Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

kogel-mogel
Wakacyjne promocje w instytucie IMAGE
Woźnicki rozmawia z kierowcami (sierpień)
Gabinet Urologiczny Michał Borowik
Woźnicki rozmawia z kierowcami (lipiec)
Jak osiągnąć efekt „angielskiego” trawnika
Woźnicki rozmawia z kierowcami (czerwiec)
Powody do wymiany okna
Woźnicki rozmawia z kierowcami (maj)
Woźnicki rozmawia z kierowcami (kwiecień)
Wstydliwy kłopot? Nie bój się lekarza
Lekarz reumatolog: Nie musisz żyć z bólem!
Wiosenna metamorfoza ogrodu małym kosztem
Woźnicki rozmawia z kierowcami (marzec)
Woźnicki rozmawia z kierowcami (luty)
Market BricoMarche radzi jak odświeżyć stare meble
Woźnicki rozmawia z kierowcami (styczeń)
Na zajęciach dla pań ciężarnych
Dariusz Woźnicki rozmawia z kierowcami (50)
„Doktor Pijawka” w akcji!
Dariusz Woźnicki rozmawia z kierowcami (46)
Więcej...

kogel-mogel

2007-01-23

„Ich dwoje z radya”, czyli „Sami swoi”


Wrzask, wyzwiska, epitety, pomyje – którymi szermuje i namaszcza mnie intelektualna elita Radya Calisia od czasów zawarcia nieudanej fuzji mentalnej z pornogazetką już nieistniejącą („bełkot stetryczałego ignoranta” – to ja), są niezbitym dowodem wprost, że chłopców trafiłem. Trafiłem mocno. Trafiłem mówiąc głośno o dekomunizacji i lustracji.


Andrzej Kleina


Trafiłem też w ich narcyzm. W to przeświadczenie ogromne, że stanowią intelektualną elitę Iławy – ba, całego powiatu, a nawet Polski północnej z samym dostępem do morza... Ogromna agresja, wyzierająca z polemik (czy to właściwe słowo...?) Wiesława Niesiobędzkiego i jego anonimowych pobratymców, może mi sprawić tylko satysfakcję. Świadczy bowiem o tym, raz to jeszcze powtórzę, że trafiłem celnie... Celnie – raniąc narcyzm Niesiobędzkiego (nie w znaczeniu freudowskim) i jego nowych kumpli.

Kiedy ranię ich narcyzm, lekceważąc ich, krytykując, dowodząc omyłek, pokonując w różnych quasi-polemikach, chłopcy reagują intensywnym gniewem, a nawet wściekłością. Intensywność tych agresywnych reakcji można łatwo wywnioskować z faktu, że osobnicy ci nigdy nie przebaczą zranienia własnego narcyzmu, odczuwając przemożną potrzebę zemsty, znacznie bardziej przemożną, niż występowałaby w przypadku, gdyby zagrożone było ich ciało lub nawet stan posiadania...

Zdaniem „anonimusa vielgusa”, jednego z moich anonimowych, radiowych fanów niezwykłych, obnażyłem swą ignorancję w wywodzie dotyczącym słowa „pasjonat”. Zapewne anonimus przeżył swoisty orgazm intelektualny – ba, emocjonalny, a nawet wręcz sadystyczno-orgiastyczny. Dowalił Kleinie... Okey! Widać, że mu do szczęścia niewiele potrzeba... Że też nie zauważył jednak, iż kaganek wiedzy w lud wniosłem, termin „spolegliwy” prostując?

Czy rzeczywiście obnażyłem swą ignorancję? Czy rzeczywiście zdyskwalifikowałem się intelektualnie? Czy „anonimus”, jako jeden z tych ścierwonautów, ma prawo nazywać mnie bełkotkiem...?

