Logo Kurier Iławski

Wejście
Aktualna jedynka Kuriera
Aktualna jedynka Tele
CZYTAJ i KOMENTUJ
Opinie
REKLAMA
Ogłoszenia drobne
Piłka nożna
Szukaj
Pliki
FORUM

CZYTAJ i KOMENTUJ
Czad zabił trzy osoby
Wyremontowany dworzec PKP zamknięty na noc
Przetarg na nową dzierżawę kręgielni i baru unieważniony
Zgwałcił 17-latkę w dyskotekowej toalecie
ŻYLIŃSKI: Nie będę szeregowcem
Kolejki do lekarzy rodzinnych
Rośnie Grand Hotel Tiffi w Iławie
Piłkarze już nie chcą grać dla Iławy
Urzędnik to ma klawe życie...
Gimnazjalista z pasją: BARTEK ŚMIGIELSKI
Nie dla łazęgów, czyli skarga na schronisko dla bezdomnych
Wrzawa wokół refundacji leków. Panika ominęła Iławę
Unieważniono drugi przetarg na budowę portu
Płatne parkingi wymysłem burmistrza
Prabuty. Belfer i strongman winny pobicia uczniów
Susz. Czy powstanie Biedronka?
Kisielice. Dary bez kontroli
Kontrowersyjny zakaz parkowania przy ośrodku zdrowia
„Taboo Club” dalej z alkoholem
Czystki w iławskiej kulturze to plotki
Więcej...

61721539
 

CZYTAJ i KOMENTUJ

2006-02-01

Katowice. Dwa metry od śmierci


Tuż po wyjściu z zawalonej hali zadzwonił do żony. Kilka metrów za nim runął metalowy dach. Tony żelastwa i śniegu. Przygniotło jego kolegę. MARIAN ŚWIĄDER z Iławy śmiało jednak mówi, że spokojnie wejdzie do budynku o płaskim dachu. Już w kwietniu wybiera się ponownie do Katowic.

Hodowla gołębi to jego wielka pasja. Już nawet nie pamięta, kiedy to się zaczęło. Obecnie Marian Świąder z Iławy jest prezesem Olsztyńskiego Okręgu Hodowców Gołębi Pocztowych i członkiem Głównego Zarządu Hodowców, w którego skład wchodzą także członkowie z Belgii, Holandii, Austrii, Słowacji i Niemiec.

Do Katowic pojechał wcześniej niż hodowcy. Musiał zająć się sprawami organizacyjnymi. W piątek odbyło się uroczyste otwarcie wystawy. Przyjechało wiele tysięcy osób.

– Było strasznie głośno i tłoczno – zaczyna opowiadać pan Marian. – Gołębie były z lekka wystraszone. Wokół tysiące ludzi i głośna muzyka. Odbywały się przy tej okazji różne koncerty. W sobotę około godziny 11:00, kiedy odbywała się koronacja mistrzów hodowli gołębi pocztowych, w hali było od 6 do 7 tysięcy ludzi.

Im bliżej sobotniego wieczora, tym bardziej hala zaczynała pustoszeć. Niektórzy poszli do hotelu oglądać skoki Adama Małysza. Inni zbierali się już do domów. Zdaniem pana Mariana tuż przed tragedią w hali mogło być jakieś 600 osób.

– Chodziłem po całej hali – mówi. – Rozmawiałem ze znajomymi. Kilku z nich teraz nie żyje... Z jednym umówiłem się o 16:30 w kawiarence na terenie hali. Wcześniej jednak podszedłem do stoisk handlowych, by kupić niezbędne rzeczy dla gołębi.


USIADŁ W ZASPIE I PŁAKAŁ...

Pan Marian zatrzymał się przy stoiskach. Tam chwilę porozmawiał ze znajomym. Do nich dołączył kolejny hodowca z Ostródy. Stali niespełna 10 metrów od jednego z głównych wyjść hali. Chwilkę gawędzili...

– I w tym momencie, jak ten znajomy z Ostródy oddalił się na jakieś 15 metrów od nas w głąb hali, runął dach, a za nim lawina śniegu – dodaje mężczyzna. – Byłem dwa metry od śmierci. Zaczęliśmy uciekać w kierunku wyjścia. Podmuch walącego się dachu, prętów i śniegu odrzucił mnie i kolegę ku wyjściu. Na pewno oglądaliście to w telewizji, te wyjścia w metalowych ścianach koloru granatowego. Wybuchła panika. Ludzie deptali się nawzajem. Zgasło światło. Ciemność wszystkich zdezorientowała. Ludzie nie wiedzieli, gdzie są i w którym kierunku mając biec, by dojść do drzwi. Udało mi się wyjść na zewnątrz. Jedynie z parkingu obok dolatywało światło. Siadłem w zaspie śniegu. Siedziałem tak i płakałem. Potem wziąłem telefon i zadzwoniłem do żony.

