Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie, felietony
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Stare Miasto wreszcie troszkę stare
Ile zapłacimy za parkowanie przed Starym Spichlerzem
Na terenie szpitala znaleziono zwłoki
Obiecaj, że nie złamiesz prawa
Pałac Kamieniec. Archeolodzy zbadają ślady Napoleona
Burmistrz Iławy odwołał skarbnik miasta
Konkurs na dyrektora SP3. Sprzeciw
Wojewoda seryjnie kasuje uchwały Rady Miejskiej w Iławie
„Port Iława”: powiatowy pakt personalny
Dyrektor EWA WIŚNIEWSKA: Zmiana dobrze mi zrobi
Dwa oblicza powiatowego szpitala
Uciążliwy szeryf parkingowy wprowadza kierowców w błąd
Prezent od radnego dla burmistrza: Konstytucja RP
Plebiscyt CZŁOWIEK ROKU 2018. Krzysztof Harmaciński
Kto przez burmistrza jest mile widziany w mieście Iławie?
Zenon Krasiński szuka brata Krzysztofa
Kontynuacja skargi na szpital: że niby „nadinterpretacja”?
Bonifikaty za przekształcenie własności. Sztuka rządzenia
Skarga na ambulatorium szpitala. Justyna Herubińska
Nasze szkoły w krajowym rankingu liceów i techników
Więcej...

CZYTAJ

2004-11-24

Wrogie Państwo Opiekuńcze


Andrzej Kleina: Prawo do prawa

Stachu mówi, że istnieją trzy prawa. Podzielam ten pogląd. Tak więc istnieje prawo... oraz złudzenie, że posiada się prawo do prawa. Czyli trzy prawa! Tak jak trzy prawdy: prawda, pół prawda oraz gówno prawda. I prawo do prawa, to w wielu przypadkach gówno prawda... I podał Stachu przykład kumpla, który tego nad wyraz doświadczył. Dla wartkości narracyjnej będę mówił o nim: „ja” – w pierwszej osobie liczby pojedyńczej.

W dniu 20 kwietnia 2002 roku zostałem zatrzymany przez policję i dowieziony do „powiatu”, ponieważ nie zgłosiłem się doń w dniu 26 marca na przesłuchanie. Nieobecność swą usprawiedliwiłem, gdyż w dniu tym miałem sprawę sądową ze swego powództwa przeciwko dłużnikowi o duże pieniądze, albo i większe... Tak mi się wydawało, że usprawiedliwiłem. Była to pierwsza gówno prawda w tej sprawie.

Złożyłem zgodnie z przysługującym mi prawem do prawa, zażalenie na zatrzymanie i sąd, postanowieniem z dnia następnego (taki Orient Express z tego sądu), zauważył łaskawie, że „nie sposób założyć, iż podejrzany skutecznie usprawiedliwił swoją nieobecność” i zażalenia, co naturalne w tej sytuacji, nie uwzględnił. Nie uwzględnił, bo jak mógł początkujący sędzia-asesor narazić kumpla, początkującego prokuratora-asesora z jednej strony na śmieszność, z drugiej zaś na uzewnętrznienie faktu, że gość ma problemy percepcyjne. I operacyjne! Operacyjne w znaczeniu braku umiejętności posługiwania się elementarnymi kanonami logiki, nie mogąc w konsekwencji złożyć do kupy podstawowych elementów tej nad wyraz prostej układanki. Krótko mówiąc, zatrzymanie – zdaniem sądu – „uznać należy za zasadne i legalne”.

Będąc człowiekiem konsekwentnym i mając prawo do prawa, złożyłem 29 kwietnia 2002 roku kolejne zażalenie. Ale 30 kwietnia, a jakże, sąd odmówił przyjęcia zażalenia, ponieważ – jego zdaniem – na poprzednie postanowienie nie przysługuje zażalenie. Ponieważ sąd wie co mówi, to zapewne ma rację. To, że sędzia mógł się w zwyczajny, ludzki sposób pomylić, nie ma w tym przypadku możliwości weryfikacji przez sąd wyższej instancji. A co będzie, jak sędzia ma zaburzenia charakterologiczne i jest psychopatą? I krzywdzi „niechcący” ludzi? Niemniej, na to jego postanowienie o nieprzysługiwaniu, przysługuje zażalenie do sądu wyższej instancji, o czym co naturalne, mnie poinformował.

W głowie mi się zakręciło od tego przysługiwania do nieprzysługiwania. Niemniej, będąc w dalszym ciągu romantycznie konsekwentny, z prawa do prawa skorzystałem. Tym razem dłużej to trwało, bo zebrać trzy kobiety w jednym miejscu i czasie, to nie takie proste.

Tak więc trzy niewiasty reprezentujące Sąd Apelacyjny stwierdziły, iż należy „pozostawić zażalenie bez rozpoznania” na mocy bardzo ważnego paragrafu. A paragraf ten, ważny jest jak diabli, bo mówi ludzkim głosem, że „od orzeczeń wydanych przez sąd odwoławczy na skutek odwołania nie przysługuje środek odwoławczy”. I mówi jeszcze dalej, że „żaden sąd nie jest uprawniony do jego rozpoznania”.

No, to ja pytam: po cholerę ciągle mi mówiono (na piśmie), że mam prawo do prawa składania zażalenia, skoro, jak się okazuje, prawa tego nie miałem z „mocy prawa” – tu szereg postanowień Sądu Najwyższego, sąd mikrej postury (niższej instancji) cytuję: „w tym stanie rzeczy orzeczono jak w sentencji postanowienia”. Ciekawe nad wyraz sformułowanie: „ten stan rzeczy” jak gdyby ów stan rzeczy był orzekany w innym stanie świadomości...

