Przyznaję – nie będę ukrywał – prostakiem jestem... udającym felietonistę. Do pięt Stachowi nie dorastam (podobnie twierdzi pewna dama, „empatią” niezwykłą do mnie pałająca i zgadzam się z nią całkowicie, że ojciec jej mnie przerasta). Do kina nie chodzę, w telewizji to tylko zawody lekkoatletyczne oglądam, piłkę nożną już mniej, bo nawet kiedy „spalony”, wykapować nie potrafię. Z muzyki, to tylko dinozaurów, przy których Kombii, to juniorzy młodsi, i nie Bacha, dwojga imion, mam tutaj na myśli.
Andrzej Kleina
Poziom debaty publicznej, lokalnej też ciągle zaniżam, o czym regularnie na Forum „Kuriera” mi się przypomina. Po tego typu przypomnieniach, a nawet i gorszych, obawiam się niestety, że minister Giertych, maturę cofnąć mi może nawet... Dlatego też właśnie – dbać zacząłem o kulturę fizyczną własną, kiedy z kulturą duchową – śmiało to rzec mogę – od młodości na bakier miałem. Kompensuję więc sobie niebywale, na innym polu uprawnym, niedostatki genetyczne, intelektualne, środowiskowo utrwalone (to wszystko z Forum wynika).
Ale co mi tam, czyli mimo to, a może właśnie dlatego. Słów kilka własnych, ale nie tylko o zbliżających się wyborach. W Iławie drgnęło. Pokazał się marszałek Piotr Szałkowski, to znaczy... wróć – Żuchowski rodem z Szałkowa. A może nie z Szałkowa, a takiego innego też na „sz”? Pokazał się delikatnie w wywiadzie, jakby w kontrwywiadzie jakim pracował. Pisałem już o nim wcześniej, więc teraz gościa pominę. Bo, powiedzą, że mi co dał...
Zdaniem kolegi redakcyjnego Bartka Gonzaleza (mam nadzieję, że mnie nie opieprzy za tego „kolegę” jak ongiś Leszek Olszewski), dwójka pretendentów – Witold Nosowicz oraz Włodzimierz Ptasznik – to kandydaci bezbarwni. Pierwszego na oczy nie widziałem, natomiast drugi – tak to podejrzewam, pewności jednak nie mam – to mój kolega sprzed bez mała 40 lat z bieżni żużlowej. Jeśli moje „podejrzenie” jest właściwe, to będąc na miejscu Bartka nie lekceważyłbym pana Włodka (i „skręconego” stawu skokowego mu po sprintersku w wyborach życzę).
Fama też głosi (5 w skali Beauforta), o chuci na zydel Marcina Woźniaka. Proponował go już, z dwa lata temu bodajże, Tadeusz Listkowski. Na pewno pokaże się żelazna dama powiatu – Aleksandra Skubij. Powiada się w Lubawie, że jeśli przerznie gonitwę o województwo Adam Żyliński – to zawsze robotę znajdzie w Lubawie (choćby w MOK-u), przy założeniu, że wygra mąż jego kuzynki – Edmund Standara, co raczej mało jest jednak prawdopodobne.
Skoro dotarliśmy do Lubawy, to poza Standarą, chronicznym burmistrzem Lubawy, wykazującym niezmiennie, nieodmiennie zakusy ogromne, chęć startu, kilka już miesięcy wcześniej ogłosił Marian Licznerski, który jeśli wykaże większą pracowitość w zabieganiu o głosy wyborców, jak 4 lata temu, to ma szansę ze Standarą wygrać bezwzględnie. Trzecim chętnym jest Janusz Pszczoliński, ale to kandydatura raczej humorystyczna. Mimo, że bardzo wyrazista!
Z doświadczeń iławskich wynika, że kompletnie nieznany osobnik, po zainwestowaniu stosownej kasy, wygrać wybory może. Nawet do sejmu! A jeśli tak, to mając w pamięci oświadczenie majątkowe aktualnego burmistrza Jarosława Maśkiewicza, winien on w cuglach wybory wygrać w Iławie. Ma bowiem w ręku niezwykłe dwa atuty. Forsiasty jest bardzo (dwa auta na „h” nawet posiada), a po drugie, sąd apelacyjny, nie rozpatrzy zapewne apelacji burmistrza w wiadomej sprawie do 12 listopada, skoro do dnia dzisiejszego (3 miesiące to już trwa!) akta sprawy nie zostały przesłane z Iławy do Elbląga... Czyli nieskazany – startować w wyborach może.
Tak więc, podstawowym kryterium kandydata, nie jest wiedza, wykształcenie, kodeks etyczny, a kasa zgoła. Im więcej fajerwerków uczyni, grochówy też rozda, tym szanse konkurencji maleją niebywale. I mam przeto za złe Fenicjanom, nie tyle, że szmal w ogóle wynaleźli, a to, że tak mało go mnie przydzielili, czyli szans w wyborach nie miałbym żadnych. Chyba, że biznes lokalny, a nawet ponalokalny by mi dopomógł, ale to wiązałoby się z uzależnieniem. Wręcz narkotycznym...
Na jednym z ostatnich sympozjów bilateralnych ze Stachem, zastanawialiśmy się, mimo wszystko, komu wyborcy w miastach powiatu iławskiego zaufają. Bo my, to tak naprawdę, ufamy amerykańskim specom od psychologii społecznej. Mimo, że Stachu powiada, że co najgorsze, to z USA pochodzi. Od żuka Colorado poczynając, a kończąc na mordoklejce coca-coli. Nie zapominając po drodze o jeansach i hamburgerach...
Otóż podstawowym kryterium zaufania społecznego, zdaniem psychologów amerykańskich, jest potencjalna suma pieniędzy, którą pożyczyłoby się drugiej osobie. Czy pożyczyłby ktokolwiek, cokolwiek Aleksandrze Skubij? Włodzimierzowi Ptasznikowi? Nosowiczowi? Marcinowi Woźniakowi? Powiem krótko! Żadnemu z wyżej wymienionych nie pożyczyłbym 2 złotych. Obcym nie pożyczam. No, może Woźniakowi pożyczyłbym stówę. Ale, pewno by się obraził. Tysiaka, pal licho, nawet euro – pożyczyłbym komukolwiek, gdyby Jarek Synowiec żyrował pożyczkę... Ale, nie taki on frajer.
Czy pożyczyłbym Standarze? Oczywiście! Facet regularnie od 4 lat zarabiający 8 kół miesięcznie, byłby pewnym pożyczkobiorcą. Tylko, czy on by chciał ode mnie wziąć? Mając pod ręka pieszczocha magistratu - Zdzisława Wierzbowskiego?
Czy pożyczyłbym Pszczolińskiemu? Z przyjemnością niemałą, bo wiem, że nie wziąłby. Zawsze ogolony, wypachniony, w eleganckim krawacie. Taki to nie potrzebuje. Cholera, co ja gadam jednak. Przecież, o zaufaniu społecznym miało być do kandydatów, a nie czy wezmą, czy nie wezmą... I jeszcze, czy dużo wezmą...
Czy pożyczyłbym Licznerskiemu? Zdecydowanie tak! Bo jest normalnym, a jednocześnie wyrazistym facetem. I tylko tyle powiem, bo mi jeszcze tekstu w redakcji nie puszczą. Że, kryptoreklama... Albo, że ja od niego dostałem. A miało być przecie, o moim dawaniu. W formie pożyczki, naturalnie zwotnej. Poprzez służby publicznej pełnienie, dla społeczeństwa. Że pompatycznie to brzmi i mało naturalnie? Stachu tak zdecydował!
Andrzej Kleina