W lubawskim magistracie zmaterializował się przetarg kolejny na remont i modernizację stadionu. Jedna z lokalnych gazetek, na stronie tytułowej załkała: „Może teraz stadion stanie”, co w sposób oczywisty i naturalny spowodowało naszą erekcję... mózgu, której swoisty wytwór poniżej zamieszczamy.
Andrzej Kleina
Dla przypomnienia: W maju odbył się pierwszy przetarg, ktory zakończył się zwycięstwem lokalnej firmy LSK, której oferta była najtańsza i wynosiła: 4.271,616 zł (były jeszcze grosze, ale z przyczyn oczywistych je opuszczamy). Firma Tamex z Warszawy zażądała cenę 5.630,014 zł, Polcourt z Gostynina – 5.037,818 zł, natomiast Przedsiębiorstwo Budowlano-Inżynieryjne Sanmel z Brodnicy – 5.013,398 zł.
Firma z Gostynina wygraną lubawskiej firmy oprotestowała, wice burmistrz lubawskiego magistratu Stanisław Kieruzel w wypowiedzi prasowej stwierdził dobitnie, iż zarzuty wniesione przez Polcourt są kuriozalne. Zespół Arbitrów był innego jednak zdania i scenariusz przetargowy został powtórzony.
Prasa lubawska w okresie tych 4 miesięcy zamieszczała histeryczne wypowiedzi magistratu, niemniej wszyscy zainteresowani w Lubawie byli przekonani, iż oddanie stadionu odbędzie się zgodnie z założeniem i, co oczywiste, robotę wykona LSK.
W ponownym przetargu wzięły udział te same firmy co poprzednio. Tym razem najtańsza była oferta firmy Sanmel, która deklaruje budowę stadionu za kwotę 4.298,093 zł, czyli jest tańsza od własnej poprzedniej o ponad 700 tysięcy. Firmy z Warszawy i Gostynina również zaproponowały tańsze oferty jak podczas pierwszego przetargu. Jedynie firma lubawska w sposób zdecydowany podniosła cenę i co zrozumiałe niestety przegrała, zważywszy, iż jedynym kryterium była cena.
Zakładając „czarny scenariusz” dotyczący jak poprzednio kwestii odwoławczych, istnieje niewielka szansa na rozpoczęcie robót jeszcze w tym roku, co w sposób naturalny przekreśla deklaracje burmistrza o oddaniu stadionu piłkarzom jesienią przyszłego roku (o lekkoatletach burmistrz nie wspomina, bo ich nieliczna grupka, głosów wyborczych za dużo mu nie dostarczy).
Do tematu wrócimy w najbliższym czasie, bo to przecież nieprzebrane bogactwo impulsów twórczych. Postaramy się w sposób hipotetyczny, co naturalne, ujawnić sposób rozumowania LSK, a także cud ekonomiczny Sanmelu. Albo i nie ujawnić. Zobaczymy, jaki będziemy mieli kaprys... Ujawnić, albo nie ujawnić... Oto jest pytanie. Za ile? Również!
Mówiąc o ujawnianiu, chcemy też – korzystając z okazji – powiedzieć, że w najbliższym też czasie opowiemy o podróży sentymentalnej którą odbyliśmy „Tropem Smętka”, tfuu Standary, jak to budował nasz zacny naczelnik Standara w siermiężnej rzeczywistości PRL-u gmachy pychy władzy (nie mniej okazałe jak Maśkiewicz współcześnie).
Powiemy też dlaczego lubawski OSiR pustką stoi, bo grupy zorganizowane sportowców na dźwięk imienia Standary – Lubawę łukiem kurskim na macie zapaśniczej, jak na latającym dywanie omijają.
Ponieważ ja nie „patrzę pozytywnie”, a patrzę w ogóle, dużo rzeczy opowiemy. Zostańcie Państwo z nami. Oj będzie się działo, oj będzie.
Andrzej Kleina