Przestępstwa seksualne, których ofiarami padają najmłodsze dzieci, należą do szczególnie odrażających. Temat pedofilii w jednej z wiosek pod Lubawą wywołał postawy rygorystyczne. Czy postawa ta jest właściwa? Spróbuję przedstawić swój punkt widzenia. Punkt widzenia, być może, kontrowersyjny...
Andrzej Kleina
Czym jest w takim razie pedofilia, bo takim mianem nazwany został osobnik, który dopuścił się rzekomo tego czynu, czy czynów raczej, bo rzecz liczby mnogiej niestety dotyczy. Zarówno ilości dzieci, jak i wielokrotności zdarzeń.
Czy pokazywanie własnego fallusa dzieciom, to warunek konieczny i niezbędny pedofilii? Bo i tak jedna z gazet naświetliła zdarzenie, informując, iż został zatrzymany pedofil, który rozbierał się w przypadkowych miejscach, w których przebywały dzieci.
Najogólniej rzecz ujmując, pojęcie pedofilii odnosi się do zachowań seksualnych między osobą dorosłą a dzieckiem, bez względu na płeć.
Ekshibicjonizm natomiast jest publicznym obnażaniem się w celu osiągnięcia stanu podniecenia seksualnego. Zwykle ekshibicjonizm nie jest groźny. Przyczyną najczęściej jest niezdolność do nawiązywania satysfakcjonujących związków heteroseksualnych, co powoduje, że osobnicy tacy poszukują ujścia dla swoich emocji w ów nietypowy sposób. Ekshibicjonizm nie jest jednak warunkiem koniecznym i niezbędnym pedofilii.
Czy w takim razie pedofilem jest 17-letni chłopak, który zabawiał się z 14-letnią dziewczyną? W oczach prawa tak! Znajduje to wyraz w formule art. 176 kodeksu karnego, który mówi o czynach lubieżnych względem osoby poniżej lat 15-tu. Mam jednak ogromne wątpliwości. Obyczajowej też natury. Jest sprawą oczywistą, iż innym faktem seksualnym jest obcowanie erotyczne 14-letniej dziewczynki (bądź dziewczyny – niepotrzebne skreślić) z 17-letnim kolegą, czy też partnerem miłosnym, a młodym 30-letnim mężczyzną, czy 70-letnim starcem.
Do czego zmierzam? Ano do tego po prostu, ażeby zwrócić uwagę na to, że zjawisko pedofilii jest w najwyższym stopniu zróżnicowane. Innym faktem seksualnym jest obcowanie z dziećmi, przekraczające ramy pieszczot, wynikające z uwiądu starczego, infantylizmu, zaburzeń psychicznych – a czym innym zaiste wyzyskiwanie słabości, bezbronności, czy też nieświadomości dzieci w celu zaspokojenia popędu seksualnego. Popędu, który nie może być zaspokojony normalnie, bo dotyczy impotencji i wynika z porażek poniesionych w nawiązywaniu stosunków seksualnych z osobami dorosłymi, braku pewności siebie, lęku przed normalnym stosunkiem seksualnym. Innym więc faktem seksualnym były akty popełnione przez psychologa Andrzeja S. wobec powierzonych mu chorych dzieci, a czym innym zgoła czyny Rycha, człowieka odbiegającego od tego, co uznaje się za normę.
Rozumiem postawę rygorystyczną czy nawet pogardliwą wobec zachowań pedofilnych, tym bardziej, kiedy wychodzą one na jaw, gdyż są to objawy gorszące, drażniące, nie aprobowane społecznie. W naszych, co naturalne, warunkach kulturowych. Skoro objawy te, występują przeważnie u osób o cechach patologicznych, nieraz u ludzi „chorych”, reakcja w postaci surowej represji karnej będzie i niesprawiedliwa, i nieskuteczna.
Pomijam w tym momencie pedofilię jako akt perwersji.