Mimo wszystko przypomnę. Powiedziałem to, i tylko to: „Pasjonat to nie entuzjasta, jak w potocznym rozumieniu jest traktowany”. Trochę sknociłem, przyznaję. W końcówce wypowiedzi. Ale skoro „pasjonat” to ktoś opanowany jakąś pasją, mający wielkie zamiłowanie do czegoś, to nie można mi zarzucać, że nie robię znaku równości pomiędzy entuzjazmem a pasją. A poza tym... sam Homer błędy popełniał, więc i mnie się omsknąć co nieco przytrafiło...

– Naucz się zachowywać obojętność wobec fałszywych sądów o tobie – mawiał Lew Mikołajewicz Tołstoj. – Bez takiej umiejętności – kontynuował – człowiek nie może być wolny...

Popełnia „anonimus” podstawowy błąd atrybucji. To taki myk w psychologii. Dochodzi on bowiem do wniosku, poprzez odwołanie się do moich atrybucji wewnętrznych, a konkretnie inteligencji (niskiej co oczywiste, bo tak mu z fusów wyszło) oraz braku kompetencji językowej (jednego wyrazu dotyczącej, jednego z dwu znaczeń posiadanych), nazwanej przezeń ignorancją, że na tej chybotliwej podstawie mnie określa mianem bełkoczącego człowieka...

Powiada też anonimus o „nadętym jak balon ego (moim)”, które rzekomo każe mi w każdej chwili zaglądać na forum i sprawdzać komentarze na swój temat. Rozbrajająca to fraza. Z dwóch co najmniej powodów.

Skoro moje IP jest znane temu „anonimusowi holmesowi”, jest to dowód na to, kim „anonimus” po prostu jest (nie taki sobie zwykły przecież to uczestnik forum...). I niepotrzebny jest tu jakikolwiek prokurator (co w rzeczy samej jest niebywałe) jak żartowniś nasz sugerować adminowi Kuriera raczy...

Jeśli „anonimus” pojmuje „ego” jako podstawowwy konstrukt teorii psychoanalitycznej „ja”, które jest odpowiedzialne za adaptację do rzeczywistości, to moje podejrzenie, że traktuje on „ego” w języku ludowym jako coś negatywnego (symbol zarozumialstwa, pychy, narcyzmu, egoizmu, egotyzmu etc.) jest niewłaściwe. „Ja” jest przedmiotem samopoznania, rozróżnia się liczne jego postacie, np. „ja” przedmiotowe i „ja” podmiotowe; „ja” prywatne” i „ja” publiczne, ale to tak już na marginesie...

Acha, żebym nie zapomniał z tym „nadętym ego” zaglądającym po sąsiedzku dokończyć. Podobny przykład złudzenia znajduje się w słynnej sztuce Rostanda Chante-Claira. Występuje tam kogut, który zaobserwował, że ilekroć zapieje, wschodzi słońce, nabrał więc głębokiego przekonania, że to on je przywołuje na niebie. Wyrażam przekonanie, że intelektualnie przykład ten „anonimusa” nie przerasta...?

I już na zakończenie, w części dotyczącej „anonimusa”.

Nie jest prawdą, iż jestem wrażliwy „na punkcie swojego nazwiska”. Ja jestem uczulony na złą, niegramatyczną pisownię mego nazwiska. A to już zupełnie nie to samo! Z tego to przede wszystkim powodu ktoś piszący w ten sposób ukazuje w sposób jaskrawy, że mizernym jest, co się potwierdza, przeciwnikiem...

Niesiobędzki, ten kolejny szamoczący się Caruso intelektu radyowego, powiada: „Kleina porażony obsesją na moim tle, co nie pozwala mu na racjonalny ogląd rzeczywistości i wyzwala urojenia wielkościowe, a to już pachnie klinicznie czystą paranoją”. W innym miejscu mówi: „Gdyby mnie nie było, musiałby pan sobie mnie wymyślić”.

Tak niewiele znaków, a jak poważna diagnoza... Czy jest ona właściwa, czy ma stosowne narzędzia Niesiobędzki w garści (czytaj: mózgu), czy w ogóle wolno mu dokonywać tego typu ocen na forum publicznym...? Nie wiem z jakiego słownika korzystał archiwista Niesiobędzki, niemniej chyba jednak z innego niż ja.

