Stacha zdaniem, coraz gorszym stylem piszę. Dobry bowiem styl na tym głównie polega, że ma się coś do powiedzenia. Myślę, iż rzeczywiście ma Stachu rację, jak zwykle. Przecież pisanie o Standarze czy Maśkiewiczu nie jest równoznaczne z tezą, że ma się coś do powiedzenia. Krótko mówiąc Stachu twierdzi, iż od pewnego czasu piszę w marnym stylu. I dowody na to posiada. Piszę bowiem o Standarze i Maśkiewiczu...
Andrzej Kleina
Stwierdził też Stachu, że magistrackie inwestycje powstają nie w wyniku zapotrzebowania społecznego na daną inwestycję, a jedynie jako produkt uboczny, tak samo jak koks.
Nie powiem... niezwykle śmiała to hipoteza i na pierwszy rzut oka niezbyt czytelna. Wynika z niej bowiem jednoznacznie, iż związek przyczynowo-skutkowy jest tu całkowicie odwrócony. Taki rodzaj psychologii odwrotnej.
Coraz bardziej twierdzenia Stacha mnie jednak przekonują. Wynika z nich bowiem dość jednoznacznie, iż budowa stadionu ma służyć nie jego służebnej roli w niedalekiej przyszłości, a ma głównie na celu przepływ pieniędzy od magistratu do firmy wykonującej pracę.
A poza tym – Stachu dokończył – zacytuję ci Georga Bernarda Shaw: „Starzy ludzie są niezwykle niebezpieczni. Przyszłość jest im bowiem obojętna”. Miałeś moim zdaniem rację mówiąc niedawno, iż magistratowi w sprawach inwestycyjnych przyświeca hasło: „Ja kredyt zaciągam, ty go oddajesz”. Że też radni tego nie zauważają.
Podszedł do mnie na ulicy znajomy i powiedział:
„Stwierdzenie towarzysza Standary, że nie lubi pan mieszkańców Lubawy i jej samej, jest niezwykle subiektywne, kąśliwe, sprytne, a nawet perfidne. I wielu naszych wspólnych znajomych tak to odebrało. Naprawdę jednak, stwierdzenie to jest nieporadne i wręcz samobójcze. Jest to klasyczny i kliniczny przykład retoryki niepoprawnego funkcjonariusza partyjnego, czyli... samobójcy. Zwroty, pytania, patos wreszcie, którymi burmistrz inkrustuje swoje wypowiedzi, wysokich lotów intelektualnych nie wskazują. On jest pozbawiony tak wyrazistości, że nawet w kolorowej telewizji wyszedłby czarno-biały. Proszę mi darować pozorną surowość osądu, ale tak to widzę. Istnieje bardzo cienka granica dzieląca informację od sensacji, czy też subiektywne widzenie pewnych kwestii od załatwiania porachunków osobistych i pan tę granicę wyczuwa. A tak na marginesie, nieudany felieton to taki, który pozostawia czytelnika nietkniętym, nawet niezadraśniętym... Nie można być autorem dla każdego. I panu to nieźle wychodzi. Początkowo myślałem, obserwując pańskie pisanie, że na cudze błędy patrzy pan tak, jak na cudze żony. Mając z nich dużo więcej radości niż ze swojej własnej. Ciekaw też jestem bardzo, czy Głos pańską odpowiedź (bo będzie zapewne), opublikuje?”
Z niezwykłym szacunkiem i pokorą analizowałem tę część wypowiedzi publicznej burmistrza Standary, która mówiła o niezwykłym nośniku promocji miasta poprzez piłkę nożną, a konkretnie zaś lubawski Motor, któremu burmistrz życzy gry w III lidze.
Dwa i pół roku temu, osobiście wręczyłem burmistrzowi podczas spotkania burmistrza z prezesami lubawskich klubów sportowych pismo następującej treści:
„Do Burmistrza i Rady Miasta Lubawy. Automobilklub Lubawski od kilku lat wspiera i z sukcesem buduje dobry wizerunek miasta Lubawy nie tylko w rejonie ale i całym kraju. Imprezy sportowe organizowane przez Automobilklub Lubawski z każdym rokiem gromadzą coraz więcej nie tylko znanych sportowców (vide: Hołowczyc, Lubiak, Ptaszek, Myszkier etc), a także sympatyków oraz coraz większą rzeszę publiczności. Dzięki działalności sportowej i charytatywnej (udział w WOŚP oraz zbiórce pieniędzy na ratowanie chorego sportowca) LUBAWA zyskuje „dobrą prasę” (żeby przybliżyć tytuły – zabrakłoby miejsca). Stąd członkowie i sympatycy Automobilklubu Lubawskiego wraz z zarządem proszą o przeanalizowanie korzyści jakie płyną z naszej działalności dla miasta. Chcąc kontynuować tak rozumianą działalność promocyjną dla miasta prosimy o dofinansowanie z przeznaczeniem na imprezy sportowe. To pozwoli wzmocnić wizerunek Lubawy jako miasta otwartego na sport. Licząc na zaangażowanie burmistrza w działalność sportową i wychowawczą młodzieży lubawskiej, pozostajemy w oczekiwaniu na odpowiedź”.
Od 30 stycznia 2003 roku (tak, to nie pomyłka!) pozostajemy w oczekiwaniu.
Zaspakajając ciekawość znajomego, którego powyżej cytowałem, Głos Magistracki, a jakże, odpowiedzi mojej nie zamieścił. Coś niebywałego, a w zasadzie normalnego!
Podobna sytuacja miała miejsce kilka tygodni temu, kiedy nie zamieszczono mojej odpowiedzi na anonimowy list czytelnika. Nie ukrywam, że w tej sytuacji, iście patologicznej, zechcę sprawdzić funkcjonowanie prawa i proces Głosowi wytoczę. Nie może bowiem być tak, że imiennie wywoływany jestem do tablicy i odpowiedź moja w dyskusji nie może się ukazać. Samopomoc Głosu Lubawskiego wobec magistratu wszelkie granice przekroczyła.
Andrzej Kleina