Jak zatem zakwalifikować, a przynajmniej ocenić swoistą omertę (zmowę milczenia) panującą w środowisku wiejskim, a także ostracyzmem, jakiemu sąsiedzi poddali, paradoksalnie wydawać by się mogło, rodziców trójki molestowanych dzieci? Ludzie potępiają akty pedofilii w trosce o prawidłowy rozwój psychofizyczny dzieci, w obawie przed ich deprawacją, wykolejeniem społecznym. Na tym punkcie uwrażliwione są też, co naturalne, organy ścigania i sądy.
Społeczeństwo wsi (jeśli wierzyć prasie lokalnej), nie potępiło domniemanego, a może faktycznego zjawiska pedofilii, potępiło zaś w czambuł rodziców uwiedzionych dzieci. Dlaczego? Czy posiada wiedzę na tyle wystarczającą, ażeby doniesienie matki potraktować jako mitomanię? A może rzeczywiście matka szantażowała Rycha (bo i taki wątek w doniesieniach prasowych się pojawił) i dopiero wtedy kiedy żądanie nie zostało zaspokojone, oskarżyła mężczyznę? Wiele pracy przed specjalistami, bo też i prawdomówność dzieci przede wszystkim należy zweryfikować.
Mężczyzna leczył się psychiatrycznie. Dyrektor szkoły do której Rychu uczęszczał, stwierdził, że był „osobą umysłowo upośledzoną”. Oficer prasowy policji stwierdził, iż mężczyzna przyznał się do przestępstwa i leczył się psychiatrycznie.
Czy można dać wiarę dyrektorowi, że „odróżnianie rzeczy dobrych od złych jest u niego inaczej odbierane?” Czy przyznał się do zarzucanych mu czynów, człowiek intelektualnie upośledzony, czy też chory psychicznie? Czy przyznanie jest wiarygodne? Czy można było go aresztować? Czy przebywa w szpitalu psychiatrycznym, czy areszcie? Czy jest odizolowany od innych więźniów? (bo subkultura więzienna, w odróżnieniu od współmieszkańców wsi, wyjątkowo nie toleruje pedofilii). Czy w tej sytuacji, Rychu jest zabezpieczony przed praktykami homoseksualnymi, nad wyraz częstymi i oczywistymi w środowisku więziennym?
Odpowiedzi na te pytania są, moim zdaniem, niezwykle ważne. Niestety, jednak nie umiem nań odpowiedzieć. Posiadam zbyt mało informacji na ten temat. Są to informacje fragmentaryczne i li tylko prasowe, co do których – na tym etapie – należy podchodzić niezwykle ostrożnie.
Czy wieś toleruje pedofilię, bo dwukrotnie, nieśmiało próbowałem tę myśl przemycić powyżej? Jeżeli ponad wszelką wątpliwość okaże się, że fakty seksualnego wykorzystywania dzieci (mówi się nawet o gwałcie) miały miejsce, będzie też można założyć, że społeczność tej wsi o tym wiedziała, to jej wcześniejsze milczenie, a jednocześnie potępienie matki, która w oczach wsi odważyła się napiętnować jednego z jej członków, to zdarzyła się rzecz straszna, a jednocześnie normalna, jak się okazuje w naszych realiach.
Zatrzymanie znanego psychologa oskarżonego o czyny lubieżne powoduje nie potępienie, a agresję środowiska. Arcybiskup Paetz do dnia dzisiejszego uczestniczy w procesjach po ulicach Poznania. Wyrok skazujący dyrektora poznańskich słowików wywołał niezwykły żal w środowiskach twórczych, bo przecież „chory to też człowiek”. Oskarżenie księdza o podobne czyny wywołuje niezwykłą agresję kołtuńskich, klerykalnych środowisk.
Czy zatem może dziwić reakcja wiejskiego środowiska, które w krótkim okresie czasu „dochowało” się drugiej tego typu sytuacji na swoim podwórku? „Niech na całym świecie wojna, byle nasza wieś zaciszna, byle nasza wieś spokojna”.
Andrzej Kleina