Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

CZYTAJ
Obwodnica Nowego Miasta. Będzie poślizg
Burmistrz bezradny na hałas z „Leśnej”
Trzy lata temu obiecaliśmy, dziś wręczamy świadectwa
Albo tunel pod torami, albo stanie i czekanie
Kwaśniewski do Kopaczewskiego. Replika o blokadzie USC
Szpital. Nie działa poradnia medycyny paliatywnej
Wodne problemy z hydrantami
Kładka między Małym a Dużym Jeziorakiem zamknięta od 5 lat
Burmistrz zablokował w USC bezpłatne klepsydry
Problemy z dostępem do obiektów sportowych
Czy Iława jest gotowa do sezonu letniego?
Susz. Nowy dyrektor ośrodka kultury
Raport przedwakacyjny. Co Iława oferuje na sezon?
Mikołaj Grzywacz o pierwszych krokach w muzycznej branży
Iława. Zwolnienia podatkowe 2019
Szerszeń monstrum. Kolejna niespodzianka z Azji
Większy skład komisji rewizyjnej. Demokracja czy polityka?
Pokolenie wojny kontra powiat i „służba zdrowia”
Pokonała wirusa i urodziła zdrowe dziecko!
Epidemia. Czy młodzież korzysta z telefonu zaufania?
Więcej...

CZYTAJ

2014-09-03

ADAM ŻYLIŃSKI wraca posprzątać Iławę


– Panie pośle, minęło półtora roku od naszej ostatniej rozmowy, w trakcie której, dzięki naszej gazecie, cała Polska usłyszała, że wystąpił Pan z Platformy Obywatelskiej...

ADAM ŻYLIŃSKI:
– ...bez przesady! Nie jestem medialnym celebrytą, kimś na tyle ważnym, by interesowała się nim cała Polska.






– ...pozwoli Pan, że dokończę, Panie Adamie. Złożył Pan wówczas ważne oświadczenie deklarując udział w wyborach na burmistrza Iławy.

– Przyznaję, że ogłaszając tak wcześnie swój akces w wyborach lokalnych miałem duszę na ramieniu. Dręczyło mnie pytanie, jak przyjmą taką jednoznaczną deklarację mieszkańcy i czy nie będzie to klasyczny falstart. Obawiałem się, że stąpam po zbyt kruchym lodzie i prędzej czy później wywołam pośród iławian znużenie moją osobą.

– I co? Niepokój uzasadniony?

– Raczej nie. Przez ten długi czas w wielu iławskich środowiskach, wprost w rodzinnych domostwach, przetoczyła się istotna z mojego punktu widzenia dyskusja. Zamiast niewiary czy niechęci do mnie, obudziłem dobre wspomnienia i nadzieję na wreszcie poważne zmiany w Iławie. Kto zechciał, dowiedział się czego może po mnie się spodziewać.

– Tak spokojnie Pan o tym mówi... Zastanawiam się: naiwny, czy tylko udaje. Przecież doskonale Pan wie, że tu nie chodzi o mieszkańców Iławy. Pański oficjalny przekaz o chęci powrotu z Warszawy do ratusza wywołał wściekłość w szeregach iławskiej Platformy. Kiedy Pan snuł w Kurierze swe opowieści jak wyobraża sobie przyszłość Iławy, czołowi działacze lokalnej PO wypowiedzieli Panu brutalną, bezwzględną wojnę. Próbowali niszczyć Pana od kilku dobrych lat, a teraz uzyskali jeszcze większą motywację. Wydaje się nieprawdopodobnym, by nie dostrzegał Pan czego doświadczają ludzie, którzy wobec aktualnie zarządzającej Iławą ekipy ośmielają się zgłaszać odrębne zdanie.

– Panie Jarosławie, czyżby próbował mnie Pan przestraszyć? Zapomina Pan z kim rozmawia. Od najmłodszych lat życie dostarczało mi wszystkiego co najgorsze i najlepsze. Jako dziecko doznawałem nieszczęść i upokorzeń, ale też i chwil najcudowniejszych. Później w młodości, kilka razy lądowałem na życiowym zakręcie. A moja działalność publiczna? Niczego w niej nie zabrakło. Od najbardziej nieoczekiwanych sukcesów, po ciężkie lanie po pysku. Pomimo tej trwającej już lata życiowej karuzeli, ciągle pozostaję niepoprawnym optymistą. Nic i nikt nie jest w stanie mnie z takiego nastroju „wyleczyć”.

