Logo Kurier Iławski

Wejście
Aktualna jedynka Kuriera
Aktualna jedynka Tele
CZYTAJ i KOMENTUJ
Opinie
REKLAMA
Ogłoszenia drobne
Piłka nożna
Szukaj
Pliki
FORUM

Kogel-mogel
Pomagamy związać koniec z końcem
Szczepionki, czyli terroryzm farmaceutyczny
Jak górnika zabija dziki kapitalizm
MOTO PIKNIK
„Biesiada Kasztelańska”
Konkurs „SEGREGUJ ODPADY”
Chłopak z prowincji jedzie na wielkie stadiony
Pijany kierowca potrącił żonę i zabił pieszego
Segreguj odpady! Przeczytaj, posłuchaj
Iława stolicą czystości!
Śmieć przykładem
Przeszacowani
Wilcze prawo
Olszewski udaje, że nie słyszy
List otwarty do Edmunda Standary
Ciul zawsze pozostanie ciulem
Dla fanów pepsi i pocornu
Kto ukradł mój wpis?!
„Prawda o kostce brukowej”
Cwana lekka
Więcej...

61693916
 

Kogel-mogel

2006-09-13

Sen z antenką


Miałem sen. Nie, nie o burmistrzu Edmundzie Standarze. Śniło mi się, że jestem własnym przodkiem... Było to bardzo, bardzo dawno temu. Ewolucja trwała już bardzo długo, byłem już człekokształtnym facetem, ale jeszcze skaczącym. Nie do końca wyprostowanym.


Andrzej Kleina


I tu jest problem. Nie w tym, że skacząc z drzewa na drzewo szukałem jakiegoś węża, czy małej konsumpcyjnej małpki. Problem w tym, że pod drzewem siedział mój kumpel Stachu i rozpalał od tygodnia ognisko... Powiedział mi, że jak coś złowię, to mam mu rzucić, on to upiecze. Powiedział dalej, że właśnie od upieczenia tego węża, czy innej małej małpki, zacznie się cywilizacja, a on będzie HOMO ERECTUS. Koniec najwyższy z jakimiś tam HOMINIDAE...

Powiedział to w obcym nie polskim języku. Dzisiaj nazwalibyśmy to mową ciała. A wtedy? Cholera jasna, czy jakaś inna przepiórka to wie. Ale ja zrozumiałem. Był to niewątpliwy dowód na to, że jak zejdę i się wyprostuję, to mam wielką szansę zostać młodym, obiecujących naukowcem neandertalskim.

Proszę mnie specjalnie historycznie i antropologicznie nie sprawdzać. Był to bądź, co bądź tylko sen i pewne szczegóły mogły być odrobinę zamazane.

Jak dzisiejsza rzeczywistość. Nie wie prawica, co czyni lewica. Albo odwrotnie. Na jedno wychodzi... Wszak nie wie Rada Miejska, co podpisuje i za ile, burmistrz nasz kochany.

Do snu jednak wracając. Kiedy rzuciłem kumplowi z drzewa, węża średniej wielkości, powiedział mi łokciem żebym złaził i przygotował się do tej wspaniałej katedry neandertalskiej. Kiedy się zgramoliłem, zaczęliśmy marszczyć niskie czoła, gdzie tu znaleźć ze dwie takie, również już stojące, chociaż mogą być lekko pochylone... Prokreację czas bowiem zacząć i ewolucję przyśpieszyć...

I pomyśleć, jak prawdziwi mężczyźni o założeniu partii stojących i klubie do gry w pęcherz dmuchany. Kiedy już skradliśmy się do tych dwóch stojących, lekko rzeczywiście pochylonych, sen mara, seks para – obudziłem się! Cholera...

Kiedy zacząłem się naprawdę prostować, sen się skończył, flirtu nie było... Ja to mam zawsze tak. Jak pech, to pech! Chociaż? Może to i dobrze jednak, że sen się skończył w tym miejscu. Aż strach pomyśleć , co by się działo przy zakładaniu partii. Co byłoby ważniejsze, czy prawdy bezwzględne, czy prawdy względne?

Przy prawdzie względnej nie można stać twardo przy ochronie interesu plemienia, że nie powiem dwóch, czy nawet trzech plemion. Do tego jest potrzebna prawda bezwzględna. Krótko mówiąc, niech żyje prawda względna, czyli partyjna.

Zauważyłem, że w moim rozwoju ontogenetycznym, abstrahując od filogenetycznego (wiem, wiem – trudne i dziwne to słowa...) zawartego we śnie, ważny niezwykle jest wysiłek. Dlatego też wsiadłem na swego Meteora, rocznik 87... i popedałowałem (a co, tylko iławski radny Eugeniusz Dembek może pedałować?). W pewnym momencie włączyła mi się lampka ostrzegawcza.

