Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

kogel-mogel
Wakacyjne promocje w instytucie IMAGE
Woźnicki rozmawia z kierowcami (sierpień)
Gabinet Urologiczny Michał Borowik
Woźnicki rozmawia z kierowcami (lipiec)
Jak osiągnąć efekt „angielskiego” trawnika
Woźnicki rozmawia z kierowcami (czerwiec)
Powody do wymiany okna
Woźnicki rozmawia z kierowcami (maj)
Woźnicki rozmawia z kierowcami (kwiecień)
Wstydliwy kłopot? Nie bój się lekarza
Lekarz reumatolog: Nie musisz żyć z bólem!
Wiosenna metamorfoza ogrodu małym kosztem
Woźnicki rozmawia z kierowcami (marzec)
Woźnicki rozmawia z kierowcami (luty)
Market BricoMarche radzi jak odświeżyć stare meble
Woźnicki rozmawia z kierowcami (styczeń)
Na zajęciach dla pań ciężarnych
Dariusz Woźnicki rozmawia z kierowcami (50)
„Doktor Pijawka” w akcji!
Dariusz Woźnicki rozmawia z kierowcami (46)
Więcej...

kogel-mogel

2006-05-10

Eugeria, czyli dobra starość


Janusz Ostrowski zaprosił mnie do dyskursu. Chyba! Ale skoro Jarek Synowiec dostarczył mi do garści jego tekst... Dyskurs oznacza rozmowę, dyskusję. Z perspektywy psycholingwistyki, dyskurs traktuje się jako przejaw kompetencji komunikacyjnej. Przesadził pan Janusz, a przynajmniej przecenił. Mnie przecenił, zdecydowanie...


Andrzej Keina: Próba odpowiedzi Januszowi Ostrowskiemu


Kompetencja bowiem komunikacyjna, to z grubsza rzecz biorąc akt komunikacji złożony z co najmniej dwóch wypowiedzi powiązanych ze sobą. Dyskurs zachodzi w jakimś kontekście sytuacyjnym, w określonym celu, i realizuje się poprzez ciąg wypowiedzi powstających w toku wzajemnej wymiany i interakcji jego uczestników. Chociaż... niewykluczone, a raczej wręcz prawdopodobne jest to, że pan Janusz zaproponował mi nie dyskurs dialogowy a zdecydowanie monologowy.

Totalny mój brak kompetencji komunikacyjnej powoduje, iż wypowiedź pana Janusza w części perlokucyjnej (skutek, jaki wypowiedź wywarła na mnie) – to nic innego jak szok. Jeśli prawdą jest, iż przebiegiem dyskursu kierują cztery maksymy, ogólne heurystyki, że wymienię pierwszą z brzegu: „ilość” – podawaj tyle informacji ile trzeba, no to poległem na starcie.

Czy mam wymieniać kolejne? No może jeszcze jedną. Kolejna heurystyka to „sposób”, czyli unikanie dwuznaczności, niejasności, nie uporządkowania. Tekst pana Janusza jest dla mnie tak niejasny, że aż mi wstyd. To znaczy – kilka znaczeń denotacyjnych, czyli oznaczających relacje między wyrazami a rzeczami, zdarzeniami, czynnościami i cechami, które one zastępują – kumam. Czyli czuję bazę! Problem zaczyna się przy ogarnięciu całości, ale to mój feler. Osobisty feler!

Pocieszam się jednak, że termin „kompetencja komunikacyjna” jest zdolnością nabywaną stopniowo w rozwoju osobniczym. No, to mam rąbek nadziei, że nie wszystko jeszcze stracone... Tylko, czy mi czasu starczy?

Poziom komplikacji semantycznej zademonstrowany przez pana Janusza budzi mój, nie ukrywam tego wcale, popłoch. W nauce niezwykle ważne jest odróżnienie wiedzy naukowej od wiedzy potocznej, zdroworozsądkowej. Kazimierz Ajdukiewicz sformułował tzw. mocną zasadę racjonalności. Zgodnie z nią pewność, z jaką wypowiadamy dane twierdzenie, musi korespondować z pewnością metody, za pomocą której to twierdzenie zostało uzasadnione.

Nie powinno być bowiem tak, że słabo uzasadnione twierdzenie jest głoszone bez żadnych zastrzeżeń co do jego obowiązywania. Niewykluczone, że przesadzam, i popłoch który mnie ogarnął, zbędny jest, bo to co pan Janusz mówi, to być może propozycja tylko, nie zaś wiedza naukowa, którą poprzez badania replikacyjne można i należy powtórzyć.

Czym jest więc tekst pana Janusza? Kategorią naukową, czy wiedzą potoczną? Mówi co prawda pan Janusz w końcówce swej wypowiedzi, iż „tekst ten należy potraktować raczej jako szerokie ramy przyszłej refleksji, podjęcia myślowego wysiłku odnalezienia, na zasadzie zaprzeczenia, tego co dla współczesności istotne”. Używa pan Janusz pewnego klucza, słów-zaklęć: „na zasadzie zaprzeczenia, odnalezienie tego co istotne”. Życzę serdecznie powodzenia... tym, którzy na zasadzie zaprzeczenia etc...

Powiada pan Janusz, iż „rozum w publicznym użyciu musi być wolny, w prywatnym zaś – uległy, co jest przeciwstawne temu, co zwykle nazywamy wolnością sumienia”.