– Ciągle Pan nie chce czegoś zrozumieć. W moim przekonaniu, nigdy wcześniej nie był Pan w takiej opresji. Jak nasłuchuję, co działacze iławskiej Platformy wygadują na Pana temat, włos mi się jeży na głowie. Dawni partyjni koledzy wytrwale montują Panu „czarny pijar”, a Pan co na to? Zamyka oczy i zatyka uszy? Nie wierzę, że Pan nic o tym nie wie! A jeśli Pan wie, to nadal nie wierzę, że przechodzi Pan obok takiego dictum obojętnie!

– Umawiając się z Panem na rozmowę wiedziałem, że sielanki nie będzie, ale nie sądziłem, że będzie mnie Pan, Panie Jarosławie, zmuszał do przysłowiowej walki buldogów pod dywanem. Albo lepiej: do odegrania roli rozdrażnionego rotwailera rozprawiającego się ze stadem hałaśliwych kundelków. Nic z tego! Bardzo lubię zwierzęta, a psy w szczególności. Zarówno te duże, jak i te małe.

– No nie, tego już za wiele! Przechodzę do rzeczy. Bernadeta Hordejuk publicznie mówi w mediach olsztyńskich, że jest Pan zadłużony po uszy i nie spłaca Pan swoich długów. Trąca też Pańskiego syna, że ponoć wzgardził iławską szkołą średnią i poszedł szukać szczęścia gdzie indziej. Wtóruje jej Maciej Rygielski. Już nie w zaciszu gabinetów, ale otwarcie na partyjnych nasiadówkach. Niezależnie od tego, czy są to kłamstwa i oszczerstwa, musi się Pan do takich oskarżeń publicznie ustosunkować!

– Ależ Pan jest uparty. Zabiera mi Pan szansę na złożenie pozwu do sądu w trybie ordynacji wyborczej i wniesienia sprawy karnej. Dobrze, niech będzie tak, jak Pan sobie życzy...

– ...nie tylko ja, ale przede wszystkim kilkadziesiąt tysięcy czytelników...

– ...w porządku, doceniam Pańskie intencje. Czy wie Pan jaki moi polityczni adwersarze mają ze mną największy kłopot? Moje ostatnie, prawie ćwierć wieku prywatnego i publicznego życia pokazane jest iławianom jak na dłoni. I to jest gigantyczny problem moich zajadłych wrogów! Od 1990 roku, od chwili kiedy opuściłem barak mieszkalny ulokowany wzdłuż ponurego muru Zakładu Karnego przy ulicy Jasielskiej i zostałem 32-letnim burmistrzem Iławy, nigdy nie miałem przed współmieszkańcami nic do schowania. Zdarzyło mi się być trzykrotnie burmistrzem. Po raz trzeci jestem posłem. W międzyczasie byłem członkiem Zarządu Województwa w Olsztynie, dyrektorem Powiatowego Urzędu Pracy w Iławie. Przez cały ten czas ani na moment mi nie „odbiło”. Zawsze gardziłem wyścigiem za „skórą, furą i komórą”. Nigdy nie znosiłem blichtru i publicznego napuszenia. Wobec hasła „moja rodzina” pozostaję nieprzejednanym konserwatystą. W czasie wolnym jestem molem książkowym i lubię od czasu do czasu, twórczo i nietuzinkowo, w gronie interesujących ludzi pobiesiadować. Kto, kiedykolwiek powiedział, że ze mną jest inaczej? Często mi zarzucano, że w swych wypowiedziach bywam nazbyt wylewny. Ale ja zawsze uważałem, że nie należy tkać wokół siebie sztucznego kokonu, bo to w końcowym bilansie musi okazać się żałosną błazenadą. Wszyscy od zawsze wiedzieli, że pochodzę z tzw. wdowiego grosza. Nie ukrywałem, że pierwsze lata mojego zawodowego życiorysu spędziłem z łomem w ręku jako robotnik w iławskiej Fabryce Domów. Bez skrępowania opowiadałem publicznie o wielu swoich osobistych przeżyciach, np. o tym jaką ojcowską dumą napawa mnie mój syn i jak do ostatnich moich dni, dokąd mi sił starczy, będę chronił swoją dzielną małżonkę Olę, odkąd stała się ona gospodarczym bankrutem, acz splajtować to nie wada, lecz tylko przypadłość. Samo życie! Każdemu może się to przydarzyć. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Jestem człowiekiem z krwi i kości, takim samym jak tysiące innych iławian. Z całym bagażem ludzkich słabości i jak najbardziej przyzwoitych odruchów. Przecież właśnie tacy wszyscy jesteśmy. Dlatego w każdym kontakcie staram się wejść w skórę mojego rozmówcy, uruchomić w sobie maksymalne pokłady empatii. Życie mnie nauczyło, że każdy człowiek jest coś wart. Wszyscy mają swoją własną historię do opowiedzenia. I każda taka historia jest dla każdego z nas najważniejsza.

