Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
CZYTAJ
Opinie, felietony
Zdrowie
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
Wyszukiwarka
FORUM

CZYTAJ
Lekarze rodzinni postawili mur
Droga ekspresowa S5. Lubawa i Nowe Miasto wchodzą do gry
Obwodnica Nowego Miasta. Będzie poślizg
Burmistrz bezradny na hałas z „Leśnej”
Trzy lata temu obiecaliśmy, dziś wręczamy świadectwa
Albo tunel pod torami, albo stanie i czekanie
Kwaśniewski do Kopaczewskiego. Replika o blokadzie USC
Szpital. Nie działa poradnia medycyny paliatywnej
Wodne problemy z hydrantami
Kładka między Małym a Dużym Jeziorakiem zamknięta od 5 lat
Burmistrz zablokował w USC bezpłatne klepsydry
Problemy z dostępem do obiektów sportowych
Czy Iława jest gotowa do sezonu letniego?
Susz. Nowy dyrektor ośrodka kultury
Raport przedwakacyjny. Co Iława oferuje na sezon?
Mikołaj Grzywacz o pierwszych krokach w muzycznej branży
Iława. Zwolnienia podatkowe 2019
Szerszeń monstrum. Kolejna niespodzianka z Azji
Większy skład komisji rewizyjnej. Demokracja czy polityka?
Pokolenie wojny kontra powiat i „służba zdrowia”
Więcej...

CZYTAJ

2005-11-23

Burmistrz Standara szuka wrogów


Gmina wiejska Lubawa. Z wójtem TOMASZEM EWERTOWSKIM oraz radnym BENEDYKTEM CZARNECKIM rozmawiamy na temat tego, kto w Lubawie jest diabełkiem i kto straszy opinię publiczną.


Kleina: – Panie wójcie! Zarówno w lubawskim „Głosie Magistrackim”, jak i „Kurierze” ukazało się tzw. sprostowanie wiceburmistrza Lubawy Stanisława Kieruzela pt. „Dlaczego okłamuje pan czytelników, panie Kleina?”. Sporo miejsca panu poświęcił Kieruzel. Nie zauważyłem, niestety, nigdzie pańskiego sprostowania...

Ewertowski: – Wysłałem pismo do Błażeja Urbańskiego, redaktora „Głosu”, z prośbą publikacji sprostowania nieprawdziwych informacjami podanych przez Kieruzela. Otrzymałem od Urbańskiego pismo informujące, iż moja odpowiedź nie może zostać opublikowana z dwóch powodów: nie spełnia wymogów ustawy o prawie prasowym oraz redakcja nie zamieszcza sprostowań do płatnych ogłoszeń prasowych.

Kleina: – A to ciekawe! Aktualnie toczy się proces przed Sądem Okręgowym w Elblągu z mojego powództwa przeciwko Błażejowi Urbańskiemu o nakazanie publikacji odpowiedzi prasowej. I niech pan sobie wyobrazi, że w procesie tym powiada Urbański: „Po publikacji każdego płatnego ogłoszenia (autorstwa Edmunda Standary i Macieja Radtke – przyp. red.) powód (czyli ja – przyp. autora) odwiedzał redakcję i informowałem go, że jego odpowiedzi zostaną zamieszczone niezwłocznie w kolejnym numerze tygodnika na tych samych zasadach, jak materiały zlecone do druku przez autorów płatnych ogłoszeń prasowych, do których powód chce się odnieść”. Czyli puści mi chłopiec sprostowanie, o ile zapłacę stosowną kwotę. Musi pan, panie wójcie, sprawdzić, czy przypadkiem prawo prasowe w ciągu ostatnich dni się zmieniło...

Ewertowski: – Urbański pogubił się. To wręcz nieprawdopodobne! Mnie powiada, że redakcja nie zamieszcza sprostowań do płatnych ogłoszeń prasowych, mimo iż art. 31 prawa prasowego mówi wyraźnie o publikacji sprostowania w formie bezpłatnej; panu natomiast, że jak pan zapłaci, to opublikuje...

Kleina: – Ten młody człowiek tak się zakręcił, że już mówi teraz zupełnie coś innego w sądzie. Jest to coś niebywałego. A może już po prostu sytuacja bez wyjścia, w którą się zapędził, zaczyna go paraliżować? Mogą, jego zdaniem, osoby zaprzyjaźnione z „Głosem” stosować kłamstwo, nienawiść czy też agresję bez żadnej odpowiedzialności za słowo. Może pana, mnie, kogokolwiek Urbański bądź magistrat obrażać. My natomiast, jako obywatele trzeciej kategorii, nie mamy żadnego prawa do ochrony dóbr osobistych. Jak w Korei Kir Im Sena...

