Nie ukrywam, zasmuciła mnie wypowiedź dyrektora lubawskiego OSiR Jacka Różańskiego w „Głosie Magistrackim”, ale niewykluczone, że zbyt emocjonalnie do tego podszedłem. Wszak każdy, posiada właściwy dla siebie sposób postrzegania świata, skorelowany bezwzględnie (ale nie tylko) z intelektualnym kodem orientacji i strukturą własnych procesów emocjonalnych i być może zbyt dużo od Różańskiego wymagam.
Andrzej Kleina: Dyrektor Niebywały
Powiada więc Różański: „Nie tak dawno jeden z dziennikarzy tygodnika z Iławy wyrokował, że do Lubawy już nigdy nie przyjadą żadni zapaśnicy. Myślę, że najbliższe zawody są tego wymownym zaprzeczeniem, czy to się komuś podoba czy nie”.
Szkoda, że
Jacek Różański z
Błażejem Urbańskim (spółka bez jakiejkolwiek odpowiedzialności) dokonali manipulacji mojej wypowiedzi. Przypomnę przeto, że cała wypowiedź dotyczyła, skandalicznej w mojej ocenie, sytuacji wykreowanej przez Różańskiego i burmistrza Edmunda Standarę – chodziło o brak wydania nieswojej maty zapaśniczej z lubawskiego OSiR-u zawodnikom znajdującym się na zgrupowaniu w Nowym Mieście Lubawskim.
Użyłem sformułowania, iż: „gwarantuję, że zapaśnicy z zewnątrz nigdy już do Lubawy nie przyjadą”. Nie mogę odpowiadać za percepcję i procesy intelektualne Różańskiego i Urbańskiego. Fraza ta, wszak w połączeniu z całością tekstu, oznaczała ni mniej ni więcej, że nie ma co liczyć absolutnie Różański na jakiekolwiek zgrupowania zapaśników, czyli innymi słowy na zarobienie pieniędzy przez OSiR z tego tytułu.
Wyciągnięcie przez duet R/U wniosku, że stwierdziłem, iż do Lubawy nie przyjadą zapaśnicy na żadne już zawody, jest dowodem wprost na to, iż inteligencja zbyt silną stroną obu panów nie jest. I nie przemawia przeze mnie patologiczne poczucie wyższości. Stąd mój smutek wyrażony na początku tekstu, będący konsekwencją rozczarowania Różańskim...
Przypomnę jeszcze, iż swój stosunek do lubawskich zapasów, wyraziłem w tekście „Nie jestem wielbłądem z Lubawy” z lipca ubiegłego roku opublikowanym w Kurierze. Tekst ten był odpowiedzią do tekstu burmistrza Edmunda Standary „Dlaczego nie lubi pan Lubawy, panie Kleina” i nie został, mimo moich usilnych zabiegów, opublikowany w Głosie Magistrackim.
Powiedziałem wówczas: „Może warto byłoby zainwestować konkretne pieniądze w sekcję zapaśniczą? Sekcję, która od zawsze przynosi splendor Lubawie! Splendor, który nigdy nie został przez lubawski magistrat przełożony na promocję miasta właśnie”.
Czyż można więc, nawet w podtekście, imputować mi, że źle życzę lubawskim zapasom?
Zaproponowałem onegdaj Różańskiemu rozmowę – w imieniu i na rzecz Kuriera. Różański odparł, iż nie może podjąć autonomicznie decyzji, gdyż musi nań zgodę wyrazić burmistrz Edmund Standara. Wstrząs niemalże anafilaktyczny, egzystencjalny przeżyłem, ale cóż, proza życia... I chłopiec, prawie 2-metrowy, skurczył się w oczach moich do 1,60 m.
Po kilku dniach uzyskałem negatywną odpowiedź, ale nie dlatego, że Standara nie pozwolił. Różański stwierdził, że... to on nie chce ze mną rozmawiać. Nie chce, bo ja znanym konfabulatorem, jego zdaniem, jestem i kiedy mi udzielił informacji na temat nie wydania maty zapaśnikom, to on nic o burmistrzu nie mówił. I mówił to podniesionym głosem niezwykle.
Pouczyłem młodego człowieka, że winien głos o dwa tony obniżyć, to po pierwsze, a po drugie, jeżeli ma kłopoty emocjonalne, bo słabą odporność na stres posiada, co widać, to służę stosownym adresem. Zwróciłem też dyrektorowi uwagę, iż słów niewłaściwych używa, bo jeżeli jego zdaniem informację z burmistrzem wyssałem z palca, to nie jest to konfabulacja, a fabulacja po prostu. Konfabulacja jest zdecydowanie czym innym, a mianowicie uzupełnianiem „pustych miejsc” w pamięci, treściami różnymi, a nawet dziwnymi. A tak w ogóle, to mówił teraz, że nie była to decyzja burmistrza, co w mojej ocenie niczym innym nie jest teraz, jak próbą – z sobie wiadomych powodów – zeń się wyłgania...
Na zakończenie dysputy poważnej zechciałem skonstatować na czym polega różnica pomiędzy nim a jego poprzednikiem, Józkiem Blankiem. Polega na tym, że jest Różański od Blanka dwa razy wyższy, natomiast Blank, jest od niego trzy razy większy. Żachnął się Różański na takie dictum i stwierdził, iż lubuję się jak widać w takiej grze słów i on tego nie rozumie.
Powiedziałem przeto dyrektorowi zacnemu, że kategoria wysoki-niski wzrostu dotyczy, natomiast wielki-mały to kategoria klasy czy nawet osobowości dotycząca. Innymi słowy – do pięt, moim zdaniem, poprzednikowi klasą, autonomią i umiejętnością podejmowania decyzji nie dorównuje. Ale Blank był tylko jeden. I tyle!
Zapomniał Różański o jednej elementarnej kwestii. Odkąd został dyrektorem, stał się osobą publiczną. I nie może przedsiębiorstwa w którym pracuje, traktować jak prywatnego swego folwarku. I dobierać sobie rozmówców (po godzinach pracy może sobie robic co chce).
Innymi słowy, nieporozumieniem jest ucieczka przed prasą. I argumentacja, że mogę „konfabulować” o tyle jest nieadekwatna, że Różański jak mało kto (wszak do niedawna był „dziennikarzem”) winien wiedzieć, iż istnieje mechanizm autoryzacji wywiadu. Tak więc, trzeba będzie pogadać...
Andrzej Kleina