Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Jest wykonawca drogi ekspresowej S5 Ornowo-Wirwajdy
Pechowy spacer fatalnym chodnikiem
Sprytni obrońcy bagienka zawołali urzędników od środowiska
Sklep Ekologiczny „Zdrowo Nacudowane”
Viola Nowasielska o telewizyjnej przygodzie na wyspie Bali
Najlepsza myjnia w mieście!
Starostwo. Skargi na kolejki w Wydziale Komunikacji
CZŁOWIEK ROKU 2019. Głosujemy!
Uwaga początkujący przedsiębiorcy!
Radni Iławy spierają się o patrona roku 2020
Poradnik. Malowanie ścian i sufitów
O przyszłości kulejącego targowiska miejskiego w Iławie
Internet. Oszuści coraz bardziej cwani
Woźnicki rozmawia z kierowcami (styczeń)
Molestowany przez księdza żąda odszkodowania od biskupa
Przyroda. Leśne pomniki chronione
Przedsiębiorcy czują się skrzywdzeni podwyżkami podatków
Gmina wiejska Iława. Bezpieczny plan wydatków na 2020 rok
Miasto Iława. Lotnicza majówka wykreślona z budżetu
Kocioł gazowy alternatywą dla „kopciucha”
Więcej...

CZYTAJ

2004-12-15

Wielka draka o Woźniaka


Janusz Ostrowski: Zapiał kur po raz trzeci

Stało się. Mimo przestróg i napomnień zapiał kur w sprawie Marcina Woźniaka po raz trzeci. A ten pożegnał się z formacją polityczną iławskiej lewicy (jeśli ta w ogóle jeszcze istnieje). Gdybym był wyznawcą spiskowej teorii dziejów uznał bym te fakty za zbieg nie okoliczności, ale jako podstępne działanie skrytych sił – lokalnych mediów, które odebrały lewicy przyszłego partyjnego burmistrza. Lansując go co i raz ku wściekłości niektórych towarzyszy, co mniej lub bardziej głośno wykrzykiwali: „Gówniarz ma jeszcze czas, jeszcze jest za młody”.

I nie ma co się skrywać za potęgą czwartej władzy, drogi Tadeuszu Listkowski. Twoje nawoływania „Woźniak na burmistrza”, były swoistym postawieniem kropki na „i”. Przysłowiowym pocałunkiem śmierci.

Zawiedzone decyzją Woźniaka są również pewne kręgi iławskiego biznesu i nie tylko obecne kręgi elit. One tak na Marcina liczyły… Na jego koncepcje rozwoju miasta, śmiałe decyzje, otwartość i przejrzystość działań.

No, ale są również tacy którzy nie posiadają się ze szczęścia. Będą mieli niewątpliwie święty spokój w tym, co robili dotychczas. A i pewnie obecnemu włodarzowi miasta decyzja Woźniaka o opuszczeniu tej samej partii jest na rękę, bo w końcu pozostali w niej ci, na których może liczyć i którzy go wesprą politycznie (chociaż, znów, nie tak jawnie).

Wielka to starta… „Ale drugiej strony”, jak mawiał Tewi mleczarz ze „Skrzypka na dachu”, może i dobrze, że Woźniak nie będzie musiał przeżywać wyprowadzenia sztandaru po raz drugi w historii polskiej lewicy.

W tym względzie odejścia Marcina Woźniaka rozumiem, sam przecież swego czasu z SLD odchodziłem powodowany motywami, które mój były partyjny kolega Marcin w ostatnim Kurierze punktowo wyłuszczył. Może wówczas za pióro nie chwyciłem, by tę rzecz światu obwieścić. Wybrałem formę bardziej czytelną – popełniając w tym czasie na łamach tegoż Kuriera kilka felietonów (Sztandar wyprowadzić, Kryzys partii władzy, Strażnicy okrągłego stołu, Bronię społeczeństwa). Choć kojarzenie mojej osoby z lewicą pozostało. Ku mojej uciesze…

Przypadek Marcina Woźniaka nie jest niestety odosobniony, bo robić w Polsce karierę, to robić ją przecież po partyjnemu, z towarzystwem i w towarzystwie, czyli nie do końca przejrzyście i uczciwie. Koniec końców barwy partyjne nic do rzeczy nie mają, skoro – jak dawniej bywało – Polska funkcjonuje od jednego zjazdu partyjnego do następnego, a rzeczy zasadnicze, pro publico bono, kogóż obchodzą? Nikogo! I w tym sęk.

Sfery polityczne są też jakby skopiowane z tamtych praktyk. Nie stało się tak, że są partie, jest lewica i prawica, ale ponad nimi jest wizja państwa, nad którą wszyscy pracują... Bo to wciąż imitacja. Imitacja i pastisz. Wciąż redystrybucja i rytuał wyłaniania innej części tej samej politycznej klasy, która już nawet sobie nie jest w stanie wyobrazić innego sposobu funkcjonowania demokracji jak tylko poprzez siebie i dla siebie. Tą demokracją manipuluje się dziś w sposób urągający wszelkim kryteriom logiki.

