Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Czy Iława jest gotowa do sezonu letniego?
Susz. Nowy dyrektor ośrodka kultury
Raport przedwakacyjny. Co Iława oferuje na sezon?
Mikołaj Grzywacz o pierwszych krokach w muzycznej branży
Iława. Zwolnienia podatkowe 2019
Szerszeń monstrum. Kolejna niespodzianka z Azji
Większy skład komisji rewizyjnej. Demokracja czy polityka?
Pokolenie wojny kontra powiat i „służba zdrowia”
Pokonała wirusa i urodziła zdrowe dziecko!
Epidemia. Czy młodzież korzysta z telefonu zaufania?
Epidemia. Personel szpitala woła o pomoc
Ziemia Lubawska odbierze Iławie nową drogę ekspresową?
Ratownik Tomasz Sławiński: Lepiej zapobiegać, niż leczyć
Podwyżka pensji dla dyrektor ICK: „Rutynowa”
Roman Żuralski: List otwarty do mieszkańców Iławy i regionu
Chciał ukraść pieniądze z myjni, ale...
O historii starego młyna
Pożar zabytkowego młyna
Mowa ciała prawdę powie. Burmistrz Dawid Kopaczewski
Jest wykonawca drogi ekspresowej S5 Ornowo-Wirwajdy
Więcej...

CZYTAJ

2004-10-14

Epitafium dla Iławy


Janusz Ostrowski

Drogi Tadeuszu Listkowski. Rzeczywiście, ludzi uniwersalnych dziś już nie ma, chociaż znam bardzo wielu, którzy za uniwersalistów się uważają – szczególnie tam, gdzie granicy między „wiedzą” a „poglądami” się nie widzi.

Ci uniwersaliści są łatwo rozpoznawalni: brylują, a jakże, w każdym temacie. Rzuć im tylko hasło! No i jeszcze ten mentorski ton...

Czasami ten uniwersalizm zaczyna się i kończy na głowie (siwe włosy albo łysina). Częściej jednak poza domem (bo przy żonach lub teściowych ten uniwersalizm jakby wygasa). A! – są jeszcze politycy (lokalni również). Tych jednak nazwałbym hiperrealistami, tu znawstwo wykracza daleko poza to nawet, co się w głowie już zmieścić nie może. Słuchający tych hiperrealistów – jako żywo – przypomina jednego z bohaterów sztuki Moliera, który dowiedział się, że mówi…prozą.

Odnotowałem i ja wywiad z młodym wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej w Iławie Marcinem Woźniakiem. Miałem się nawet odnieść do niego na gorąco, tuż po jego publikacji.

Szanowni państwo, nie zaskoczył mnie w tym względzie Tadeusz Listkowski, który – podobnie jak ja – śledzi z uwagą karierę Marcina Woźniaka, dziś wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej w Iławie, wczoraj aktywnego działacza iławskiego SLD i redaktora biuletynu „Lewica”, mającego na sumieniu dwa zwycięstwa wyborcze: posła Andrzeja Umińskiego i obecnego burmistrza Jarosława Maśkiewicza.

Nim wyrażę swój pogląd w tej sprawie, wpierw przywołam metaforę, którą swego czasu skonstruował inny młody iławianin – Bartosz Gonzalez: „Iława coraz bardziej przypomina miasto przylepione do więziennych murów, dworca i cmentarza. To takie naturalne wyjścia. Stosowne do sytuacji”.

Ta metafora bardzo przypadła mi do serca. Po pierwsze dlatego, że jej autorem jest młody człowiek, a po drugie, że świetnie oddaje klimat miasta pod rządami obecnych w iławskim ratuszu. Jest dramatycznym zapisem stanu świadomości wielu mieszkańców, których takie miasto do siebie nie przekonuje.

Wywiad z Marcinem Woźniakiem to przecież nic innego, jak wypełnienie całkiem konkretną treścią właśnie powyższej metafory. A przypadek Marcina Woźniaka uważam za szczególny i typowy zarazem.