Czy mam rzeczywiście obsesję (natręctwa) na „tle Niesiobędzkiego”? Jeśli natręctwa to przymusowe, powracające myśli lub tendencje do działania występujące wbrew świadomej woli, to obsesji na tle Niesiobędzkiego nie posiadam. Daję słowo starego harcerza... Przymusu też nie odczuwam. Nie stanowi dla mnie Niesiobędzki bodźca warunkowego. I jest to chyba w mojej pisaninie widoczne?

Na bazie jakiej empirii Niesiobędzki wywiódł, że mam obsesję? A może po prostu, ot tak sobie, a priori założył? Mam obsesję Niesiobędzkiego – archiwista powiada – i już...

Jeśli urojenia wielkościowe to chorobliwe, fałszywe, nie znajdujące uzasadnienia przekonanie, opierające się wszelkiej argumentacji, będące w sprzeczności z doświadczeniem jednostki i otoczenia i Niesiobędzki, zgodnie z tym, co powiada, stanowi dla mnie punkt odniesienia, to również daję słowo harcerza – urojeń wielkościowych nie posiadam.

Posiadam natomiast zdrową, nieneurotyczną samoocenę, która pozwala mi twierdzić, że Niesiobędzki nie jest dla mnie partnerem. I tylko tyle.

Ja nie mówię, np. że „jestem najcudowniejszą osobą w całym świecie” (bo najcudowniejszą jest moja wnuczka). Ja nie mówię „jestem lepszy od wszystkich innych” itd. Ja tylko mówię, że Niesiobędzki jest gorszy ode mnie. Osąd mój może być, zdaniem Niesiobędzkiego, urojeniem wielkościowym, ale – na miły Bóg – jest on tylko taką a nie inną samooceną... Może być oczywiście fałszywą samooceną, ale przecież mam prawo do błędu...

Mówienie natomiast o „klinicznej paranoi”, mojej paranoi, jest być może konsekwencją urazu porodowego, który przeszedł Niesiobędzki 60 lat temu. Być może miał poród kleszczowy i wtedy wicie, rozumicie... różne dziwy z człowiekiem się później dzieją... I nie wie, co czyni lewica, to znaczy – lewa półkula mózgowa, kiedy prawica odpoczywa... Po rauszu trzydniowym najczęściej.

W zaraniu psychiatrii, termin „paranoja” określał w ogóle chorobę psychiczną. Obecnie oznacza on psychozę przewlekła, cechującą się usystematyzowanymi urojeniami bez osłabienia intelektu i bez większych zmian osobowości. A skoro tak, to może lepiej jakąś inną jednostkę mi w słowniku odszukać, bardziej do moich zaburzeń przystającą? Bo skoro usystematyzowanych urojeń nie posiadam, a posiadam natomiast – zdaniem Niesiobędzkiego i spółki bez intelektualnej odpowiedzialności – intelekt nad wyraz osłabiony, więc chyba to jednak nie paranoja u mnie?

I mam radę dla was, chłopcy, nie do odrzucenia. Odpuśćcie sobie „bełkotliwego stetryczałego ignoranta”. Róbcie to co lubicie i to co umiecie. Erystka nie jest waszą mocną stroną. Po prostu – jesteście gorsi. Wszechstronnie gorsi. I mówiąc to, nie odczuwam żadnej satysfakcji. Wygrywać ze słabym – jakaż to radocha...? Czy wy naprawdę tego nie widzicie? A może poziom autodestrukcji ma u was już takie nasycenie, że wy mi odpuścić nie możecie? Jak ta ćma, która śmiertelnie do otwartego ognia się garnie?

Chociaż... Właściwa ocena i jedynie słuszna należy do czytelników...

A że dużo napisałem? Lubię pisać i, wbrew pozorom, absolutnie na temat...

Andrzej Kleina

  2007-01-23  

Wróć   Góra strony
125339229


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.