Coraz więcej ukazuje się na Forum tekstów pisanych przez „żołnierzy” reprezentujących interes wyborczy swoich „generałów”. Zajmująca to lektura. Przeciwnicy co do jednego są zgodni. Burmistrzem winna zostać osoba posiadająca w pierwszej kolejności charyzmę i autorytet. I oczywiście ich kandydat to posiada. Ich przeciwnicy absolutnie nie.
Andrzej Kleina
Sympatyczny „Żagiel”, bywalec permanentny Forum Kuriera, chce w Iławie jeszcze więcej. On wymaga od burmistrza by był to człowiek uczciwy, posiadał wiedzę, miał fason, cieszył się zaufaniem, miał styl, był prawdomówny i posiadał doświadczenie w zarządzaniu. W innej zaś swej wypowiedzi internetowej Żagiel powiada, iż „kandydatowi Jarosławowi Maśkiewiczowi w wyborach na burmistrza punkty rosną”. Zapewne dzięki prawdomówności, uczciwości, wiedzy i doświadczeniu w zarządzaniu...
Sądzę, że cechy te prawie wszystkie, są tak oczywiste, że aż wręcz banalne. A jednocześnie chyba, dla wielu kandydatów nieosiągalne. Przykład pierwszy z brzegu: „uczciwość”. Czy którykolwiek z kandydatów powie uczciwie i otwarcie: „Chcę zostać burmistrzem, ponieważ jest to praca niezwykle korzystna z finansowego punktu widzenia”?
Oczekuję takiego stwierdzenia, ponieważ jest to dowód niezwykłej troski o najbliższą rodzinę. I on, kandydat, uczciwie sprawę stawia. On bowiem jako mężczyzna (zmasculinizowane kobiety też) – ma obowiązek przynieść upolowany łup (oby ogromny) pod strzechę domowego ogniska. A jego squaw, ma ten łup przyrządzić i głodne bachory, a nawet wnuki nakarmić. Egoizm tego typu, jest swoistą gwarancją, iż burmistrz-egoista, umiejący skutecznie zadbać o siebie i najbliższą rodzinę, przeniesie go na działalność służebną wobec społeczeństwa.
Tak więc, kandydat, który uczciwie powie, że chce zostać burmistrzem, bo to dobrze płatna robota, mój głos już prawie ma. Bo w takim postawieniu sprawy – upatruję pozytywny kawałek jego wnętrza: uczciwość i przyzwoitość. Nie chcę żadnych mesjaszy, wizjonerów, szamanów, zwolenników ezoteryki. Są niewiarygodni, jest prawdopodobne, że są zaburzeni!
Nie chcę więc żadnych charyzmatyków, a więc osobników, którym przypisuje się właściwości charyzmatyczne, a więc własności szczególne (bliżej nie określone), rodzące i egzekwujące jej autorytet u innych. Po prostu nie chcę. Nie chcę też żadnych autorytetów, żadnej wyroczni, żadnej alfy i omegi, żadnych znawców, żadnych arbitrów.
Ja po prostu oczekuję, że mój burmistrz będzie po prostu dobrym managerem, chcącym relatywnie dużo zarabiać i skutecznie kierującym powierzonym mu „przedsiębiorstwem samorządowym” o nazwie magistrat.
Boże broń nas przed autorytetami i charyzmatycznymi wodzami! Boże chroń Iławę przed Maśkiewiczem; chroń też Boże Lubawę przed Standarą...
Czas najwyższy na normalność!
I jeszcze na co nieco inną nutę. Niezwykły okaz dziennikarski wpadł do realizacji zadań specjalnych w lubawskim Głosie Magistrackim. Okaz, który rzemiosło dziennikarskie szlifował w niebyłym już „Iławskim Tygodniu”. Okaz niebywale wszechstronny. Oto najlepszy przeto dziennikarz wśród bramkarzy „skopanych” i najlepszy bramkarz wśród dziennikarzy. Oto Toooooooomasz Wiiiiięęęęęęcek!!! Z Kisielic zresztą! Pod Iławą, gdyby ktoś nie wiedział!
W komentarzu swym, uzupełniając własny tekst z sesji Rady Gminy Lubawa, w sposób niezwykle oczywisty i naturalny zaspakając potrzeby i oczekiwania lubawskiego magistratu, Tomasz Więcek pokazał co potrafi. A potrafi dużo. Powiedział przeto Więcek: „Ja zastanawiałem się natomiast nad tym, dlaczego Kamiński (Jan Kamiński z Kazanic, niezwykle barwna postać, represjonowany i internowany działacz lokalnej Solidarności – uwaga AK), czytając swój list trzymał go tylko w jednej ręce. Po tym co usłyszałem już wiem. Wszystko przez to, że palce drugiej trzymał w „organach” samorządu...”. Cóż, oceniać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej... Tylko, dlaczego aż tak idiotycznie?
Po przeczytaniu Wiecka doniesienia z sesji, okraszonej „jego” komentarzem, ze szczególnym uwzględnieniem powyższej frazy: „Heureka” – wołam naprędce! Już wiem! Więcek swój tekst dyktował przyjacielowi dozgonnemu Głosu – Maciejowi Radtke, obie ręce po łokcie w tyłku burmistrza Edmunda Standary umoczone trzymając...
Dlaczego, do cholery jasnej, na samym wstępie pobytu w lubawskiej gazecie, Więcek zapotrzebowanie na usługi własne, z maestrią na wyżyny wnosi? Skoro próbuje z Kamińskiego uczynić pieniacza, skoro czyni też z niego bezwolną kukłę w rękach wójta Tomasza Ewertowskiego, dlaczego w komentarzu subiektywnym, do czego ma bezgraniczne prawo, ordynarnie też – przemilczając - kłamie?
Dlaczego, do cholery jasnej Więcek nie powie, że wystąpienie Kamińskiego na sesji gminy wiejskiej w Lubawie spowodowane było tym, i tylko tym, że pryncypał Więcka – sprostytuowany dziennikarsko kompletnie Błażej Urbański, nie opublikował listu Kamińskiego? Listu Kamińskiego, który był niczym innym jak formą polemiki, z jego zdaniem, kłamliwymi opiniami wygłoszonymi przez specyficzną marionetkę, tj. Raszkowskiego.
Po raz kolejny Głos złamał ustawę Prawo prasowe, po raz kolejny też naruszył elementarne standardy obyczajowe. Publikacja listu Raszkowskiego, faceta, który ma kłopoty niebywałe z artykulacją prostego zdania, listu mimo to zbornego intelektualnie ( co musi zadziwić niebywale) i nic to, że kłamliwego totalnie, listu opublikowanego na wyraźne zapotrzebowanie wyborcze magistratu lubawskiego, po to właśnie, by ośmieszyć wójta Tomasza Ewertowskiego, wpisuje się w lubawską rzeczywistość wyborczą.
Wypowiedział się „wyborca” Raszkowski – wyborcy Kamińskiemu tej możliwości nie dano. Pobiegł więc Kamiński, mężczyzna dynamiczny, zdegustowany niebywale do Kuriera, gdzie list opublikował, i wcześniej co nieco, na sesję gminną, by świat lokalny poinformować, o dwóch sprawach. O tym, że ma inne zdanie jak „wyborca” Raszkowski, a także i o tym, że w Głosie: równi i równiejsi istnieją. Co Więcek, w sposób niezwykle dobitny potwierdził!
Andrzej Kleina