Ewertowski: – W związku z odmową opublikowania sprostowania nieprawdziwych informacji podanych przez Kieruzela zażądałem od Urbańskiego wskazania przyczyn odmowy. Uwypukliłem, że nieprawdziwe informacje zawarte w artykule Kieruzela naruszają moje dobre imię i narażają na utratę zaufania niezbędnego do pełnienia przeze mnie funkcji publicznej. Z pismem tym, proszę sobie wyobrazić, wysłałem pracownika do redakcji „Głosu” i obecny tam pracownik redakcji, po krótkiej rozmowie telefonicznej z Urbańskim, odmówił przyjęcia pisma, a nawet odmówił dania pisemnego stwierdzenia, że go przyjąć nie chce. Pan sobie wyobraża? O całej sprawie poinformowałem wydawcę w Olsztynie.

Kleina: – Co dalej? W oczach czytelnika lubawskiego, o kibicach nie wspominając, jest pan wrogiem sportu, bo to rzekomo przez pana nie będzie kompletu trybun na nowym stadionie miejskim...

Ewertowski: – Wierzę w ludzką inteligencję i mam nadzieję, że wszyscy zrozumieją, w czym tkwi problem.

Kleina: – Ba, ale Kieruzel stwierdził, że „zaprojektowanie trybun dla widzów z drugiej strony boiska zostało zablokowane przez wójta lubawskiej gminy Tomasza Ewertowskiego”. No i jesteś pan specjalistą od blokowania... Najpierw śmieci, potem kanalizacji, a ostatnio – trybun.

Ewertowski: – Mistrzem, jak na razie, blokowania jest Urbański. Natomiast ze mnie próbuje się w „Głosie” zrobić niezwykle diabolicznego człowieka, winnego wszelkiego zła w Lubawie i okolicy. Szkoleniowym przykładem jest ostatnio problem stadionu, bo przecież o śmieciach i kanalizacji tyle już powiedziano. Najgorsze jest to, że o problemach wzajemnej współpracy pomiedzy miastem a gminą wiejską dowiaduję się z wystąpień prasowych urzędników miejskich. Kiedy chcę im odpowiedzieć, blokuje się moją odpowiedź. Sytuacja jest wiec podwójnie nienormalna. Trwa to już około dwóch lat.

Kleina: – No więc jak to z tą blokadą było?

Ewertowski: – Wierutne bzdury! Sprawa sięga poprzedniej kadencji. Edmund Standara wystąpił do mnie z propozycją nabycia gruntu bezpośrednio przylegającego do stadionu miejskiego. Zgodnie z prawem propozycję tę skierowałem na ręce radnych, a konkretnie pod obrady wspólnych komisji z czytelną sugestią nieodpłatnego przekazania gruntu.

Kleina: – Kieruzel mówi jedno, pan mówi drugie, a jedno do drugiego ma się jak pięść do nosa...

Ewertowski: – Radni gminy wiejskiej Lubawa zaakceptowali tę propozycję. Uzgodniono z prezesem LZS, znanym działaczem sportowym, panem Benedyktem Czarneckim, iż za przekazanie nieodpłatne ziemi należy uzyskać obietnicę korzystania ze stadionu zawodnikom gminnego zrzeszenia LZS, do którego, notabene, należy około 30 proc. miejskich sportowców.

Kleina: – A nie jest to tak, panie wójcie, jak w tym porzekadle, że na złodzieju czapka gore i w zaistniałej sytuacji próbuje pan wykreować taką właśnie tezę, ażeby się wyłgać od odpowiedzialności?

Ewertowski: – Sprawa, którą przedstawiam, jest przecież do weryfikacji. Myślę, że Benedykt Czarnecki będzie miał coś do powiedzenia. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że decyzję o przekazaniu ziemi podjęliśmy natychmiastowo. Stosowne porozumienie mieli przygotować miejscy działacze sportowi. Do dnia dzisiejszego na projekt porozumienia miasto nie odpowiedziało, ani też nawet nie potwierdziło chęci przejęcia ziemi. Tak więc skoro nie zostało przygotowane porozumienie pomiędzy działaczami sportowymi gminy i miasta, nie udzieliłem oficjalnej, pisemnej odpowiedzi burmistrzowi. Nie sądzi pan, że żądanie magistratu ustami czy raczej piórem Kieruzela, żeby darczyńca biegał za chętnym na prezent, jest co najmniej dziwne?