– Dobrze, że zadzwonił zanim ukazały się pierwsze informacje w telewizji – mówi żona pana Mariana. – Inaczej bym chyba nie wytrzymała w oczekiwaniu na jakąkolwiek wiadomość.

Już po 10 minutach zaczęły nadjeżdżać pierwsze ekipy ratunkowe.

– Ktoś musiał od razu zadzwonić – opowiada dalej hodowca. – Gdy ustał ten huk i trzask, mój kolega wszedł do środka ponownie. Miał w sobie tyle odwagi. Mówił, że tam pod zwałami blachy leży facet, który stał obok nas przy stoisku. Żył, po chwili wydostali go strażacy. Wokół straszny krzyk, wrzask ludzi wołających o pomoc i lament... Pełno ludzi z pokrwawionymi głowami wychodziło na zewnątrz.


PATRZYLI PRZEZ SZKLANE ŚCIANY

Obok hali stała oszklona rotunda, w której mieściła się restauracja. Budowla ta nie była scalona z tą potwornie wielką metalową konstrukcją. Tu właśnie zgromadziło się najwięcej ludzi, także z Iławy.

– Ludzie przez szklane ściany widzieli co się dzieje obok – mówi pan Marian. – Patrzyli jak obsuwa się śnieg, a dach przygniata ludzi. Rotunda nie zawaliła się, ale nie było z niej wyjścia. Kolega z Olsztyna rozbijał więc szyby, by mogli się stamtąd wydostać. Jeden ze znajomych wybiegł bez butów. Owinęliśmy jego stopy swetrem.

W hali co tydzień odbywały się dyskoteki na kilka tysięcy osób. W zeszłą sobotę budynek odwiedziło jeszcze więcej ludzi. Nagrzane powietrze szło do góry i naprężało ośnieżony dach.


WSZYSCY OD NAS URATOWANI

W niedzielę wieczorem pan Marian wrócił pociągiem do domu. Okręg, którego jest prezesem, wystawiał 28 gołębi. Uratowano 19 sztuk.

Prócz pana Mariana wróciła też cało do domu 4-osobowa „nasza” ekipa: Zbigniew Markowski, Józef Bomba, Wiesław Bytner i ks. Andrzej Jeździewski z parafii św. Brata Alberta na os. Podleśnym w Iławie.

Wiesław Bytner z Rudzienic był pod zwałami metalowej konstrukcji hali. Nie zdążył uciec. Odwiedziliśmy go w domu, ale hodowca na razie nie może mówić o tym, co się stało. Jest jeszcze w szoku. Z lekka poturbowany i zmęczony całą tą sytuacją. To jemu kilka lat temu skradziono całą hodowlę gołębi. Odbudował ją i znów zbiera laury za swoje ptaki.

– Obok niego leżał 10-12-letni chłopiec, który był przygnieciony przez metalową belę – wspomina ten koszmar Świąder. – Dalej zwłoki innego mężczyzny.

W śląskich szpitalach zostało dwóch mieszkańców Ostródy i jeden Olsztyna.

– Pojadę na kolejną wystawę – zaklina się pan Marian. – Jeśli dożyję, pojadę. Żadnej nie opuściłem przez te wszystkie lata... W kwietniu będę w Katowicach. Na pewno odwiedzę miejsce tragedii. Nie boję się wejść do budynku o płaskim dachu. Nic nie zdarza się dwa razy.

Z Iławy miało pojechać jeszcze więcej hodowców. Nie dogadali się jednak z Edwardem Bojko, dyrektorem iławskiej „budowlanki”, który miał im użyczyć pojazd. Dziś mówią, że to ich uratowało.

JOANNA MAJEWSKA





Marian Świąder przy swoich trofeach.
Przeżył „Katowice” i dalej może się cieszyć swoją
pasją – hodowlą gołębi pocztowych.



  2006-02-01   

 TWOJE ZDANIE
Cóż tutaj można skomentować..
Dziwię sie temu Panu, że ma odwagę tam wrócić, widocznie dla niego ta tragedia nie była aż tak...
~ewka
2006-02-20

Wróć   Góra strony

Wejście | Aktualna jedynka Kuriera | Aktualna jedynka Tele | CZYTAJ i KOMENTUJ | Opinie | REKLAMA | Ogłoszenia drobne | Piłka nożna
Szukaj | Pliki | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2012 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.