś żal?

– Do wszystkich, którzy zajmowali się tą sprawą: do świadków, śledczych, sądu. Świadkowie nie byli wiarygodni. Nikt nie widział, że prowadziłem to auto. Wszystko oparto na domysłach. Rowerzysta najpierw mówił, że widział wypadek z kilkuset metrów, a potem – że z kilkudziesięciu. Nie widział mnie za kierownicą, bo jak zeznał, mercedes jechał za szybko.

– Ale poza panem i 19-latką w miejscu tragedii nie było nikogo innego.

– Moja adwokat na rozprawie wykazała błędy w zbieraniu śladów. Wykazaliśmy je w apelacji. Sąd Okręgowy w Elblągu przyznał, że w postępowaniu były błędy funkcjonariuszy, ale mimo to podtrzymał decyzję iławskiego sądu. Aresztowano mnie, żebym nie mataczył, gdy tymczasem świadkowie mogli się porozumiewać i ustalać swoją wersję.

– Ma pan do odsiadki jeszcze 10 lat. Będzie pan składał wniosek o kasację wyroku do Sądu Najwyższego?

– Oczywiście. Cały czas analizuję proces i zeznania, robię notatki, czytam kodeksy. Bezpośrednio nic mi nie udowodniono, a dowody, które wyeliminowałyby mnie jako kierowcę – zostały zniszczone. Nie dążono do prawdy.

– Podczas procesu nigdy pan nie patrzył na portret Estery, na jej bliskich. Dlaczego?

– Ciężko było na nich patrzeć, tak samo jak na jej zdjęcie... Słyszałem, co do mnie mówili. Rozumiem ich, kierowały nimi emocje. Jeśli byłbym winny, przeprosiłbym. Ale nie mogę się przyznać do czegoś, czego nie zrobiłem! Nawet za cenę niższego wyroku, który mi proponowano.

– Sam pan jednak przyznał, że niewiele z tego dnia pamięta. Może po prostu prowadził pan na tak zwanym „urwanym filmie”?

– Stwierdzono u mnie niepamięć wsteczną, dlatego pewnych rzeczy, choćbym chciał, sobie nie przypomnę. Ale doskonale pamiętam, że siedziałem po prawej stronie, na miejscu pasażera!

– Ale miał pan wtedy ponad 2,6 promila. Chyba wtedy człowiek nie zdaje sobie sprawy, co się wokół niego dzieje?

– Nie! Dobrze pamiętam, że siedziałem jako pasażer. Do końca będę próbował udowodnić swoją niewinność. Już napisałem do rzecznika praw obywatelskich, a jeśli trzeba, to odwołam się do trybunału praw człowieka w Strasburgu.

– Czuje się pan ofiarą?

– Skazano mnie, bo tego oczekiwała opinia publiczna. Przedstawiono wszystko bardzo stronniczo.

– Mógł pan przedstawić swoją wersję. Nie chciał pan jednak wcześniej, podczas przerw w rozprawach czy przed nimi, wypowiedzieć się dla prasy.

– Bo to był olbrzymi stres. Piłem i nigdy temu nie zaprzeczałem, ale nie prowadziłem auta. Byłem tylko pasażerem.



Wiesława Sasaka odwiedziliśmy w iławskim więzieniu.
Skazany nie zgodził się na zdjęcie, dlatego publikujemy
obrazek z rozprawy w iławskim sądzie, gdzie Sasak
zeznawał pod eskort



Tak po śmiertelnym wypadku wyglądał „maluch” Estery



Mercedes Sasaka po wypadku. Jego właściciel
konsekwentnie twierdzi, że w momencie tragedii
siedział na miejscu pasażera. Kto prowadził auto – nie wie



Estera Zagaj uczyła się w iławskim „mechaniku”.
Miała 19 lat… To zdjęcie na każdej rozprawie
trzymali najbliżsi zmarłej


Kasacja w drodze


Adwokat wynajęta przez Sasaka nadzoruje starania o kasację wyroku skazanego 41-latka.


– Wniosek o kasację już został przeze mnie złożony – mówi Małgorzata Lubieniecka, adwokat Wiesława Sasaka. – Teraz czekamy, aż akta sprawy zostaną przesłane przez elbląski sąd do Sądu Najwyższego w Warszawie, a ten wówczas zdecyduje, czy rozpatrzy kasację.

Rozpatrzenie wniosku o kasację może potrwać nawet rok.

Jakie adwokat widzi szanse na pozytywne rozpatrzenie wniosku?

– Nie mogę wyrokować – odpowiada Lubieniecka. – W kasacji podniosłam wszystkie argumenty ze sprawy, dotyczące między innymi błędów w śledztwie. (jj)

  2011-10-12  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
133027502


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | INFORMACJE | OPINIE | Zdrowie i uroda | Wyszukiwarka | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.