Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Obwodnica Nowego Miasta. Będzie poślizg
Burmistrz bezradny na hałas z „Leśnej”
Trzy lata temu obiecaliśmy, dziś wręczamy świadectwa
Albo tunel pod torami, albo stanie i czekanie
Kwaśniewski do Kopaczewskiego. Replika o blokadzie USC
Szpital. Nie działa poradnia medycyny paliatywnej
Wodne problemy z hydrantami
Kładka między Małym a Dużym Jeziorakiem zamknięta od 5 lat
Burmistrz zablokował w USC bezpłatne klepsydry
Problemy z dostępem do obiektów sportowych
Czy Iława jest gotowa do sezonu letniego?
Susz. Nowy dyrektor ośrodka kultury
Raport przedwakacyjny. Co Iława oferuje na sezon?
Mikołaj Grzywacz o pierwszych krokach w muzycznej branży
Iława. Zwolnienia podatkowe 2019
Szerszeń monstrum. Kolejna niespodzianka z Azji
Większy skład komisji rewizyjnej. Demokracja czy polityka?
Pokolenie wojny kontra powiat i „służba zdrowia”
Pokonała wirusa i urodziła zdrowe dziecko!
Epidemia. Czy młodzież korzysta z telefonu zaufania?
Więcej...

CZYTAJ

2009-02-18

Ostatnie miesiące życia samobójcy wspomina jego żona


Tydzień temu na swojej działce targnął się na życie Roman Ł. z Iławy. Mężczyzna, jak mówi jego żona i córka, od ponad roku ciężko chorował, a od kilku miesięcy był w głębokiej depresji, której źródłem był ogromny ból – ten po przebytych operacjach i ten „nowy”, jak nazywa go rodzina. Kilka miesięcy temu zwolniono go z pracy. Jednak gdy potem miał rozpocząć nową... nie dał rady.


– Mąż pracował fizycznie od 34 lat – opowiada nam o życiu Romana Ł. jego żona Jadwiga. – Latem 2007 roku przeszedł operację przepukliny pachwinowej. Wówczas nikt nie myślał, że ta właśnie operacja stanie się początkiem gehenny, jaką przeżył.


NOTORYCZNY BÓL

Roman Ł. pracował na budowie jako zbrojarz. Praca ciężka i wymagająca sporego wysiłku.

– Już wtedy mówili mu lekarze by się oszczędzał i nie dźwigał tyle, co przed operacją pachwiny. No ale wiadomo, praca jest pracą i do emerytury chciał jakoś dotrwać – dodaje Jadwiga, która od 17 lat sama walczy z nowotworem: ma amputowane obie piersi. – Niestety, krótko potem pojawiły się kolejne problemy zdrowotne. Kolejna przepuklina po drugiej stronie, która skończyła się także usunięciem jądra. Po tej operacji mąż był prawie pół roku na zwolnieniu. Nie mógł już tak ciężko pracować. Ciągłe bóle w pachwinie nie dawały mu spokoju. Łykał silne leki przeciwbólowe, a nawet dostawał zastrzyki, które miały mu uśmierzać ten potworny ból. Nie pomagało...

Roman zdecydował się na prywatne badanie USG. Tam dowiedział się, że operacja usunięcia jądra nie poszła tak jak powinna i stąd też prawdopodobnie te silne bóle.

– Nie pamiętam dokładnie jak nazwał to lekarz, ale mówił coś o naruszeniu nerwu pachwinowego, który w trakcie wewnętrznego zszywania miejsca po amputacji jądra został doszyty do ścian pachwinowych – opowiada żona zmarłego. – Z tym badaniem poszliśmy do lekarza rodzinnego Elżbiety Kudyk. Ona robiła wszystko, by ulżyć Romanowi w cierpieniach.


MYŚLI SAMOBÓJCZE

Z początkiem stycznia tego roku Jadwiga „zaciągnęła” męża do psychiatry.

– Widziałam, że coś z nim nie tak – wspomina kobieta. – Nic go nie interesowało. Nawet najdelikatniejszy dźwięk go denerwował. Wystąpiły nowe bóle, głowy. Romek przestał nawet palić, a alkohol, który kiedyś lubił, też był dla niego „wrogiem”. Umówiłam go do psychiatry. Byłam przy jego rozmowie z lekarką. Wtedy właśnie powiedział, że myśli o samobójstwie. Lekarka stwierdziła u męża bardzo głęboką depresję, której powodem był notoryczny ból. Ona rzadko kiedy sypiał, tak go to bolało.

– Z bólu nie mógł nawet się podnieść i wziąć na kolana dwuletniego wnuczka – wtrąca jedyna córka zmarłego. – Widzieliśmy jak się męczy, ale nie mogliśmy nic zrobić. Zresztą był wciąż pod opieką lekarzy.


MIAŁ IŚC NA RENTĘ

Po wizycie u psychiatry i po badaniu USG państwo Ł. odwiedzili ponownie lekarza rodzinnego.

Doktor Kudyk skierowała męża jeszcze do laryngologa, a ten do neurologa, który dał nam skierowanie na tomografię głowy do Olsztyna – dodaje Jadwiga. – I tu kolejny szok: tomografia wykazała, że Romek ma torbiel pajęczynówki lewej półkuli mózgu. Stąd prawdopodobnie te silne bóle głowy. Mąż dostał od lekarza rodzinnego zaświadczenie o całkowitej niezdolności do pracy. Chcieliśmy złożyć dokumenty o rentę. Czekaliśmy na kolejną wizytę u neurologa, ale do niej już nie doszło...