Co i raz mamy okazję dowiedzieć się (choćby z telewizji), że demokracja polega na tym, że mężczyzn i kobiet ma być (na przykład w Sejmie) po tyle samo. Demokracja jako numerus clasus, tylko politycznie poprawny. Rządzący twierdzą, że w demokracji obywatele powinny być kontrolowani przez „prawdziwych demokratów”. Oczywiście demokracja – zdaniem zwolenników tego poglądu – mimo to nadal istnieje. A mnie się zawsze wydawało, że powinno być przeciwnie, że to obywatele powinni w demokracji kontrolować rządzących.

Ostatnie wydarzenia na Białorusi, Ukrainie czy w Rosji jakże stawały się wdzięcznym tematem szyderstw. Ot, choćby pod adresem demokratury w putinowskiej Rosji. Ci sami ludzie jednak uważają, że podobna – tylko wielogłowa – demokratura jest najlepszym systemem władzy w Polsce. Tak, demokraci od PiS-u do LPR-u przez PO i SLD…

Czy to sąd ludowy czy upartyjnienie państwa – jakie to ma znaczenie… Obywateli jak na lekarstwo. I o obywatelską partię pewnie w Świątyni Opatrzności trzeba będzie zabiegać. Albo na innej plebanii. Choć kto wie czy w przyszłości któryś z posłów nie wykrzyknie z mównicy, że ta Świątynia za partyjne pieniądze pobudowana. I to się zdarzyć może.

Ocipienie rządzących jest obecnie rekordowe, a w absurdalności decyzji już dawno pozostawili w tyle „dokonania” towarzyszy z PRL-u. Hodowla świń w basenie strażackim na potrzeby zakładowej stołówki, właśnie z perspektywy czasu ledwie na machnięcie ręką zasługuje (dla młodszych czytelników: hodowla świń w basenach strażackich miała miejsce w Polsce, w której ówczesna partyjna nomenklatura szukała sposobów rozwiązania świńskiego problemu – pokrycia mięsem kartek żywnościowych).

Dziś te strażackie baseny zawala kupa gnoju, ale już współczesnego, całkiem świeżego, którym – jak wówczas, pożaru ugasić się nie da. O pomyśle sadzenia ryżu na Żuławach nie wspominam, to jeszcze bardziej odległe czasy. Bocheński swego czasu napisał „Dzieje głupoty w Polsce”, może warto temat pociągnąć? W odcinkach, niczym „Potop” w lokalnych mediach drukować (choć trzeba przyznać, że wiele z tej głupoty na łamy prasy trafia, tej głupoty lokalnej, swojskiej bo imiennej). Bohatera łatwo lokalnie się rozpozna, może ów się zawstydzi? Walnie się w łepetynę – może i publicznie, przed obiektywem… Na pierwszą stronę.

Gorzej jak lokalnej prasy nie czyta, w ogóle nie czyta. Bo czy ma czas na czytanie ktoś, kto codziennie wysiłek utrzymania się u władzy musi podejmować? Wyczuć niebezpieczeństwo, prowokację. A i krąg tych którym koniecznie za władztwo trzeba się wywdzięczyć jest przecież nie mały. Czasem za mały by wszystkich pospołu posadkami ciepłymi obdarzyć. I obdarzają, bo cztery lata to czasu nie wiele. No i na przyszłość coś trzeba dla siebie koniecznie zabezpieczyć. W końcu z więzienia i poseł, starosta, wójt czy burmistrz przecież wyjdzie… Siostra i siostrzenica ze szwagrem również…

Czy długo jeszcze Polak-Obywatel będzie w jednej osobie feudalnym poddanym i wyborcą? Pokrzykującym kiedy ma już wszystkiego dość, może Pan się przestraszy i gdzieś sobie pójdzie? A gdy to okazuje się nieskuteczne, grzecznie wróci do roli poddanego. Potem odbieramy pochwały za bezkrwawy, pokojowy przebieg naszych rewolucji i transformacji, okrągłe stoły i dialog. I byłoby się z czego cieszyć, gdyby nie podejrzany smród konformizmu i braku odwagi cywilnej widoczny w pozorowanych debatach Durczoków czy Pospieszalskich. Żałosne skutki ujawniają się za późno. I znów utrwali się w świadomości historycznej Polaków bezkarność odpowiedzialnych za los narodu. Tych obecnych (SLD) i tych z niedawnej przeszłości – Tusków, Rokitów, Kaczyńskich, co zasłaniają się niepamięcią, albo też na krótką liczą pamięć wyborców.