– Stop. Ucieka Pan w uogólnienia. Co z tym Pańskim niespłacalnym długiem?

– Próbuję to Panu opowiedzieć. Nigdzie indziej, jak właśnie tu, na łamach Pańskiej gazety, pięć i pół roku temu w obszernym artykule na całą stronę drobiazgowo opisałem okoliczności gospodarczego nieszczęścia jakie spotkało moją małżonkę. Postąpiłem tak w zgodzie z wyznawaną przez siebie zasadą, że jako osoba publiczna nie mam nic przed mieszkańcami Iławy do ukrycia. Pokazałem wówczas wredną atmosferę, jaką wokół naszego rodzinnego dramatu starała się wywołać za wszelką cenę ta sama co dzisiaj polityczna sfora lokalnego PO. Drobiazgowo opisałem każdy ruch, jaki podówczas wykonywałem. Ten temat uważam za zamknięty. Dzisiaj ograniczę się jedynie do kilku uwag. Chcąc chronić dobre imię żony, nie mogłem dopuścić do utrzymania jej zobowiązań wobec zatrudnionych szwaczek, ZUS-u, Urzędu Skarbowego, Urzędu Pracy i części kontrahentów. Zaciągnąłem jak największy kredyt w banku, gdzie postawiono mi warunek, że mogę obciążyć dom hipoteką jedynie wówczas, jeśli tylko ja będę w kredytowej umowie stroną. Żona w oczywisty sposób straciła zdolność kredytobiorcy i przestała być dla banku wiarygodnym partnerem. Dlatego przepisałem notarialnie dom na siebie. Notabene, tenże dom wybudowałem sam, jeszcze w kawalerskich czasach, przed objęciem funkcji burmistrza. Uzyskany kredyt, co do złotówki, przeznaczyłem na spłatę niemal wszystkich zobowiązań firmy mojej żony. Dodatkowym dla mnie utrudnieniem okazał się bardzo dokuczliwy kurs franka szwajcarskiego. Osłabienie złotówki dramatycznie dotknęło setki tysięcy kredytobiorców w całej Polsce. Ale, już blisko od lat sześciu, spłacam kredyt bez najmniejszych uchybień. Cierpliwie, rata po racie. Nie jest nam lekko. Żona przypłaciła gospodarczą klęskę ciężką chorobą, a ja staram się jak mogę odciągnąć ją od poczucia winy. Czasami jest nam przykro, że nie możemy pomóc naszemu jedynemu dziecku w jego dalszej karierze.

– Zatrzymajmy się przy postaci Pana syna. Środowisko iławskiej Platformy, ustami Pani Hordejuk, zaatakowało Pana publicznie, że ostentacyjnie posłał Pan Błażeja do szkoły średniej poza Iławę, dokładnie do Olsztyna. Podobno chciał Pan w ten sposób zademonstrować swój stosunek do iławskich nauczycieli.

– Mój Boże! Jaką trzeba mieć chorą wyobraźnię, żeby coś takiego zmyślić! Błażej jest już świeżo upieczonym inżynierem lotnictwa i kosmonautyki. Magisterium robi z robotyki. Przewód doktorski chce otworzyć we Francji albo Holandii, a być może jeszcze dalej, za oceanem w USA. Jego plany i marzenia zdecydowanie przerastają nasze możliwości finansowe. Szczęśliwie jest bardzo pracowitym, uzdolnionym młodym człowiekiem i sam może powalczyć o doktoranckie stypendium. Jest bardzo silną osobowością. W ciągu 4 lat pobytu na Politechnice Warszawskiej stał się jej medialną twarzą. Był charyzmatycznym liderem polskich grup studenckich w trakcie pobytu w siedzibie NASA na Florydzie, a rok później na pustyni w stanie Utah. A parę dni temu wrócił znad Morza Czarnego, z rumuńskiej Konstancy, gdzie odbywały się zawody robotów głębinowych. Chcąc gdzieś pojechać, toczą nieustanne boje z właściwym ministerstwem i macierzystą uczelnią. Zamiast skupić się na projekcie, ciągle biegają po najdrobniejszych sponsorach. W ten sposób ci młodzi naukowcy doświadczają „polskiego piekła”. Już na starcie dorosłego życia dowiadują się jak bardzo rozmija się proza życia z oficjalnym propagandowym przekazem obficie wylewającym się z przeróżnych mediów. Przepraszam za tę dygresję, powracam do tematu. Często żartuję, że mój syn to takie „burmistrzowskie dziecko”. Wszak urodził się w styczniu 1991 roku, gdy ja, już od 7 miesięcy byłem burmistrzem Iławy. Wbrew wszystkiemu, co próbuje się na temat takich dzieci powiedzieć, jemu nigdy nie było łatwo, ale on się tym nie przejmował. Od kilku dobrych lat idzie przez życie własną drogą. Jest mądrym, bardzo dojrzałym chłopakiem. Już pod koniec nauki w iławskim gimnazjum samodzielnie podejmował swe życiowe decyzje. Kiedy opowiedziałem mu o rewelacjach Pani Hordejuk, zaśmiewał się długo i serdecznie.