Szczególny, zważywszy na fakt jego bardzo wczesnej inicjacji politycznej i samorządowej. Typowy, bo zdaje się dzielić los swoich rówieśników, których wczesny kontakt z polityczną rzeczywistością był jak brutalna defloracja pozbawiająca dziewictwa, ale przede wszystkim złudzeń, że w tej grze wcale nie idzie o kompetencje, profesjonalizm, odwagę, uczciwość czy – mówiąc po prostu – dobro wspólne. Przypadek typowy, bo oto młody gniewny dobitnie przekonuje się, że lokalny radny czy polityk okazują się zlepkiem cynizmu, bezradności i prywaty, gdzie motywem działania jest wyłącznie najzwyklejszy oportunizm. Nie do wszystkich, rzecz jasna, ta charakterystyka się odnosi, ale niestety do wielu. Nazbyt wielu.

Wywiad czytałem z uwagą, stawiając sobie jednocześnie pytanie: co stanowi o sile obecnego układu w ratuszu? Czy możliwe jest wyjście? Wyjście gwarantujące normalny bieg spraw bez wzajemnego blokowania działań...

Powiem wprost: argumentacja Marcina Woźniaka – przynajmniej w sprawie odwołania obecnego burmistrza – mnie zupełnie nie przekonuje. Ba, odsuwam nawet myśl, że to przejaw zwykłego oportunizmu i braku odwagi spojrzenia swoim wyborcom prosto w oczy. Braku argumentów właśnie.

Zapewne stan spraw w lokalnym samorządzie, w lokalnych wspólnotach, jest może czymś wtórnym. Stąd tytuł, który nie traktuję jako zwykłą obserwację oczywistych faktów, które w prostym języku oznaczają, że mieszkańcy mają gdzieś sprawy, z którymi się po prostu nie identyfikują. Chyba że dotyczą one bezpośrednio ich żywotnych interesów. Żywotnych, to znaczy w pełnym tego słowa znaczeniu prywatnych.

I nic w tym dziwnego. Przestrzeń publiczna, w której funkcjonujemy od dłuższego czasu, nie pociąga za sobą żadnej znaczącej aktywności, chyba że którąś z tych jak w metaforze powyżej. Wyborca stał się dodatkiem do urny, a samorząd może funkcjonować właściwie bez obecności wyborcy. Ot, taka demokracja bez obywateli. Iława, a i zapewne niejedne polskie miasto, funkcjonuje w sposób identyczny.

Jedną z zatrważających rzeczy, które się dzieją obecnie – i to nie tylko ze względu na marny spektakl naszego państwa, który zniechęca (właśnie marny, niewciągający, dyletancki, nudny) – jest zanikanie wiary w rytuał, który jest potrzebny, żeby przeżywać własną obywatelskość. Znika przekonanie, że prawa obywatelskie, które mamy, są naszymi prawami niezbywalnymi, nielicencjonowanymi. Znika przekonanie, że w polityce (również lokalnej) delegujemy część naszej suwerenności, tworzymy „delegowanego” suwerena (państwo, samorząd). Znika przekonanie, że powtarzamy to w wyborach, bo to jest bardzo ważne, bo tam jest rzeczywista władza. Ale tej władzy tam właśnie nie ma.

Efekt jest oczywisty. Kształtuje się nie tylko lekceważący stosunek do państwa, samorządu – to niszczy także ów wymiar obywatelskości w jednostkach.

Z drugiej strony stan spraw w lokalnym samorządzie to prosta konsekwencja faktu, że nie ma przeżycia dobra wspólnego bez poczucia więzi z innymi. Słowo „ratusz” nie wywołuje żadnych pozytywnych konotacji, ba – nawet jakichkolwiek emocji. Bo wyborca już dawno przestał traktować lokalną władzę jako „swoją”.

Wywiad z Marcinem Woźniakiem to coś więcej niż graficzna forma zapisu wypowiedzi radnego. To raczej obraz gasnącej linii na monitorze odchodzącego.

Bo miasto Iława umiera...

JANUSZ OSTROWSKI

  2004-10-14  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129477646


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.