Rany boskie! Jak ten czas pędzi. Dokładnie 4 lata temu, dostarczyłem list otwarty pod tym samym tytułem do Kuriera. List, którego nie opublikowano w „Głosie Lubawskim”. Bo był nieprawomyślny. Tak zaczęła się moja przygoda żurnalistyczna z redaktorem Jarosławem Synowcem i Kurierem...
Andrzej Kleina
List mój był reakcją na tekst ówczesnego dziennikarza „Głosu” Macieja Radtke pt. „Wsiąść do pociągu, ale jakiego?”. Dotyczył pierwszych bezpośrednich wyborów samorządowych w roku 2002. Pisałem wówczas, iż najistotniejszym kryterium wyboru dla większości z nas pozostaje fakt bycia rodowitym lubawiakiem (był to okres po Maśkiewiczu). Nieważne są cechy osobowe, inteligencja, kierunkowe wykształcenie, umiejętność podejmowania decyzji, sposoby radzenia z wszędobylskim stresem, a także drugorzędna, a jednak ważna – aparycja.
Pisałem też, że głównym, forowanym kandydatem będzie funkcjonariusz pezetpeerowski, komunistyczny naczelnik Edmund Standara, któremu nic, a nic przeszkadzać to nie będzie. Ba, pomoże nawet skutecznie. Wszak dla wielu z nas, jest on ucieleśnieniem tęsknoty za minioną epoką, a więc darmowym mlekiem w szkole, darmowym również wyjazdem na wczasy FWP, aby „dostąpić procesu relaksacji w aspekcie odnowy psychofizycznej w celu dalszej wytężonej pracy dla dobra socjalistycznej ojczyzny”. A także talonem na wymarzony ciągnik, czy też samochód (czy młodzi wiedzą o czym mówię?).
Owa uzewnętrzniająca się tęsknota za minioną epoką uzyskała w wypowiedzi Bernarda Standary, brata Edmunda, nadwornego żurnalisty Głosu, wręcz sankcję moralną. Bernard Standara stwierdził, iż prawdziwy ojciec miasta, załatwi szpital potrzebującemu, a nawet podzieli się własną pensją. Rzeczywiście załatwił... Tak załatwił, że szpital za jego kadencji został zlikwidowany.
Cztery lata minęły jak w pysk strzelił. Nie wymusili radni na burmistrzu przez te lata zmiany sposobu sprawowania funkcji. Nie zrozumieli (nie chcieli, bądź nie mogli?), że Lubawie nie jest potrzebny „ojciec miasta” a sprawny menadżer. Nie zrozumieli, że Lubawie nie są potrzebne pomniki pychy, a inwestycje ułatwiające życie mieszkańcom. Nie chcieli zarządzania rzetelnego, bez manipulacji i kłamstw...
Od dłuższego już czasu, pokazuję czytelnikom Kuriera patologię władzy w Lubawie. Pokazuję, jak lokalna grupa władzy kładzie miasto, zadłużając je z kretesem. Pokazuję, jak lokalna grupa władzy przez sieć misternych powiązań z najbardziej usłużnymi radnymi, a także z biznesem i prasą - stworzyła układ, którego zadaniem naczelnym jest zachowanie aktualnego status quo, czyli pozostanie przy władzy.
Próbuję pokazać, jak Maciej Radtke, niegdysiejszy redaktor naczelny „Głosu”, osobnik bez kompetencji, specyficzny rys charakterologiczny posiadający (mistrz zbierania „haków” oraz intryg kreowania), w nagrodę za szefowanie kampanią wyborczą Standary został sekretarzem miasta.
Próbuję pokazać, jak kładzie się on cieniem na funkcjonowanie struktur miasta. Próbuję pokazać jak jego kumple (z jego nadania) zarządzają lokalną prasą, sportem i kulturą. Wszystko to, skutkuje paraliżem informacyjnym, zakłamaniem, nepotyzmem, protekcją i kumoterstwem.