Kleina: – Mógłby pan, panie Benedykcie (tu zwracam się do szefa LZS), coś nam o tym powiedzieć?

Czarnecki: – O całej tej sprawie, tak jak ją panu przedstawił wójt Ewertowski, wiedzieli panowie: burmistrz Edmund Standara oraz sekretarz Maciej Radtke, z którymi się osobiście kontaktowałem i sprawę przedstawiłem.

Kleina: – Czy była jakakolwiek odpowiedź burmistrza?

Czarnecki: – A skąd! Wielokrotnie też informowałem kolegów radnych o braku jakiejkolwiek reakcji ze strony przedstawicieli magistratu. Dopiero teraz zostałem tam poproszony, gdzie rozmawiała ze mną czwórka panów: burmistrz Edmund Standara, sekretarz Maciej Radtke, Stanisław Kieruzel oraz dyrektor MOK Roman Krauze.

Kleina: – Przepraszam, Roman Krauze też był? A on jako kto? Pracownik magistratu czy radny gminy wiejskiej?

Czarnecki: – To musiałby pan jego spytać, ja nie wiem. Powiedziano mi, że ja jako przedstawiciel LZS nie jestem właścicielem ziemi i oni ze mną na ten temat nie będą rozmawiać.

Kleina: – Panie wójcie, a może panowie z magistratu mają rację?

Ewertowski: – Spodziewam się, że panowie z magistratu spróbują wykazać absurdalność propozycji zawarcia porozumienia pomiędzy działaczami sportowymi miasta i gminny przed podjęciem uchwały rady o dokonaniu darowizny. Oczywiste jest, że działacze nie są właścicielami stadionu i gruntu, który ma być przedmiotem darowizny. Rację więc będą mieli, ale tylko częściowo, gdyż nie chodzi o to, kto jest formalnie stroną umowy, ale głównie o to, komu stadion ma służyć i kto jest głównym jego użytkownikiem. Niedopuszczalna byłaby sytuacja, ażeby burmistrz decydował, z kim i w jakim zakresie sportowcy mają współpracować, kto, kiedy i z kim ma rozgrywać mecze na stadionie. Przypominam, że tabakierka jest dla nosa, a nie nos dla tabakierki.

Kleina: – To pan, panie Czarnecki, przez półtora roku pierwszy raz z magistratem rozmawiał?

Czarnecki: – Ależ skąd! Wielokrotnie! Ostatnio telefonicznie, po ukazaniu się pańskiego artykułu w „Kurierze”. W obecności Stanisława Bulińskiego, nauczyciela w-f oraz Franciszka Puwalskiego, sędziego i działacza piłkarskiego, przewodniczącego Rady Gminy Wiejskiej Jana Laskowskiego oraz wójta Tomasza Ewertowskiego. Przecież gdybym nie rozmawiał z Maciejem Radtke, to nie byłbym dzisiaj w magistracie. Przecież ja bym do nich nie poleciał, bo i po?

Kleina: – Próba skłócenia, a tak to widzę, środowisk sportowych miasta i gminy wiejskiej, gdzie w dzisiejszym dziwnym świecie, że zacytuję Czesława Niemena, powinny funkcjonować zasady fair play, a zasady te są plugawione przez takiego Urbańskiego, Krauze, Radtke, Standarę... po to właśnie, ażeby swoje egoistyczne, partykularne interesy realizować...

Ewertowski: – Niezwykle charakterystyczne jest dla burmistrza Standary i jego niektórych współpracowników, iż permanentnie szuka wrogów, zamiast skoncentrować się na rozwiązywaniu problemów. Uważam, że niezwykle naganna jest próba skłócenia środowisk sportowych. Sądzę jednak, że środowiska te nadal będą odporne na destrukcyjną politykę magistratu miejskiego i destrukcję, nie waham się tego słowa użyć, prowadzoną w imię niezrozumiałych celów.

Kleina: – Dziękuję panom za rozmowę.

Pytał i notował:
ANDRZEJ KLEINA



Wójt Ewertowski i radny Czarnecki
z gminy wiejskiej Lubawa przyznają zgodnie,
że władze miasta prowadzą niezrozumiałą grę


  2005-11-23  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
130175484


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | CZYTAJ | Opinie, felietony | Zdrowie | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne | Ogłoszenia modułowe
Wyszukiwarka | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.