– Jak tak Pana słucham, zastanawiam się dokąd to wszystko nas prowadzi? Jakie monstrualne oblicze może przybrać polityka? Chwilami mam...

– ...zaoszczędzę Panu tej niezręczności, dokończę za Pana. Polityka, zarówno ta krajowa, jak i lokalna, coraz bardziej poraża swym brzydactwem. W Iławie, na rodzinnym gruncie, aktualnych włodarzy z ratusza i starostwa nie stać na żadną merytoryczną polemikę. Próbowali? Nigdy. Dialog miejscowej władzy z mieszkańcami ogranicza się do opłacanych w mediach olsztyńskich artykułów ziejących nudą i pozoranctwem. Ich treść kompletnie rozmija się z otaczającą nas rzeczywistością. Tymczasem ja, serią swych felietonów, tudzież częstymi wypowiedziami na forum internetowym Kuriera staram się pokazać, że można toczyć bez lęku niekończące się rozmowy z członkami lokalnej wspólnoty, nie unikając nawet najtrudniejszych tematów. W ten sposób stałem się paskudnie uciążliwym, ropiejącym wrzodem, rozlegle rozlewającym się na iławskich, platformerskich tyłkach. Konsekwentnie rozmontowuję im ten pieczołowicie sklecony, szczęśliwy światek dla wąskiego grona mianowanych. Dlatego w przypływie rozpaczy, że coś im bezpowrotnie z rąk się wymyka, mogą zrobić tylko jedno: kopać mnie po kostkach i walić na oślep poniżej pasa.

– Nie przeszkadza to Panu? Próbuje Pan pozować na twardziela, który jest w stanie znieść w życiu publicznym każdą niegodziwość?

– Taką życiową ścieżkę sam sobie wybrałem i nikt żałosnego kwilenia w trakcie rozczulania się nad sobą ode mnie nie usłyszy. Mogę tylko powiedzieć, że przez cały okres długiego publicznego żywota, nie raz, nie dwa razy, toczyłem żarliwe spory. W takim publicznie prowadzonym dyskursie nie przebierałem w słowach i sile argumentów. Nigdy jednak mi się nie zdarzyło, by w zapalczywym ferworze wymiany poglądów choćbym próbował tknąć czyjejś prywatności. Takie zachowanie uznałbym za swoją wielką, osobistą klęskę. Za wyraz dyskredytującego mnie intelektualnego niedostatku. Nie ma bowiem w działalności politycznej nic bardziej haniebnego niż próba wtargnięcia w utytłanych błotem walonkach na cudze, głęboko intymne salony. Nie ma większej podłości niż wstrętne obmacywanie brudnymi paluchami czyichś typowo osobistych, rodzinnych problemów, o których nie ma się bladego pojęcia...

– Ostro Pan jedzie „po bandzie”...

– Ostro?! Panie Jarosławie, proszę nie stroić sobie ze mnie żartów. Ostro byłoby dopiero wówczas, gdybym jak po sznurku, od jednego do drugiego nazwiska, pokazał moich dawnych „dozgonnych” przyjaciół, co dzisiaj nie wahają się notorycznie obrzucać mnie i moją rodzinę najohydniejszą potwarzą. Najsmutniejsze jest to, że nikt inny, tylko właśnie ja, przygniatającą większość tych ludzi do publicznej działalności zaprosiłem. O nich jednak nie wypowiem choćby pojedynczego zdania. Jedynie tyle: mea culpa, nadszedł najwyższy czas, bym mógł błędy mojej młodości naprawić.