Chcąc mnie ośmieszyć i podważyć wiarygodność moich opinii, przypisuje mi się opinię oszołoma, dewianta, psychopaty, a także człowieka łamiącego normy społeczne (o odbieganiu od „normy” intelektualnej nie wspominając, co zabawne jest niezwykle). Do walki, włączyła się żeńska część rodziny Standary, co trąci wręcz kabaretem...
Standara nie podejmuje polemiki, trzymany na uwięzi pasku przez Macieja Radtke. Nie odpowiada na żadne zarzuty, nawet te, gdzie sugeruję hipotetycznie korupcję (choćby kontynuacja budowy hali bez przetargu przez firmę Zdzisława Wierzbowskiego). Lekceważy, nie tyle mnie, żurnalistę Kuriera, ile czytelników... Coś niebywałego!
Skundlona prasa lokalna, podaje do konsumpcji sprawnie przygotowaną „papkę informacyjną”. Nie podaje się informacji, a tylko sprytnie skonstruowane kłamstwa i przeinaczenia. Techniką wiodącą są też przemilczenia... Kłamstwo się sączy. Zatruwa umysły! Wirus ten zatacza szerokie kręgi...
Doskonałym przykładem, wręcz diagnostycznym, jest monumentalny fałsz związany z budową stadionu. Zarówno radni, jak i mieszkańcy Lubawy, przed wpisaniem inwestycji do budżetu byli informowani przez niezwykle uzależnionego od Macieja Radtke, redaktora naczelnego „Głosu Błażeja Urbańskiego”, że piękny kompleks sportowy, na miarę „potrzeb i możliwości” lubawian (kto to zdiagnozował?), wartości około 13 milionów złotych, sfinansowany zostanie ze środków unijnych w około 85%. Grzechem byłoby więc, co oczywiste, taką gratkę pominąć.
Decyzji tej nadano bizantyjską oprawę medialną, pokazywano kłamliwie zdjęcia z innego stadionu, z niezwykle okazałą trybuną (fotka ta zawędrowała nawet do książki prof. Falkowskiego). Gdy się okazało, że w ramach ZPORR-u będzie „kasy niet”, pokazywano w mediach „dramatyczną walkę” burmistrza Standary o sprawiedliwość bez mała dziejową, mówiąc wprost, że należne pieniądze Lubawie, marszałek województwa Andrzej Ryński, przekazał do miasteczka, „skąd jego ród”. „Walka” ta była absurdalna i bezsensowna, niestety za kolejne pieniądze publiczne. Kiedy pierwotna koncepcja poległa, dokonano modyfikacji projektu ograniczając jego zakres, wprowadzając jednocześnie nowe elementy (m.in. słynną już ściankę wspinaczkową), ażeby ubiegać się o środki z innej puli.
Kto z lubawian wie, że miasto na ten cel nie dostało ani jednego EURO? Kto wie, że rzekomy milion zł który „załatwił burmistrz Standara od marszałka” jest wierutnym kłamstwem. Czyż radni nie powinni czuć się wmanewrowani w przysłowiowe „krzaki”? Jedyna kasa zewnętrzna to promesa (obiecanka) na około 200 tys. zł ze środków Urzędu Kultury Fizycznej.
Modernizacja stadionu była bezwzględnie konieczna, ale w stopniu niezbędnym do zaspokojenia potrzeb lubawskiego sportu. Stworzono zaś rozpasany pomnik, który nawet na uroczyste otwarcie nie umiano sportowo wykorzystać, co czarną prognozę stanowi. Pozostanie wielomilionowy kredyt do spłaty, ale po mnie „choćby potop”, zdaje się mówić Standara. W tej chwili najważniejsze jest to, że stadion stał się kartą przetargową, która ma pozwolić Standarze na wygranie kolejnych wyborów. I taka była prawdziwa idea zamieszania...
Wsiąść do pociągu, byle jakiego…
Andrzej Kleina