Kilka dni przed samobójczą śmiercią mężczyzna był jeszcze raz u lekarza. Miał bardzo wysokie ciśnienie. Zrobiono badanie EKG i dołożono mu kolejne leki.


NIEZDOLNY I… ZDOLNY

Zanim jednak lekarz rodzinny wystawił Romanowi zaświadczenie o całkowitej niezdolności do pracy, skończyło się mu zwolnienie lekarskie (169 dni) i musiał wrócić do pracy na budowie w jednej z iławskich firm. Jednak w chwili, gdy zgłosił się do pracy, wręczono mu wypowiedzenie.

– Poszedł do tej roboty, choć widziałam, że strasznie się bał, czy da radę pracować z takim bólem. Z wypowiedzeniem w ręku pozostało mu zarejestrować się w urzędzie pracy jako bezrobotny – mówi wdowa. – W międzyczasie mąż wciąż się leczył.

Z Powiatowego Urzędu Pracy bezrobotny Roman dostał informację, że musi zrobić badania u tzw. lekarza przemysłowego, by stwierdzić jego stan zdrowia i zdolność do pracy, by było, jasne na jakim stanowisku możne być zatrudniony.

– Pokazałam wtedy tej pani w „pośredniaku” zaświadczenie o jego niezdolności do pracy. Wyjaśniłam, że mąż stara się o rentę i jest w trakcie kompletowania dokumentów. Kobieta odparła, że takie badania u lekarza przemysłowego są wymogiem, jeśli dla bezrobotnego jest oferta pracy – opowiada Jadwiga. –Wymóg wymogiem, więc poszliśmy na badanie. Tam dowiedzieliśmy się, że przepuklina i usunięte jądro to zwykły zabieg, a nie operacja. Do tego lekarka stwierdziła, że mąż jest symulantem i nie chce mu się pracować. On aż płakał ze złości, że ta lekarka nie chce posłuchać tego, co ma do powiedzenia.

Zaświadczenie lekarskie mówi: zdolny do pracy, może dźwigać ciężary do 80 kg. Jadwiga zaniosła to zaświadczenie do PUP, dołączając do niego również to sprzeczne, wystawione przez lekarza rodzinnego, stwierdzające całkowitą niezdolność Romana Ł. do pracy.

– W urzędzie powiedzieli, że oni honorują tylko to od lekarza przemysłowego, a to od rodzinnego mam sobie zabrać – dodaje kobieta. – Nie dałam za wygraną i dopięłam spinaczem to drugie też. Dziś jak mi powiedziano nie ma go w urzędzie. Gdzieś zaginęło.

W domu kobieta ma tylko kserokopię zaświadczenia lekarza rodzinnego.

– Mamy pełną dokumentację, która jest przez nas wymagana i nic z wymaganych dokumentów nam nie zginęło – twierdzi Lucyna Krajewska z Powiatowego Urzędu Pracy w Iławie. Zasłaniając się ochroną danych osobowych nie chce odpowiedzieć, czy posiada zaświadczenie od lek. Elżbiety Kudyk, które potwierdzało niezdolność do pracy Romana Ł.


TRAGICZNY PONIEDZIAŁEK

Roman otrzymał z PUP dwie oferty pracy: operatora wózka widłowego oraz palacza. Poszedł na wstępne spotkanie z pracodawcą.

W poniedziałek 9 lutego rano Jadwiga wychodziła do znajomej, a jej mąż – jak powiedział – chciał iść popracować na działce. Zaczekał jeszcze w domu na listonosza.

– Gdy wróciłam od znajomej zobaczyłam, że na stole w pokoju leży podarta koperta i wezwanie z urzędu pracy, by mąż stawił się w środę 11 lutego celem ostatecznego wyznaczenia miejsca pracy – ze łzami w oczach wspomina ten dzień Jadwiga. – Pomyślałam, że w sumie to może dobrze, że będzie miał zajęcie, bo tu w domu zaczynał gdzieś „uciekać”. Tłumaczyłam to sobie tym, że to od leków przeciwbólowych, których łykał ostatnio nawet 2 paczki dziennie. Wzięłam się za domową robotę i obiad. Koło godziny 16 wyjrzałam przez okno, które wychodzi na ulicę Ostródzką. Zobaczyłam, że za dawny POM, gdzie jest nasza działka, wjeżdża karetka. Jeszcze pomyślałam, że może ktoś miał wypadek, bo są tam zakłady produkcyjne. Chwilę potem zadzwonił nasz sąsiad z działki. Powiedział, że Romek chyba się powiesił. Wsadziłam buty na gołe stopy i pobiegłam. Lekarz powiedział, że mąż nie żyje.

Z działki dobiegała muzyka z radia. Roman był tam od południa. Pracował przy drzewkach, przycinał je, przygotowywał ogród do nadejścia wiosny.

– On bał się, że nie da rady w tej nowej pracy... – kończy wdowa.

JOANNA MAJEWSKA


Ś.p. 58-letni
Roman Ł. z Iławy
targnął się
na swoje życie




Jadwiga, wdowa po Romanie, choć sama od 17 lat
boryka się z nowotworem, przez całe życie była wsparciem
dla swego męża. Dziś zostały jej fotografie i wspomnienia…

„Odleciał jak kos w głuchą noc,
co zranione skrzydła latami unosił...”

– kochanemu Ojcu jedyna córka

  2009-02-18  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129953848


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.