– W rankingu kandydatów co rusz pojawiają się nowe nazwiska. Bartosz Kluba, Piotr Ambroziak, Tomasz Dąbrowski. Miejscowe SLD oraz PiS usilnie zastanawiają się nad wysunięciem swoich kandydatów. Również iławska Platforma do tej pory nie ujawniła nazwiska przyszłego burmistrza Iławy. Jak Pan myśli, kto z partyjnych szeregów lokalnej PO może być Pańskim konkurentem w wyborach?

– Dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia. Obojętnie kto zechce z tej partii kandydować na burmistrza Iławy, będzie to desperacka próba zachowania dotychczasowego status guo w naszym mieście. A ewentualny wyborczy sukces aktualnych zarządców miasta Iławy oraz całego powiatu w starostwie pozwoli tej ekipie kontynuować sprawowanie lokalnej władzy w rytmie kija i marchewki. Nie wydaje mi się, bym cokolwiek więcej w tej kwestii musiał dodawać.

– Postanowił Pan wystawić pod szyldem własnego nazwiska pełną „drużynę” do Rady Powiatu. Po co Panu to potrzebne? Nie należało skupić się wyłącznie na Iławie?

– Nie mogę zatrzymywać się w połowie drogi. Mam nadzieję, że obecność radnych z mojego komitetu w powiecie skutecznie od środka rozsadzi tę zmurszałą partyjniacką budowlę (PO, SLD, PiS) tak czule otulającą starostę Macieja Rygielskiego i jego wysoce wpływową doradcę do spraw wszelkich Bernadetę Hordejuk. Przy okazji przywołania tego jedynego w swoim rodzaju duetu, koniecznie muszę publicznie odnotować ważną z mojego punktu widzenia sugestię. Otóż chciałbym, jak najbardziej uprzejmie i lojalnie, uprzedzić wszystkich kandydatów na radnych miejskich i powiatowych, i tych z list Platformy, i tych z PO-bis, czyli od Pana Zbigniewa Rychlika, że od tego momentu już nie mogą udawać niewiniątek. Na niewiele zdadzą się wykręty, że oni nic nie wiedzieli o oszczerstwach wysmażanych w kierunku prywatnych spraw mojej najbliższej rodziny. Teraz wiedzą już wszystko. Jeśli scenariusz bezpardonowych ataków na moją prywatność będzie się powtarzać, wszyscy prezesi firm, dyrektorzy szkół, szacowni pedagodzy, poczciwi liderzy pozarządowych organizacji, każda inna osoba, która zagości na tych listach, stanie się mimowolnym współautorem tych podłości. Każdy z kandydatów na radnych konglomeratu Rygielski-Hordejuk-Rychlik może wygadywać na mój temat co mu się żywnie podoba, byle dotyczyło to sfery publicznej, w której się poruszamy, lecz jak najdalej od moich najbliższych. Tak jak ja, tak i oni, mieli lub mają żonę, męża, dzieci. I trudno mi byłoby uwierzyć, że nie rozumieją czym są więzy rodzinne.

– Czyżby teraz to Pan próbował kogoś przestraszyć?

– Ależ skąd! Potrafię być stanowczym, ale w sumie jestem bardzo łagodnego usposobienia. Daleko mi do małostkowości i mściwości. Nie jest moim zwyczajem krzywdzenie drugiego człowieka. Równocześnie nie pozwalam, by ktoś próbował mnie pokrzywdzić. Do takiego kogoś nabieram dużego dystansu. Traktuję go z lodowatą obojętnością. I to mi w zupełności wystarcza.

– Na zakończenie jeszcze raz Pana uszczypnę. Pana konkurencja powiada, że szuka Pan w ratuszu ciepłej posadki, bo nie ma w Sejmie już szans na reelekcję...

– Od Pana się po raz pierwszy dowiaduję, że urząd burmistrza miasta można kojarzyć z ciepłą posadką. Jeśli chce się tę funkcję wykonywać szczerze i dobrze, zawsze będzie to orka od rana do wieczora, bez wytchnienia pozostająca pod obstrzałem opinii publicznej! A ja do ratusza chcę powrócić, bo mam Iławie wiele do zaoferowania. Samorząd terytorialny zawsze był moją największą pasją i odważę się o sobie powiedzieć, że po tylu latach nowych doświadczeń będę trzy razy lepszym niż kiedyś burmistrzem. Jeśli przegram jesienne wybory nic strasznego się nie wydarzy. Moje CV jest całkiem niezłe i dlatego nie znajduję jakiś szczególnych powodów, by zamartwiać się o moją polityczną przyszłość.

– Dziękuję za rozmowę.

JAROSŁAW SYNOWIEC



  2014-09-03  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
130007999


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.