Lubawscy radni miejscy zobowiązali komisję rewizyjną do przeprowadzenia kontroli procesu prywatyzacji Lubawskiej Spółki Komunalnej sprzed kilku lat. Rzecz dwojakie budzi zdziwienie.
Po pierwsze. Sprawa ma związek z kadencją poprzedniego burmistrza Jarosława Maśkiewicza i refleks maratończyka wykazany przez radnych aktualnie budzić musi zdziwienie. Zdaniem magistratu, istnieją niemałe wątpliwości co do zgodności z prawem ówczesnego procesu prywatyzacyjnego LSK i komisja rewizyjna ma do końca maja sprawę tę prześwietlić.
Większość aktualnych radnych, to chroniczni radni – w poprzedniej radzie już zasiadający. Dziwota człowieka ogarnia więc niemała, że dopiero po latach kilku, przez mędrca szkiełko wręcz powiększające i oko, problem ten obejrzeć zechcieli teraz dopiero, bo okazję mieli przecież na to w kadencji minionej niemałą.
Tak więc, utrzymując zdziwienie nasze na stałym, niezmiennie wysokim poziomie, pytanie należy kolejne zadać. Kogo proces prywatyzacyjny sprzed lat kilku zainteresował i dlaczego? Mając świadomość własnej ułomności, pytanie to kilku radnym zadaliśmy.
Żaden z radnych nie chciał z imienia i nazwiska występować. Niewykluczone, że do niewłaściwych dotarliśmy. Tylko jeden stwierdził z mocą niemałą, anonimowość niestety zastrzegając, że uczynił to ktoś, kto w tym interes swój posiada nielichy.
Skoro magistratowi nie zależy na odzyskaniu pieniędzy budżetowych, też z minioną epoką związanych, które nóg dostały i na ulicę widmo w Lubawie nie dotarły, to jaki cud zadziałał w sprawie prywatyzacyjnej LSK, bo zarówno w jednym jak i drugim przypadku nazwisko burmistrza Maśkiewicza występuje?
Chodzi o to bowiem, radny kontynuował hipotezę pozornie obrazoburczą, dość wszakże prawdopodobną, że chodzi tym razem o kompromitację Mariana Licznerskiego, zastępcę Maśkiewicza w owym okresie, który, niewykluczone, iż w najbliższych wyborach samorządowych o fotel burmistrza ubiegać się będzie. A konkurent to dla każdego na bardzo wysokim poziomie, tym bardziej aktualnego burmistrza Standary, który nie tylko żadnych sukcesów nie odniósł, ale wręcz pomysłu żadnego na Lubawę nie posiada...
Co, niestety – widać, słychać i czuć.
Andrzej Kleina