Przepis ten, zdaniem Stacha, należy uznać za anomalię. Niepokojące jest to nad wyraz, że został on przeniesiony z komunistycznego kodeksu karnego, gdzie podskakiwanie obywatela wobec prawa bardzo szybko, na niskim piętrze, załatwiano... Żeby się obywatel w państwie ludowym zbytnio nie rozbisurmanił...

I pomyślałem sobie, kiedy Stachu już poleciał, że to tylko w tych cholernych, kolorowych bujdach silni zwyciężają słabych. W życiu jest prościej. To właśnie silni idą do diabła przez małych, ale wcale nie głupich. W sytuacji istniejącej fikcji prawnej, bijącej rekordy ślamazarności i dyletantyzmu, przy użyciu hermetycznej, semantycznie mglistej terminologii, procesy ślimaczą się w wypróbowanym tempie i metodologii...

Przykłady? Bardzo proszę...

Mówi pan Zielonacki z Olsztyna. Od kilku już lat odbywam maniakalny pościg za sprawiedliwością. Kilkakrotnie, w różnych sprawach dotyczących wszakże jednego, czyli próby odzyskania swoich pieniędzy, wnosiłem in forma pauperis (w charakterze ubogiego – przyp.red.) o zwolnienie z kosztów sądowych, wykazując w sposób logiczny i uczciwy, iż nie mogę ich ponieść. Zwolnienie to było warunkiem niezbędnym i koniecznym uruchomienia cywilnego procesu sądowego.

W pierwszej z brzegu sprawie sąd pomylił... PRZYCHÓD z DOCHODEM i stanął na stanowisku, że skoro posiadam tak duży przychód, to stać mnie na prowadzenie sprawy, a zwolnienie z kosztów sądowych jest mi nienależne.

Powstał problem delikatnej natury: jak przekonać sąd, iż jest w błędzie i nie posiada elementarnej wiedzy ekonomicznej – takiej wiedzy, jaką posiada każda gospodyni domowa wiedząca, iż po sprzedaży pietruszki z przydomowego ogródka należy odliczyć przynajmniej koszt nasion, ażeby mieć orientację ile zarobiła... Ale cóż! Sąd to nie gospodyni domowa i takiej wiedzy nie ma...

Cóż się działo dalej? Przede wszystkim upływał tak drogocenny czas, a dłużnik śmiał się, wyjeżdżając kolejny raz na narty. Za granicę!

Po złożeniu zażalenia na stanowisko sądu niższej instancji, otrzymałem postanowienie sądu wyższej instancji, który utrzymał w mocy postanowienie sądu niższej instancji. Brak analizy danych przez sąd, na których oparłem swoją argumentację w zażaleniu, a także powtórzenie na zasadzie echolalii postanowienia sądu niższej instancji, spowodowało, iż stwierdziłem, że sąd wykazał się utratą zdolności rozumienia języka pisanego. Połączenie owej zdolności, czy raczej jej braku, ze zjawiskiem brudnej wspólnoty, która rządzi się nie ogólnymi zasadami i regułami a zasadą perwersyjnej lojalności (fałszywą solidarnością zawodową) pomiędzy sądami kolejnych instancji, powoduje, iż władza sądownicza, reprezentująca państwo, żywcem przeniesiona z minionej epoki jest 3xN, czyli niesprawiedliwa, niechętna, nieprzyjazna! Przeto państwo, na straży którego stoi, jest w istocie feudalne, udając państwo opiekuńcze. WPO! Wrogie Państwo Opiekuńcze!

Mam świadomość – mówi pan Zielonacki, choć we własnej sprawie trudno jest o obiektywizm, ale chyba mam jednak rację...

W innej z kolei sprawie, pan Zielonacki złożył do prokuratury doniesienie o przestępstwie. Z mojego punktu widzenia sprawa – mówi – jest arcyprosta, dotyczy bowiem oszustwa. Prokuratura umorzyła dochodzenie, sąd natomiast utrzymał w mocy zaskarżone postanowienie prokuratury. Zdaniem sądu w postępowaniu ściganej przeze mnie firmy (rzecz dotyczy kwoty 400 tys. zł) „nie sposób dopatrzyć się działania ze z góry powziętym zamiarem oszustwa”.

Aha! Wcale to nie imię chińskiego uczonego! Sąd karny tak się ze mną zaprzyjaźnił, że dobrotliwie zasugerował mi wystąpienie z pozwem o zapłatę do sądu cywilnego... I – o dziwo – uzyskałem nakaz zapłaty. Jest tylko problem jak go wyegzekwować. Firma bowiem przez te dwa lata zbankrutowała z kretesem... I tak sobie myślę, czy można wobec sądu zastosować jakiś artykuł, który z grubsza powiada, że jak ktoś z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, winien ją naprawić, czyli zapłacić odszkodowanie...

Tyle pan Zielonacki...

Czekam na informacje w jakiejkolwiek formie od czytelników, dotyczące uśpionej Temidy. Najciekawsze, prawdziwe (po weryfikacji) nie wykluczone, że ujrzą światło dzienne.

Com napisał, napisałem...

ANDRZEJ KLEINA

  2004-11-24  

Na skutek postanowienia sądu
komentowanie zostało wyłączone (tymczasowo).
Zapraszamy na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
124272966


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie, felietony | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.