Byłoby dobrze, jak sądzę, ale nie wykluczone, że się mylę, zgrubne chociaż zdefiniowanie „rozumu”. Brakuje mi tego! Gubię się też, kiedy czytam o „wolności sumienia”. Po prostu się gubię! Pochodzę z tej bowiem epoki, w której uczono, że „sumienie” (conscience) to wewnętrznie uznawane normy dobra i zła, za pomocą których dana jednostka osądza swoje własne postępowanie. A jeśli tak, to dla sumienia wolności nie znajduję. No, może margines maleńki i przez kurtuazję raczej to czynię.

We wprowadzonym przez Zygmunta Freuda podziale osobowości na trzy części, ta część której najbliższym odpowiednikiem jest sumienie, kontrolujące postępowanie za pośrednictwem raczej skrupułów moralnych niż wrażliwości na aprobatę społeczną, nazwana została superego. O superego mówi się, ze jest to bezkompromisowe, karzące sumienie. A jeśli tak, to znowu miejsca dla wolności sumienia nie znajduję.

Mimo iż współcześnie traktuje się sumienie jako quasi-osobowościową (bo dyspozycyjnej natury) strukturę, która pełni zarówno funkcje poznawcze, oceniające, kontrolne oraz motywacyjne, to w dalszym ciągu wolności sumienia nie postrzegam. Innymi słowy, daję wiarę sformułowaniu Gordona Allporta, który stwierdził był, iż sumienie - to utrzymująca się pozostałość przymusu rodzicielskiego i bojaźni dziecka. W innym miejscu Allport mówił, iż głos sumienia jest uwewnętrznionym głosem stada... Czyli nadal nie kumam, co oznacza wolność sumienia.

Próbowałem niedawno zmierzyć się (póki co, tylko teoretycznie) z fenomenem Tanatosa. Spolszczyłem greckiego Thanatosa, zdecydowanie świadomie. Bo miałem nadzieję (wyszło złudzenie), że na tym poprzestanę. Nic z tego. Wypadło mi z głowy na papier greckie też „eu”, co znaczy: szczęśliwie, pomyślnie, miło i dobrze.

Takie maleńkie eu a budować przy jego pomocy całe flotylle wyrażeń wręcz można. Najczęściej jako wyrostek, to znaczy przedrostek występuje, bo autonomicznie, egoistycznie na samodzielność wybić się nie chce. Towarzyskie jest takie. Po prostu.

I inne słowa do kompaniji przyzywa. Choćby „fonię”, znaną każdemu. Która, z maluchem tym, tworzy eufonię, czyli „przyjemną fonię”. Jeżeli gdzieś w kącie zaczepi „angelię”, czyli nowinę, szybko nad wyraz staje ewangelią, czyli dobrą nowiną.

Gdy eu poprzedza utworzony od „femi”, co „mówić” znaczy „femismos”, powstaje ulubiony zwrot (do niedawna Leszka Olszewskiego): eufemismos, czyli eufemizm, co stanowi swoistą hipokryzję, ponieważ jest to nic innego jak zaklinanie złej rzeczy dobrym mówieniem... I powstaje wtedy fraza: „Eufemistycznie, rzecz ujmując”.

Thanatos, co śmierć znaczy, poprzedzony szczęśliwym, dobroczynnym eu i przekształcony w „thanasia”, staje się błogosławioną dla konającego, bezbolesną, lekką i zbawczą euthanasia.

Że gromy wywołam, panie Januszu? Że niemoralne to, co teraz mówię? Gromy, to wszak moja specjalność, panie Januszu, nie tylko z lubawskiego magistratu płynące. Poza tym jest nas dwóch, więc istnieje szansa, że na obu się solidarnie rozłożą...

Eutanazja nie oznaczała w starożytności, jak wielu sobie dzisiaj wyobraża, przenosząc ją w dzisiejsze czasy, legalnego zabijania ludzi nieuleczalnie chorych, bezbronnych. Nie oznaczała mordowania bezbronnych dla wygody, intersu, czy ludobójczej doktryny, jak uczynili to naziści.

Eutanazja po grecku oznaczała lepsze umieranie zamiast gorszego. I tylko o tak rozumianą eutanazję wolno się starać. Nieuleczalnie chory Zygmunt Freud, w wieku 83 lat, cierpiąc ogromnie na raka podniebienia, nie zażywał i nie chciał zażywać środków znieczulajacych. Poprosił przyjaciela, lekarza Maxa Schura o lepszą śmierć i ją otrzymał... Bo jej pragnął i na nią zasłużył. Blisko 40 lat wcześniej już, zastanawiał się w liście do przyjaciela, co zrobić, „kiedy myśl już zawiedzie, a słowa przestaną się pojawiać”. Stary stoik, twórca psychoanalizy, do samego końca zachował kontrolę nad swoim życiem...

W potocznym rozumieniu, weszło w zwyczaj inne niestety rozumienie tego słowa. Eutanazją nazywamy nie samą śmierć, tą lepszą oczywiście, lecz przywoływanie jej wówczas, gdy medycyna nie potrafi już niczym ulżyć umierającemu, poza przerwaniem mu życia...

Nie ukrywam też, panie Januszu, że coraz częściej (na razie po cichu, w myślach jedynie) ćwiczę przywoływanie przedrostka eu do siebie. Nie, nie eutanazję już mam na myśli. Coraz bardziej jednak zauważam, że słowo „geria”, w moim przypadku, niepostrzeżenie zamienia się w „geras”, co starość znaczy. I nie ukrywam, iż chciałbym, a jakże, ażeby przyszła do mnie „eugeria”, co „dobra starość” oznacza. Czego i panu życzę. Kiedyś!

Pozdrawiam!

Andrzej Kleina


  2006-05-10  

Wróć   Góra strony
125341813


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.