W mózgu... nie rowerze. Zauważyłem bowiem jadący podejrzanie wolno samochód. Przy wyprzedzaniu grupki pieszych zrobił to niepewnie.

Beret, pomyślałem. Albo kapelusz. Zastanowiłem się, czy „eden” czy „borsalino” (dla nie pamiętających – typy kapeluszy). A może jednak beret... Raczej z antenką, niż bez...

Od zawsze obawiam się kierowców podróżujących z nakrytą czaszką. Doświadczenie! W każdym przypadku wychodzę z założenia, że nakrycie głowy, jakie by nie było, nie ułatwia prowadzenia samochodu. Ktoś, kto nie zdaje sobie z tego sprawy, może mieć zaczątki choroby Alheizmera... albo reprezentować PIZW, to jest potencjał intelektualny zwykłego wróbla...

Krótko mówiąc, gość podróżujący z przykrytą czaszką to śmiertelne niebezpieczeństwo na drodze. Nie przemawia przeze mnie złośliwość, czy też zasada ograniczonego zaufania. Przemawia przeze mnie pewność, wynikająca z doświadczenia.

I co drodzy państwo sądzicie? Po dopędzeniu rowerem samochodu, skonstatowałem: BERET! Przy relatywnie niewielkiej szybkości zauważyłem nawet antenkę. Na berecie (żeby nie było nieporozumień i dziwnych skojarzeń – zwykły beret filcowy, nie moherowy). Słowo harcerza! Była antenka!

Po powrocie do domu i późniejszym spotkaniu z kolegami, zrelacjonowałem im powyższe zdarzenie. Sonda, którą wśród nich przeprowadziłem, potwierdziła moje spostrzeżenia. Zastanawialiśmy się wszakże wspólnie, co by było, gdybyśmy żyli na ten przykład w wieku XVIII i nosilibyśmy na nogach pończochy, na głowach peruki i posiadali samochody... Popatrzyliśmy na siebie znacząco...

Pomyśli sobie ktoś, co ten gość nawija... Z jednej strony jakieś Homo, jakieś ognisko, sny, rowery, kapelusze i berety... Cóż nie będę mu odbierał przyjemności i cokolwiek podpowiadał. Skoro pomyślał, to znaczy, że jest dobrze... Myśli bowiem. A to, że tylko czasami, też dobrze. Na dłużej starczy...

Często spotykałem się ostatnio z zarzutami na Forum internetowym Kuriera przedstawianymi, które można by uogólnić jako specyficzną moją małość charakterologiczną i miałkość intelektualną, z tego zaburzenia prostego się wywodzącą, że dokuczam burmistrzowi Lubawy Edmundowi Standarze dla przyjemności własnej. Stachu, przyniósł był nawet Hiobową wiadomość, że burmistrz na zdrowiu podupadł i dlatego, nie zechciał jako mój partner w wywiadzie wystąpić.

Dużo wad posiadam, ale żeby tak nieroztropnie zarzucać mi, że źle burmistrzowi życzę, to nie do wiary. „Kto żyje z tego” – mawiał Fryderyk Nietzsche – „że zwalcza wroga, jest tym zainteresowany, żeby wróg życie (zdrowie) zachował”. Nic dodać, nic ująć, bo w innym przypadku, kiedy burmistrza zabraknie, innego czlowieka na nowo zaś trzeba by poznawać, strategie obmyślać, techniki zacne ze Stachem konsultować. A tu, wszystko jest proste, jak wał bez mała korbowy...

Stwierdził też Stachu ostatnio, że rozgryzł dokumentnie te moje pozornie masochistyczne wypowiedzi. A to, żem Koszałek Opałek, czy inny jaki – nic potem. Jego zdaniem, u Łukasza (18, 14) poprawnie stoi jak byk: „Kto się sam poniża, chce być wywyższony”, a nie, jak gadać się przyjęło: „Kto się poniża, będzie wywyższony”. Nie pogadam jak widać ze Stachem... Niby mała różnica: „chce być”, a „będzie”. No, no, no!

Andrzej Kleina


  2006-09-13   

 TWOJE ZDANIE
No to ładne jaja, Andrzej...
Śniłeś, że byłeś własnym przodkiem... Trochę narcyzmem to pachnie. Chociaż, z drugiej strony, jest...
~Wiesiek
2006-09-27

Wróć   Góra strony

Wejście | Aktualna jedynka Kuriera | Aktualna jedynka Tele | CZYTAJ i KOMENTUJ | Opinie | REKLAMA | Ogłoszenia drobne | Piłka nożna
Szukaj | Pliki | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2012 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.