„Pisaliśmy już o wielu wysypiskach na terenie naszej gminy. Tym razem takie nielegalne wysypisko odkryliśmy na terenie Lubawy, nad rzeką Sandelą. Całe skupiska śmieci znajdują się od strony karczmy i niedawno wybudowanych garaży” – doniósł „Głos Lubawski” już 9 już lat temu. Co poprzez ten cytowany fakt chcę powiedzieć?
Andrzej Kleina: Demony władzy
Aktualna argumentacja zwolenników wysypiska śmieci w Sampławie, na niezwykle wątłych podstawach się opiera, kiedy powiada, że „im bliżej wysypisko i im tańszy będzie odbiór śmieci, tym więcej śmieci trafi na wysypisko, a nie do rowu”. Argumentacja ta, sporo interesowności bowiem zawiera, a także zauważyć nie chce tej prostej zależności, że zawsze się znajdzie, i to wcale nie mała grupka ludzi, która z przyczyn wiadomych swoje śmieci, jako problem niemały, innym podrzuci szczęśliwa.
I nie o pieniądze tylko tutaj chodzi. Bo mamy, my Polacy, dwie twarze niestety... Bardzo dawno temu już zauważyłem, odwiedzając kolegów w blokach z wielkiej płyty mieszkających, niezwykłą dbałość, smak i wręcz elegancję w ich mieszkaniach. I widziałem też niezwykły bałagan na klatkach schodowych, brudne szyby, zabrudzone ściany dymem okopconych świec, czy też skórek orzechów włoskich. Co chcę przez to powiedzieć? Ano to po prostu, że dwie twarze mamy, i ta druga, dobra wspólnego dotycząca, zawsze niestety była w zaniku...
Zdaniem Grażyny Szapołowskiej, dojrzała kobieta smakuje jak wino, dojrzały mężczyzna zaś jest jak dobra whisky... Anna Chodakowska powiada z kolei, że mężczyzna w jej wieku jest dla niej cokolwiek za stary. Nic zaś nie powiada o kobiecie w wieku mężczyzny, który jest dla niej za stary... I której tu uwierzyć kobiecie?
Chociaż... Filozof powiedział kiedyś do ryby: „Celem życia jest rozmyślanie i gromadzenie mądrości”. Ryba odpowiedziała: „Celem życia jest pływanie i łapanie much”. „Biedna ryba” – mruknął filozof. „Biedny filozof” – odpowiedział mu szept ryby...
– Biedna ta Szapołowska – zauważył Stachu, kiedy mu obie gwiazdy zacytowałem. – Biedna też ta Chodakowska – dodał po chwili. I dodał też po kolejnej: – Nie wiem, czy ty smakujesz jak whisky. Nie wiem też, czy smakujesz jak wino. Mam prawo jednak sądzić, że twoja osobista fermentacja życiowa kwasu octowego z ciebie jeszcze nie zrobiła. Na pewno jednak, denaturatu mi nie przypominasz...
Zdziwienie niemałe brew mi prawą niedawno podniosło. Sąd II instancji w sprawie burmistrza Jarosława M. podważył de facto dyplom uniwersytecki broniącego go prawnika. Jestem ciekaw, czy adwokat sprawę sądowi wytoczy, bo przecież żyć z czegoś trzeba.
Sprawa burmistrza wróciła z powrotem do rejonu, ponieważ okazało się, że jeden z broniących go adwokatów nie mógł go skutecznie bronić, ponieważ nie posiadał już ważnych uprawnień, drugi natomiast jako solista, mógłby pograć na puzonie solo. W sądzie natomiast musiał grać w duecie. Innymi słowy jeden tylko obrońca burmistrza zabrał burmistrzowi prawo do obrony i dlatego proces odbędzie się od początku.
Sen wariata to jakiś, Stachu zauważył. Rozumiem, że być może burmistrz ma problemy w formułowaniu myśli w warunkach nad wyraz stresowych, jakimi są realia sali sądowej, ale miał przecież adwokata... Ba, on aż dwóch sprawnych potrzebuje. Jeden zapewne zajmuje się problemem poświadczenia nieprawdy, drugi zaś nadużyciem władzy...
– Sen wariata to jakiś – powtórzył Stachu. – Chociaż nie wykluczam – po chwili dorzucił – że za moment trzeci adwokat się pojawi, kiedy wreszcie prokuratura iławska zarzut defraudacji wyartykułuje... Chociaż z tego, co widzę w tej sprawie, prokuratury iławskiej nie obowiązuje zasada legalizmu, nakazująca podjąć śledztwo, kiedy pojawia się uprawdopodobniona informacja o popełnieniu przestępstwa wyprowadzenia publicznej kasy... Bo i na tym też, między innymi, państwo prawa się zasadza.
Prasa krajowa doniosła, że na polskiej scenie politycznej pojawiły się liczne obiekty zidentyfikowane. Są to kochanki wraz z dziećmi, niegdysiejszego, podwójnego premiera Waldemara Pawlaka, portretem pamięciowym, bądź cyborgiem ongiś zwanego, który nawet jak mówił, to też milczał. W związku z tą informacją, przypomniało mi się zdjęcie expremiera z lubawskim prezesem Banku Spółdzielczego, działaczem znanym i lewicy, i prawicy – patriotą cenionym, a i przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego Obchodów 100-lecia Ochotniczej Straży Pożarnej, najznamienitszym też piechurem Lubawy – Edwardem Pokojskim.
I kiedy broszurkę autorstwa Pokojskiego (z owym zdjęciem weń wetkniętym) namiętnie kartkowałem, zastanawiałem się nie licho, jakich walorów użył bankier nasz lubawski, prześwietny, żeby dziełko to, poezją własną okraszone, za pieniądze Miejskiego Ośrodka Kultury w Lubawie wydać?
Jak można się nie wzruszyć z frazą taką zacną do czynienia mając: „Czy mieszkając w tym zacnym, historycznym grodzie (Lubawie!) jesteśmy zupełnie wolni od wielu pytań z nim związanych? Na pewno istnieje potrzeba szerszego przyswajania sobie prawd dotąd nieznanych. Do uniwersyteckich ksiąg uczonych wciąż daleko. Opracowanie, które proponuję, powinno zaspokoić lub złagodzić takie potrzeby”.
I skromny chłopak – zaproponował. Prawdy dotąd nieznane... Kawałek jeszcze myśli lirycznej (nie mylić z deliryczną) naszego piechura:
To co nieśmiałe –
Wyraź w odczuciu.
Będzie doskonalsze
I prostsze w przeżyciu.
Nie ukrywam. Gdyby to Stachu pisał, napisałby w „przeżuciu”. Czytelnik i tak dalej nie wie, o co chodzi, a przynajmniej ładniej się rymuje: „odczuciu – przeżuciu”.
I mówi jeszcze artysta słowa niebywały:
Wy, którym demonom władzy
Przyszło stawić twarde czoło.
Stawajcie w kręgi wspólnej sprawy!
W imię dobra i twoje Ojczyzno.
Prawda, że piękne? Tylko nie czuję bazy nijak, czy Pokojski to demon władzy, czy gość z twardym czołem? Jestem przekonany, że mi sam ambitnie odpowie. Że jedno i drugie?
Andrzej Kleina