Nie chcemy tego głośno wypowiedzieć: że w świecie jaki sobie stworzyliśmy po 1989 roku pojecie osoby ludzkiej stało się moralną fikcją. Tym, co powinno wywoływać najsilniejsze oburzenie moralne to nie fakt zepchnięcia człowieka w obszary nędzy i biedy, ale postępująca deprawacja cech ludzkich. Apatia, pesymizm, nierzadko depresja a w konsekwencji utrata wiary w sprawiedliwy świat. I niech nie dziwi, że jedyną formą aktywności, która może zrodzić się z takiego stanu, są akty destrukcji.

„Ci, którym się w III RP udało” coraz częściej szukają perwersyjnych rozrywek w postaci – survival, szkoły przetrwania, extreme itp. Tylko czekać jak pojawią się niebawem dalsze ekskluzywne kursy – głodowania, zbierania śmieci i żebractwa.

Jakiego „obywatela” widzą najchętniej piewcy liberalizmu? Takiego, u którego gładko da się rozwinąć cechy niewolnicze. Aby przeżyć, trzeba być dyspozycyjnym, uległym, często pozbawionym oporów i sumienia. Trzeba nauczyć się żyć nie własnym życiem, ale identyfikować się z cudzymi celami i dobrami. Te cele często nie składają się na żadne dobro publiczne, ani nie przyczyniają się do rozwoju ideałów kultury. Praca nie przynosi satysfakcji, gdyż nie służy żadnym wartościom, poza kumulacją czyjegoś zysku. Taki człowiek przestaje być kreatywny i samodzielny, ponieważ obie te cechy stają się społecznie niepożądane. I z kogoś takiego można budować obywatelskie społeczeństwo?

To, co zawsze wywołuje we mnie śmiech, gorzki śmiech, że dobrą lokalną władzę mierzy się ilością położonego polbruku na ulicach. Miasta-cmentarze, czasem kolorowe i hałaśliwe, większe i coraz bardziej martwe. Gdzie coraz trudniej działać twórczo, kreatywnie i pro publico bono. Brak oddolnych inicjatyw, prywata i obojętność – to są właśnie pochodne zaniku przestrzeni publicznej miast. Gacie i gary. Prawdziwe miejsca kultu i wypoczynku. Nie kina, teatry, bibliotek, szkoły…

I może trochę innym językiem. Językiem, którego się nie lubi. Językiem, który jest nie obecny w publicznej debacie. Językiem niepolitycznym.

Szczególnie ostatnimi czasy słowo „korupcja” stało się kluczem do nazywania właściwie każdej podejrzanej sytuacji. Słowu „korupcja” towarzyszy słowo „afera”. A ta ostatnia znajduje swój obowiązkowy finał w komisji.

Od piłkarza, przez samorządowców, aż po polityków parlamentarnego kalibru sama korupcja. Ale przecież nie o zwykłą korupcję w tym wszystkim chodzi. Co umyka w publicznej debacie? O czym na pierwszych strona krajowej prasy się nie przeczyta? Nie o tym mówią w telewizyjnych newsach. Tam królują Osoby, Partie. Władzę się lokalizuje. O władzy się mówi z imienia i nazwiska. Władzę się pokazuje. O władzy się powiada, że czas ją oddać opozycji. I o czym się mówi? O niczym.

Bo wystarczy rzut oka choćby na wyniki spisu powszechnego, by zauważyć że ten system od początku opiera się na rencie i na redystrybucji, a nie na mechanizmach ekonomicznych. A to, co traktujemy słusznie jako patologie, stało się funkcjonalne: pieniądz robi się pomiędzy państwem i rynkiem, między sektorem finansów publicznych, a tymi, którzy obsługują, przejmują na rynku niektóre zadania państwa. Kapitalizm polityczny to nie kwestia po prostu nieuczciwości, po prostu nieumiejętności – to jest kwestia INSTYTUCJI.

I jakoś nie słychać w oratorskich popisach Giertychów, Wassermanów czy innych Komisarzy Ludowych nawoływań do radykalnej zmiany koncepcji komercjalizacji państwa. O przerwaniu niekontrolowanej redystrybucji. Nie słychać stanowczych głosów mówiących o tym, że czas postawić na akumulację kapitału, a nie na prymitywną liberalizację. Liberalizację selektywną, w złej kolejności. Gdzie oczkiem w głowie przestały by być rynki finansowe, że „czas uwolnić przedsiębiorców”. Budować kapitalizm, a nie kapitalizm oparty na rencie władzy i redystrybucji. I to są instytucje. Kartel polityczny wciąż ma się dobrze. A reforma funduszy publicznych wciąż pozostaje poza zasięgiem jakiejkolwiek komisji. Wciąż funkcjonujemy w świecie reglamentacji, wciąż całe obszary są poza widzeniem. Ale to temat na inny felieton.

Widziałem anons w prasie (nie pamiętam tytułu): „Lewicy poszukuję. Wyszła z domu, tuż po odzyskaniu niepodległości – dotychczas nie wróciła…”. Może czytelnicy Kuriera pomogą?

Janusz Ostrowski

  2004-12-15  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
128198019


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.